Myślałem, że Łeba jest słaba, ale jadąc na Hel przejechaliśmy dziś przez Władysławowo.
Nie wiem, co tam się stało, ale domniemywam, że miasto sprywatyzowało port i okolice za przysłowiowe 5 zyla i teraz nie ma już szans na rozsądne zagospodarowanie tej okolicy.
Efekt jest taki, jakby w zabudowie, która wygląda jak żywcem wyjęta z najciemniejszych mroków przemysłowego budownictwa socrealizmu, ktoś próbował urządzić wesołe miasteczko.
I takie właściwie jest całe Władysławowo, któremu nie dane było poznać czym jest architektura i urbanistyka.
Ten obraz nędzy i rozpaczy jest znakomitą ilustracją stanu umysłu nieznającego innego porządku niż chaos deterministyczny. We Władysławowie wszystko wydaje się podporządkowane sezonowej okazji, najpoślednirjszemu geszeftowi, działalności, której horyzont nie przekracza kwartału, góra półrocza. Istny koszmar!
Zostaw komentarz