A teraz poważnie.

TED, to marka konferencji naukowych organizowanych corocznie przez amerykańską fundację non-profit The Sapling Foundation. Celem konferencji jest popularyzacja – jak głosi motto – „idei wartych propagowania”.

W 2018 r. na konferencji TED zorganizowanej przez Uniwersytet w Würzburgu (Niemcy) wystąpiła studentka medycyny Mirjam Heine argumentując, że ludzie nie wybierają sobie obiektu pożądania, że jest to ich cecha wrodzona, co do której nie mają wyboru, zatem społeczeństwo musi zmienić swoje negatywne nastawienie do pedofili. Zdaniem Mirjam Heine pedofile są takimi samymi ludźmi jak wszyscy i należy im się równy szacunek – nie można ich piętnować z powodu ich skłonności tak samo, jak nie powinno się piętnować homoseksualistów, transeksualistów czy każdej innej orientacji seksualnej.

Jej zdaniem pedofila nawet nie jest chorobą. Skoro wg współczesnej nauki – mówi – chorobą nie jest homoseksualizm, to tak samo nie jest żadną chorobą pedofilia. Jest to cecha wrodzona przynależna pewnej części populacji, a jako ludzie cywilizowani umówiliśmi się, że takie cechy nie powinny być przedmiotem żartów czy szykan.

Podałem ten przykład, gdyż wbrew pozorom nie jest on żadnym dziwactwem czy pomyłką młodej studentki wynikającą z jej niedoświadczenia, ale wyraża dużo szerszy i bardzo niebezpieczny nurt zrodzony na najlepszych zachodnich uniwersytetach.

Ten nurt, to radykalny redukcjonizm prowadzący do determinizmu filozoficznego.

Jego wybitnym przedstawicielem jest amerykański profesor bilologii, neurologii i kognitywistyki, prof. Robert Sapolsky z szacownego Uniwersytetu Stanforda w Berkeley w Kaliforni.

Właśnie w Polsce ukazała się jego ważna książka pt. „Zdeterminowany – jak nauka tłumaczy brak wolnej woli”.

Tak się składa, że dorobek prof. Sapolskiego jest mi znany od dawna z wydań anglojęzycznych.

Jego kluczowa teza daje się streścić tak:

Umysł ludzki jest skomplikowanym komputerem i jak każdy komputer działa wg reguł, które są znane teorii informacji. Te są obiektywne i niezależne od praktycznej implementacji takiej maszyny. Czy jest to komputer blaszany, biologiczny czy kwantowy – reguły rządzące przepływem informacji mają naturę matematyczną i są powiązane ze światem materialnym w ten sposób, że każdy proces, który wiąże się z wymazywaniem informacji pociąga wzrost entropii otoczenia (tzw. zasada Landauera). Nie wchodząc dalej w matematyczne szczegóły – oznacza to, że każdy proces przetwarzania informacji jest albo w pełni algorytmiczny, albo zawiera w sobie – co najwyżej – element termodynamicznego „chaosu deterministycznego” (teoria Prigogina). Proces w pełni algorytmiczy zawsze odpowiada tak samo na takie same dane wejściowe, zaś proces regulowany przez chaos deterministyczny może odpowiadać różnie, ale nie dlatego, że „jest mądry”, ale dlatego, że pewne bardzo drobne różnice (np. minimalna zmiana konfiguracji atomów) prowadzą do zgoła odmiennych rezultatów.

Jednak – twierdzi Sapolsky – oznacza to jedynie, że nie umiemy (gdyż jest to fizycznie niemożliwe) przewidzieć wyniku takiego obliczenia, ale – co do zasady jest on zdeterminowany jeszcze zanim obliczenie się zaczęło.

Można tu uciec się do przykładu spadającego z drzewa liścia na wietrze. Nikt nie potrafi dokładnie przewidzieć jak i gdzie on spadnie, ale nie sądzimy przecież, że liść kieruje swoim losem!

Sapolsky uogólnia to na cały proces ludzkiej świadomości. Jego zdaniem świadomość jest czystą ułudą – rodzajem „nakładki graficznej” na system operacyjny ludzkiego komputera. Nakładki o tyle szczególnej, że będącej właściwie lustrem – po obu jej bowiem stronach jest ten sam system operacyjny, który sam sobie „prezentuje” wyniki swoich DETERMINISTYCZNYCH obliczeń a następnie je „zatwierdza”, co jest niczym innym, jak kolejnym DETEMINSITYCZNYM obliczeniem, które jednak nie jest już rzutowane na to wewnętrzne lustro.

Zdaniem Sapolsky’ego – prowadzi to do iluzji wolnej woli, podczas gdy „wewnętrznie” decyzja jest już dawno podjęta przez „maszynę obliczeniową” naszego umysłu.

Zdaniem Sapolsky’ego, taka dziwna konstrukcja wykształciła się u naczelnych, gdyż umożliwia im funkcje społeczne. Mówiąc wprost – człowiek może dzięki temu „gadać co mu się wydaje” i w ten sposób komunikować wyniki obliczeniowe swojego „systemu operacyjnego” innym jednostkom. Te zaś przyjmują jego gadanie jako kolejną porcję danych do przeliczenia i znów całkowicie deterministyczne je przetwarzają, po czym mogą ponownie „zaprezentować” wyniki ogółowi. W ten sposób u naczelnych przełamywane jest ograniczenie mocy obliczeniowej pojedynczego mózgu. Wynikiem jest zazwyczaj bardziej optymalny wynik zapewniający grupie większe szanse przetrwania.

Przyznacie, że jest to ciekawa teoria!

Jednak konsekwencje jej przyjęcia są potworne!

Jeśli w pełni uznać argumentację Sapolsky’ego, to w istocie jesteśmy jedynie blaszanymi pudełkami przetwarzającymi informację. Tak – nasze mózgi są dobrymi komputerami, ale niczym więcej. Po prostu produkują wyniki tak, jak zostały skonstruowane i nic więcej. Wszelkie „decyzje” jakie podejmujmujemy są takimi „wynikami” i tyle. Kiedy myślimy, że nad czymś myślimy, to w istocie nie dzieje się nic więcej niż to, co wyżej zarysowałem. Każda idea, każdy pomysł, każda decyzja jaką podejmujemy została OBLICZONA i jedynie „wyświetlona” na wewnętrzym ekranie po to, abyśmy mogli ją zakomunikować. Nawet wówczas, kiedy jakiś pomysł zaistniał w naszych myślach a my go „rozważamy”, to nie dzieje się nic innego niż to, że wyświetlony wynik jest „pośredni” – przetwarzanie informacji odbywa się dalej i za chwilę zostanie „wyświetlony” kolejny wynik. Nasza jaźń jest tu wyłącznie buforem komunikacyjnym. Co więcej – decyzja o tym, czy coś zakomunikować jest również wynikiem takiego samego procesu. Nasz wewnętrzny system operacyjny „wyliczył”, że to właśnie teraz jest właściwy moment do zainicjowania komunikacji – gestem, słowem, spojrzeniem itd.

Sapolsky mówi nam, że nie jesteśmy panami samych siebie, ale blaszanymi pudłami, które „coś tam liczą” i tyle.

Skoro tak – to jakie mamy moralne prawo oceniać kogokolwiek? Przecież nikt za nic nie odpowiada, bo nikogo w istocie nie ma!

Sypie się cała etyka!

Zauważcie, jak spójne z teorią Sapolsky’ego są wynurzenia Mirjam Heine. Na czym miałyby się opierać nasze zarzuty wobec gwałciciela dzieci, skoro jego czyny są poza jego wolną wolą? A są poza wolną wolą, bo niczego takiego jak „wolna wola” po prostu nie ma!

Nawet jeśli go zabijemy, wsadzimy do więzienia, cokolwiek – to też nie będzie żaden „akt etyczny” w sensie takim, jak o takich decyzjach zwykliśmy myśleć, ale jedynie kolejny wynik „uspołecznionych” obliczeń innych blaszanych pudeł.

Mnie się teoria Sapolskiego na swój sposób podoba. Jest skrajnie dehumanizująca, ale właściwie – jeśli ją dobrze zrozumieć – niczego w praktyce mojego myślenia politycznego nie zmienia!

Zawsze byłem bardzo podejrzliwy wobec deontologii – dyskursu wartości. Jako ateista zawsze byłem przekonany, że moralność jest wynikiem procesu ewolucji społecznej a etyka, czyli nauka o moralności – pewną nadbudową próbującą tę materię opisać w ramach określonej perspektywy. Jeśli przyjmiemy perspektywę indywidualistyczną otrzymamy jedne wyniki, jeśli przyjmiemy perspektywę kolektywistyczną – inne. Wszystko w zasadzie zależy od tego, jak zakreślimy umowne granice „kolektywu” i jak umownie zakreślimy „interes jednostki”. Jeśli „kolektywem” jest cała ludzkość a „jednostką” ktoś, kto najbardziej na świecie ceni sobie indywidualne przeżycie, to mamy np. Kanta… Precyzyjne logiczne rozumowanie doprowadzi nas wówczas do imperatywu moralnego i wizji „wiecznego pokoju”. Ale wystarczy przyjąć, że jednostka wcale nie uzna zasady „że granicą wolności moich rąk jest twój nos”, że uzna, że właśnie walka o poszerzanie indywidualnej sprawczości jest ważniejsza niż pokój i Kant się sypie… Wystarczy, że jednostka pogodzi się z ryzykiem śmieci w imię „czegoś większego”. Cały liberalizm sprowadza się wówczas właśnie do wyparcia wszystkiego, co „większe niż człowiek”.

Najwyraźniej jednak nasza węwnętrzna „maszyna logiczna” nie została tak zaprogramowana, jakby sobie życzył Kant. Ja to uznaję! Przyznaję rację Sapolsky’emu – tacy właśnie jesteśmy!

Skoro tak, to obliczamy wg innego wzorca – niekoniecznie w pełni zgodnego z kantowskim ideałem. Ten wydaje mi się obrzydliwy i NIC NA TO NIE PORADZĘ :-D

Tak samo, jak nic nie poradzę na to, że obrzydliwi wydają mi się pewni ludzie – nawet wówczas, kiedy – jak twierdzi Sapolsky – nie są temu winni :-D Ja też nie jestem winny temu, że tak mi się wydaje – o tak została skonstruowana moja „maszyna” :-D

Schodzimy tak do poziomu, który – uważam – jest właściwy. Do takiego, który wynika – co mówi sam Sapolsky – z ewolucyjnego dostosowania i tego, jak „natura nas skonstruowała”: nie ma żadnej „najlepszej etyki” w sensie teoretycznym! Jest ciągła, niekończąca się konkurencja systemów etycznych i wygrywa ten, który przetrwa – w dosłownym sensie ciągłości biologicznej jego wyznawców.

Mój świat nie jest walką jednostek, ale walką idei!

Te wydają się czasem wspaniałe, ale życie je weryfikuje. Chociaż u podstaw leżą gdzieś głęboko wielkie teorie informacji, cybernetyka, teoria emergencji itd. – są one wszystkie zanurzone w chaosie determinstycznym, więc nie dają się sprowadzić do jednej ogólnej reguły. Raz dobrze jest kogoś oszczędzić a raz – jednak – zabić: jako „złą maszynę” – maszynę, która produkuje złe wyniki!

Tylko tyle i aż tyle – teoria Sapolsky’ego nic dla mnie nie znaczy. Jest jak teoria gazów wobec potrzeby oddychania. Tak – gdzieś tam „w bebechach” wszystkim rządzą pola kwantowe, ale co z tego?

Jednak jedno wynika z jego teorii, która ustanawia „jaźń” wyłącznie jako dostosowanie ewolucyjne służące „przeskalowaniu” mocy obliczeniowych. U Sapolsky’ego jaźń służy komunikacji między jednostkami, co pozwala przezwyciężyć biologiczne ograniczenia pojedynczego umysłu. Skoro tak – to ta teoria prowadzi nas do wizji „hiperkomunikacji” – gobalnego połączenia wszystkich umysłów w jedną jaźń. Wizji hermetycznej.

Stare idee nigdy nie zamierają, ale odnajdują się w nowych możliwościach. Naukowcy pracują nad interfejsami mózgu i takie „połączenie intelektów” majaczy na horyzoncie…