Polskie interesy gospodarcze za rządów Tuska jak wyglądają wszyscy widzimy gdzie budowa CPK, Elektrownie atomowe, rozwój firm, wzrost zatrudnienia itp…Nie ma ale za to podporządkowane Niemcom to tak,  ale czy to zawsze musi być usłużnie na kolanach i to przed Niemcami !

A gdzie są reparacje wojenne od Niemiec  za zniszczenie Polski, gospodarki, wymordowanie 6 mln ludzi, kradzieże na nieopisaną skalę … nie ma, ale dominacja niemiecka narzucanie swojej woli przez Niemców to widzimy dlaczego pytam się  ?

„Po co nam lotnisko w Warszawie jak jest w Berlinie” ci co tak mówią czyje interesy reprezentują ? A Rząd RP Tuska czyje gospodarcze preferencje stawiają jako najważniejszym i pierwszym miejscu Polskie czy Niemieckie

Kanadyjska firma Central European Petroleum (CEP) planuje realizację ogromnej inwestycji wydobywczej na Morzu Bałtyckim, około sześciu kilometrów od polskiego wybrzeża, w pobliżu Świnoujścia. Chodzi o projekt „Wolin East”, zakładający eksploatację odkrytych w 2025 roku złóż ropy naftowej i gazu ziemnego.

Według dokumentów, do których dotarł niemiecki dziennik „Bild”, przedsiębiorstwo zamierza wydobywać nawet 8200 ton ropy dziennie. Szacuje się, że pod dnem Bałtyku znajduje się około 21 mln ton surowca.

Jak podkreślają przedstawiciele firmy, wydobycie mogłoby przez wiele lat zaspokajać do 5 proc. rocznego zapotrzebowania Polski na ropę. Odkryto tam również znaczne ilości gazu ziemnego.

Na Bałtyku, niedaleko Świnoujścia, odkryto ogromne złoża ropy naftowej i gazu. Central European Petroleum ołosiła odkrycie, które może mieć historyczne znaczenie dla polskiej energetyki. W samym Wolin East mówi się o potencjale około 22 milionów ton ropy i 5 miliardów metrów sześciennych gazu. Szacunki dla szerszego obszaru koncesyjnego sięgają nawet 33 milionów ton węglowodorów ciekłych i 27 miliardów metrów sześciennych gazu. To jednak zasoby szacunkowe, których rzeczywista wielkość i opłacalność wydobycia wymagają dalszego potwierdzenia.

Normalny kraj przyjąłby taką wiadomość z entuzjazmem, rozpoczął szczegółowe badania i przygotował się do ewentualnego wydobycia.

Ale zaraz, zaraz! Przecież to Polska! A niedaleko są Niemcy!

I oto zaczyna się przedstawienie. Niemieccy politycy i organizacje ekologiczne podnoszą alarm. Bałtyk zagrożony! Przyroda zagrożona! Turystyka zagrożona! Jeszcze chwila, a dowiemy się, że polska ropa zagraża niemieckiej demokracji, europejskim wartościom i spokojowi emerytów wypoczywających na plażach Uznamu!

Najbardziej fascynująca jest jednak ta niezwykła przemiana ekologicznej wrażliwości naszych zachodnich sąsiadów.

Kiedy przez Bałtyk prowadzono Nord Stream, niemiecka polityka energetyczna potrafiła pogodzić wielkie interesy gospodarcze z podmorską infrastrukturą. Oczywiście projekt miał również przeciwników ekologicznych, ale nie przeszkodziło to w jego realizacji.

Dziś, gdy pojawia się perspektywa wydobycia polskich surowców, część niemieckich środowisk politycznych i ekologicznych odkrywa, że Bałtyk jest niezwykle delikatnym ekosystemem, którego należy bronić z determinacją godną ostatniej bitwy o planetę.

Niemiecka rura na dnie Bałtyku? Strategiczna inwestycja. Polska ropa pod dnem Bałtyku? Ekologiczna apokalipsa!

Ale uwaga! To nie są już tylko protesty kilku aktywistów z transparentami. Sprawa nabrała międzynarodowego rozmachu, a niemieckie organizacje rozpoczęły konkretne działania zmierzające do zatrzymania polskiego projektu.

11 września 2026 roku niemiecka organizacja ekologiczna BUND przekazała ponad 89 tysięcy podpisów przeciwko planowanemu wydobyciu ropy i gazu w pobliżu Świnoujścia.

1 października 2026 roku petycja przeciwko inwestycji trafiła do Komisji Europejskiej. A więc sprawa polskich złóż została przeniesiona na poziom instytucji unijnych.

12 października 2026 roku organizacje Deutsche Umwelthilfe (DUH), WWF, BUND, inicjatywa obywatelska oraz polska EKO-UNIA, wspólnie z gminą Heringsdorf, publicznie zażądały zatrzymania projektu.

I proszę bardzo! Mamy już pełną obsadę przedstawienia. Niemieckich ekologów, niemieckich samorządowców, europejskie instytucje i polską organizację ekologiczną wspierającą protest przeciwko inwestycji na polskim obszarze Bałtyku.

89 TYSIĘCY PODPISÓW, PETYCJA DO KOMISJI EUROPEJSKIEJ I MIĘDZYNARODOWA KOALICJA PRZECIWKO POLSKIEMU WYDOBYCIU!

To już nie jest internetowa awantura. To zorganizowana presja na projekt, który może mieć znaczenie dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego.

Oczywiście organizacje ekologiczne mają prawo protestować, a ryzyko środowiskowe należy rzetelnie zbadać. Tyle że prawo do protestu nie oznacza prawa do politycznego dyktowania Polsce, co wolno jej zrobić z własnymi zasobami.

Najciekawsze jest jednak to, co wydarzy się w Warszawie. Bo o ile niemieccy politycy mają prawo reprezentować niemieckie interesy, o tyle polski premier ma obowiązek reprezentować polskie.

Donald Tusk przez lata budował swój wizerunek polityka doskonale odnajdującego się w europejskich salonach. Teraz pojawia się znakomita okazja, by pokazać, że dobre stosunki z Berlinem nie oznaczają podporządkowywania polskich decyzji niemieckim oczekiwaniom.

Panie premierze, pytanie jest banalnie proste: czy o przyszłości polskich złóż będą decydować polskie instytucje na podstawie badań i prawa, czy polityczna presja płynąca zza Odry?

Bo wie Pan, suwerenność to nie jest dekoracja ustawiana przed kamerami podczas uroczystości państwowych. To zdolność do podejmowania samodzielnych decyzji, również wtedy, kiedy nie podobają się one silniejszym sąsiadom.

A może powinniśmy wprowadzić nową procedurę administracyjną? Najpierw polski geolog odkrywa złoże. Potem polski minister sporządza dokumentację. Następnie dokumenty trafiają do Berlina, gdzie odpowiedni urzędnik sprawdza, czy polska niezależność energetyczna nie narusza niemieckiego komfortu psychicznego.

Na końcu Donald Tusk ogłasza sukces europejskiej współpracy.

Brzmi absurdalnie? Owszem. Ale równie absurdalna byłaby sytuacja, w której Polska rezygnuje z rozpatrzenia możliwości wykorzystania własnych zasobów tylko dlatego, że za zachodnią granicą komuś nie odpowiada taki kierunek.

Nie twierdzę, że należy rozpocząć wydobycie bez badań środowiskowych. Nie twierdzę też, że każde odkryte złoże musi być opłacalne. Od tego są geolodzy, inżynierowie, ekonomiści i odpowiednie procedury.

Twierdzę natomiast, że niemieckie organizacje ekologiczne nie mogą zastępować polskiego rządu w podejmowaniu strategicznych decyzji dotyczących polskich surowców.

I właśnie dlatego ta sprawa jest tak ważnym testem dla Donalda Tuska.

Czy potrafi powiedzieć niemieckim partnerom: „Dziękujemy za opinię, ale decyzje dotyczące polskich zasobów podejmiemy sami”?

Czy może po raz kolejny usłyszymy opowieść o europejskiej solidarności, w której wszyscy są równi, tylko niektórzy mają wyjątkowo dużo do powiedzenia o cudzej gospodarce?

Polska nie jest niemieckim landem. Bałtyk nie jest prywatnym jeziorem Berlina. A polskie złoża nie wymagają politycznego błogosławieństwa niemieckich aktywistów.

Panie premierze, czas pokazać, czy reprezentuje Pan interesy Rzeczypospolitej, czy jedynie doskonale zna Pan drogę do niemieckich gabinetów.

Bo ropę można wydobyć z dna Bałtyku. Z niezależnością polityczną bywa znacznie trudniej.

A jeśli Polska naprawdę ma pod dnem Bałtyku energetyczny skarb, to ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy, jest premier zachowujący się jak administrator cudzych interesów.

 

Żródło :

https://dorzeczy.pl/ekonomia/954700/polska-odkryla-ogromne-zloza-ropy-niemcy-bija-na-alarm-i-chca-zablokowac-wydobycie.html

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,29971869,morawiecki-wyciaga-tuskowi-slowa-sprzed-20-lat-ujawnia-ze.html

https://bizblog.spidersweb.pl/ropa-naftowa-z-morza-baltyckiego-ekolodzy-chca-zatrzymac-ten-projekt

https://biznesalert.pl/najwieksze-zloze-ropy-w-polsce-odkryte-na-baltyku/