Mają ogromne doświadczenie, odchowane dzieci, wiedzę i energię do działania. Przez całe życie pracowali, płacili podatki, budowali firmy i zdobywali kwalifikacje.O kim mowa? Oczywiście 50+. Dzisiaj wielu z nich dowiaduje się, że są… za starzy, ale nikt nie powie tego wprost. Łatwiej stwierdzić, że firma poszukuje kogoś bardziej dynamicznego, elastycznego, albo lepiej pasującego do młodego zespołu. I tak człowiek, który ma przed sobą jeszcze kilkanaście lat aktywności zawodowej, nagle staje się dla rynku pracy niewidzialny. Za młody na emeryturę, za stary do pracy. Czy naprawdę tak ma wyglądać przyszłość pokolenia 50+?

Doświadczenie, które staje się przeszkodą

Scenariusz często wygląda bardzo podobnie. Po dwudziestu lub trzydziestu latach pracy przychodzi redukcja etatów, restrukturyzacja albo konieczność zmiany zatrudnienia. Człowiek z bogatym CV zaczyna wysyłać aplikacje. Dziesięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt. I co? Nic, cisza. Jeżeli uda mu się dotrzeć do rozmowy kwalifikacyjnej, słyszy, że ma „zbyt wysokie kwalifikacje” albo „za duże doświadczenie”. Cóż za paradoks! Przez całe życie zachęcano go do rozwoju zawodowego, a teraz okazuje się, że zdobyta wiedza jest problemem? Sytuację dodatkowo komplikuje czteroletni okres ochronny przed emeryturą. Przepisy, które miały zabezpieczać polskich pracowników, mogą zniechęcać niektórych pracodawców do ich zatrudniania, tylko a może aż dlatego, że obawiają się ograniczeń związanych z późniejszym rozwiązaniem umowy. Czy zatem prawo, które miało chronić, nie stało się czasami przeszkodą?


Pięćdziesięciolatek nie nadąża za technologią. Naprawdę?

W wielu firmach nadal pokutuje przekonanie, że starszy pracownik wolniej się uczy, gorzej radzi sobie z komputerem i nie nadąża za zmianami. Tymczasem dzisiejsi pięćdziesięciolatkowie przeżyli prawdziwą rewolucję technologiczną. To oni zaczynali pracę bez internetu, smartfonów i sztucznej inteligencji, a potem uczyli się obsługi pierwszych komputerów, poznawali kolejne systemy oraz dostosowywali do nowych realiów gospodarczych. Wielu wchodziło na rynek pracy w czasach transformacji ustrojowej, kiedy niemal wszystkiego trzeba było uczyć się od zera. A teraz ktoś próbuje im wmówić, że nie potrafią przystosować się do zmian? Oczywiście nie każdy pięćdziesięciolatek jest ekspertem od technologii, ale przecież nie każdy dwudziestolatek również nim jest. Kompetencji nie mierzy się datą urodzenia, a przynajmniej nie powinno.


Wielka Brytania pokazuje, że można inaczej

Mieszkając na Wyspach, zaobserwować można nieco inne podejście do starszych pracowników. Nie twierdzę, że brytyjski rynek pracy jest idealny. Tutaj również istnieje dyskryminacja ze względu na wiek. Jednak aktywność zawodowa po pięćdziesiątce lub sześćdziesiątce jest czymś zupełnie naturalnym. Nikogo nie dziwi starsza pani pracująca kilka dni w tygodniu w sklepie, sześćdziesięciolatek w administracji ,czy emeryt dorabiający w lokalnej firmie.
W Wielkiej Brytanii łatwiej spotkać osoby, które stopniowo ograniczają liczbę godzin pracy, zamiast z dnia na dzień całkowicie rezygnować z aktywności zawodowej. Funkcjonuje również zjawisko określane jako unretirement, czyli powrót do pracy po przejściu na emeryturę. Jedni wracają z powodów finansowych, inni dlatego, że zwyczajnie chcą być aktywni, spotykać ludzi i czuć się potrzebni. W Polsce tymczasem wciąż często myślimy według schematu: pełny etat albo emerytura. Jakby pomiędzy jednym a drugim nie było żadnej możliwości. A przecież człowiek nie traci wiedzy i umiejętności tylko dlatego, że przekroczył określony wiek.


Młodzi kontra starsi. Po co nam ta rywalizacja?

Dużo mówi się dzisiaj o pokoleniu Z, jego oczekiwaniach, podejściu do pracy , nowych technologiach. Czy naprawdę musimy przeciwstawiać młodych – starszym? Młodzi wnoszą świeże spojrzenie, energię i znajomość nowych narzędzi. Starsi mają za to doświadczenie, umiejętność radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach oraz wiedzę, której nie da się zdobyć podczas kilkudniowego szkolenia. Jedni mogą uczyć się od drugich. Na tym powinien polegać dobrze funkcjonujący zespół. Tymczasem zamiast wykorzystywać potencjał różnych pokoleń, zbyt często próbujemy udowadniać, które z nich jest lepsze.


Nie skreślajmy ludzi tylko dlatego, że mają pięćdziesiąt lat

Polska się starzeje, to fakt. Coraz częściej słyszymy o brakach kadrowych, konieczności wydłużania aktywności zawodowej, a nader często w ostatnich latach o problemach demograficznych. Jednocześnie ludzie, którzy chcą pracować i mają odpowiednie kwalifikacje, bywają pomijani podczas rekrutacji. Czy tylko ja widzę w tym sprzeczność? Nie wystarczy przekonywać Polaków, że powinni pracować dłużej. Trzeba jeszcze stworzyć im możliwość znalezienia zatrudnienia. Potrzebne są elastyczne formy pracy, szkolenia, ale przede wszystkim zmiana sposobu myślenia pracodawców. Bo pięćdziesięciolatek nie jest pracownikiem z kończącym się terminem przydatności. Nie potrzebuje litości ani specjalnego traktowania. Potrzebuje uczciwej szansy. Może więc zamiast kolejny raz zastanawiać się, jak długo Polacy powinni pracować, warto zapytać, dlaczego tak wielu z nich nie może znaleźć pracy, choć bardzo tego chce?
Bo problemem nie jest wiek pokolenia 50+. Problemem jest to, że nasz sposób myślenia o wieku wciąż nie nadąża za rzeczywistością.