Naczytałem się w internecie sprzecznych opinii na temat Owsiaka. Teraz głowię się i zastanawiam komu wierzyć?
Czy tym, którzy mówią, że Jurek nie rozlicza zebranych pieniędzy, promuje wielkie korporacje i za dużo puszcza na cele pozastatutowe? Czy tamtym którzy oznajmiają, że ma prawo wydawać do woli, byle pomagał?
– Niech jeździ złotą karetą z balkonikiem, hejnałami i srebrnymi klamkami, bo zapracował sobie na to ciężką pracą, a wam nic do tego! A gdyby na jednej szli położyć jego złotą karetę, a na drugiej zdrowie dziecka, to i tysiąc takich powozów nie przeważyłoby życia jednego malucha – przekonują inni.
Nadstawiam ucha tu i tam, ale wciąż nie wiem – dać czy nie dawać?
Po nocach męczą mnie koszmary. Śni mi się poćwiartowane ciało Owsiaka, które powinienem wykupić od hejterów, niczym owa wdowa z legendy o św. Wojciechu.
We śnie biegnę do wagi, żeby rzucić na nią swój wdowi grosz. Ale moneta zamienia się w papierowe serduszko i zamiast trafić na szale, ulatuje gdzieś, nie wiadomo gdzie, porwana wiatrem.
Innym razem śnię, że woźnica w czerwonych gaciach porwał mi Cesie do swojej okrągłej, jak złoty melon karety i uwozi niebogę – hen daleko. Pragnę jej przyjść z pomocą, ale czarodziej zamienia mnie w dwugłowego smoka, który jedną głowę ma z sepsy, a drugą z pisu.
Woźnica, niczym św. Jerzy wychyla się z powozu i woła!
– Razem pokonamy to zło! A potem przebija mnie włócznią.
Smok pęka z hukiem, a z rozprutego brzucha lecą pieniądze. Ale po chwili smok zamienia się w glinianą świnkę, w której trzymam swoje oszczędności, uciułane z nauczycielskich nadgodzin.
To znak – pomyślałem przez sen i przewróciłem się na drugi bok.
Tym razem śniło mi się, że byłem dumnym wodzem Indian z plemienia Czarnych Wężów, zmuszonym do zarobkowania w niemieckim cyrku, jak bohater noweli Sienkiewicza pt. “Sachem”. To opowiadanie omawiałem ze swoim uczniem podczas ostatniej lekcji wyrównawczej.
W moim śnie po skończonym występie, zdejmowałem z głowy pióropusz i z blaszaną miską w ręku, schodziłem ku widzom, prosząc błagalnym głosem:
Was gefällig für den letzen der Schwarzen Schlangen!
Do miski sypały się pieniądze, a ja nie mogłem się obudzić.
Jutro będziemy omawiać “Janko Muzykanta”, i aż się boję pomyśleć, jakie po tym będę miał sny!
Najpewniej przyśni mi się Janko na łożu śmierci zbity rózgami przez stójkowego. Za oknem będą mu śpiewały skowronki, wiatr będzie grał dla niego swoje melodie, a drzewa szumiały Chopinem. Muzykant uśmiechnie się do matuli i chudymi rączkami przyciśnie do zapadłej piersi Stradivariusy, które podarował mu WOŚP.
Będę grał dla was na tych skrzypcach do końca świata i dłużej – wyszepcze dziecina, oddając duszę Bogu.

Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz