
Noc, która obnażyła władzę
Policja w Trybunale Konstytucyjnym, prezes niewpuszczony do budynku, prezydent zawracający samolot z drogi do Senegalu. Świat zobaczył Polskę w chaosie, w czasie wojny za naszą wschodnią granicą.
Legalność operacji podważyli nie tylko politycy. Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati ocenił, że prezesem TK pozostaje Bogdan Święczkowski. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński nazwał wydarzenia niebezpiecznym precedensem i potępił podporządkowywanie organów konstytucyjnych działaniom siłowym.
Na nagraniach widać, jak samozwańcza prezes Trybunału Anna Korwin-Piotrowska, prawnicza aktywistka z prorządowego stowarzyszenia Themis, staje prezydentowi na drodze i go odpycha, aż ten ją odsuwa i wchodzi do budynku. Członkiem honorowym Themis jest Adam Bodnar, a wiceprezesem zarządu był Waldemar Żurek, obaj ministrowie sprawiedliwości w rządzie Tuska. Taka osoba nie nadaje się do kierowania sądem konstytucyjnym i na pewno nie byłaby gwarantem jego niezależności.
Władza skompromitowała się sama. Wiceminister Paweł Olszewski, odpowiedzialny za walkę z dezinformacją, opublikował wygenerowaną przez AI grafikę prezydenta szarpiącego Korwin-Piotrowską. Udostępnili ją szef MSZ Radosław Sikorski, który potem skasował wpis, i oficjalne konto KO. Ujawniono pismo zastępcy komendanta głównego policji nakazujące wyposażyć prewencję w pistolety maszynowe. Komenda zaprzecza związkowi z Trybunałem, ale związkowcy z Policyjnej Solidarności alarmują, że policjanci zostali sami z oskarżeniami za wykonywanie rozkazów.
Bez nich Tusk by nie rządził
Trzecia Droga obiecywała w 2023 roku koniec wojny polsko-polskiej. Zamiast tego dała Tuskowi władzę: KO i Lewica miały 183 posłów, a brakujące głosy przyniosło 65 posłów Trzeciej Drogi. Każda decyzja tego rządu, od mediów publicznych przez prokuraturę po Trybunał, zapadła za przyzwoleniem Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołowni.
Po nocy w TK obaj mówią o Tusku jak o kimś obcym. Hołownia apeluje jednocześnie do premiera i prezydenta, jakby był mediatorem. Kosiniak-Kamysz przez dobę milczał, potem napisał ogólnie o spokoju społecznym. Po spotkaniu z prezydentem zaproponował jednak reset konstytucyjny, niemal identyczny z propozycją Konfederacji. Rozwiązanie jest na stole. Nie da się go proponować i jednocześnie firmować rządu, który spór napędza.
Minister od odstraszania w rządzie rozbicia
Kosiniak-Kamysz jako szef MON przekonuje, że Polska musi być silna, zjednoczona i odstraszać Rosję. Teść ministra, wójt Gdowa Zbigniew Wojas, na nagranym zebraniu z mieszkańcami w październiku ostrzegał nawet przed możliwym atakiem Rosji w ciągu najbliższych miesięcy. Jeśli w rodzinie szefa MON zagrożenie traktuje się tak poważnie, tym trudniej zrozumieć, dlaczego ten sam minister firmuje rząd, który pokazuje światu państwo rozbite. Każdy wróg Polki takie obrazki ogląda się z satysfakcją. PSL, partia Witosa i Mikołajczyka, musi zdecydować, czy ta patriotyzm i tradycja coś jeszcze znaczy.
Co PSL dostał od Tuska
Koalicjanci utopili projekt PSL znoszący dwukadencyjność wójtów i burmistrzów, 213 do 215. Dla ludowców to sprawa przetrwania: wielu ich samorządowców nie wystartuje wiosną 2029 roku, a następców trzeba budować już teraz.
W Krakowie wojewoda Krzysztof Jan Klęczar z PSL zaskarżył dyskryminującą Strefę Czystego Transportu Aleksandra Miszalskiego z KO. Strefa i tak weszła w życie, a krakowianie odwołali Miszalskiego w referendum. Miszalski blokował też nową zakopiankę, odrzucając wszystkie warianty S7. Mimo to PSL poparł potem wspólną z KO kandydatkę Monikę Piątkowską, którą osobiście ogłaszali Tusk i Kosiniak-Kamysz. Przegrała z Łukaszem Gibałą 38 do 62 procent. PSL zapłacił rachunek za politykę, z którą sam się nie zgadzał, i to w mieście, w którym przez 22 lata współtworzył zaplecze prezydenta Jacka Majchrowskiego, a Kosiniak-Kamysz zaczynał jako radny. Dziś PSL w Krakowie przestaje się liczyć. Podobne referenda odbyły się w Zabrzu i Częstochowie, a w Gliwicach zebrano 18 tysięcy podpisów pod kolejnym.
W sondażach PSL ma średnio około 3,7 procent, czyli jest pod progiem. A sondaże bywają łaskawe dla obozu władzy: Trzaskowski pół roku przed wyborami miał 41 procent, a dostał 31.
Ostrzeżenie: Polska 2050
Partner z Trzeciej Drogi ma dziś od pół do dwóch procent. Połowa posłów odeszła, a liderka Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz opuściła rząd, mówiąc, że wartości są ważniejsze niż stołki, i została wyrzucona z partii. Na ujawnionych nagraniach Hołownia rozważa wyjście z koalicji, „tylko pytam, co dalej?”, i pyta, kto poświęci stanowiska kolegów. Polska 2050 wybrała stołki zamiast zasad i straciła jedno i drugie.
Klucz jest w Pałacu Prezydenckim
Nawet gdyby Tusk zdyscyplinował koalicję, ustawę o dwukadencyjności zablokuje weto prezydenta, a do jego odrzucenia potrzeba około 276 posłów. Kadencja Karola Nawrockiego trwa do 2030 roku, więc obejmuje wybory samorządowe. Bez prezydenta PSL tej sprawy nie wygra, niezależnie od tego, kto będzie rządził.
Dwie drogi
Pierwsza to trwanie przy Tusku: stanowiska do jesieni 2027 roku, potem start z list KO i los Nowoczesnej. Dwukadencyjność zostaje, wójtowie odchodzą, a jeśli wygra prawica, samorządowcy PSL zostaną bez dostępu do Warszawy, z wrogim wojewodą i z ryzykiem rozliczeń.
Druga to porozumienie z prezydentem i partiami spoza koalicji: zniesienie dwukadencyjności, rząd przejściowy do wyborów w 2027 roku i zachowanie przez PSL pozycji w rządzie do tego czasu. Warunek jest jeden: najpierw ustawa podpisana przez prezydenta, potem zmiana rządu. W 2027 roku ludowcy mogą startować z kandydatami na wspólnej liście z ugrupowaniem Mateusza Morawieckiego, z progiem 5, a nie 8 procent.
Trzecia droga, najgorsza
PSL zostaje przyzwoitką rządu, który eskaluje konflikt aż do stanu nadzwyczajnego. W jego trakcie i 90 dni po nim wyborów nie ma, a kadencja Sejmu się przedłuża. Stan wyjątkowy formalnie wymaga prezydenta, ale Tusk pokazał w Trybunale, że zgody prezydenta nie potrzebuje. Stan klęski żywiołowej rząd wprowadza sam, wystarczy katastrofa lub awaria, prawdziwa, rozdmuchana albo sprowokowana, a Sejm może go przedłużać bez końca. PSL zachowuje ministerstwa i spółki, a wyborcy tracą głos.
To wariant ukraiński: wybory odłożone, korupcja na szczytach, krytyka władzy traktowana jak służba wrogowi. Ta trzecia droga to upadek demokracji i praworządności. O tym każdy powinien pamiętać.
Decyzja należy do terenu
Pierwsza droga to powolny upadek PSL, trzecia to upadek państwa, druga to ryzyko z realną szansą. Przy 3–4 procentach PSL nie ma wiele do stracenia. Skoro ludowcy dali Tuskowi większość, mogą mu ją też odebrać.
Zdecydują wójtowie, burmistrzowie i działacze z gmin. To oni w 2029 roku nie wystartują, jeśli PSL zostanie przy Tusku. Po wyborach w 2027 roku stracą wsparcie z Warszawy, a mogą zyskać kontrole i prokuraturę na karku. Jeśli upomną się o swoją przyszłość, Kosiniak-Kamysz nie zdradzi koalicji. Po prostu posłucha swoich ludzi i wróci do swoich obietnic wyborczych. A ma do tego idealny moment.
Bartłomiej Krzych
Zostaw komentarz