Jest bardzo zła i nic się szybko nie poprawi.
Z powodów geopolitycznych (pęknięcie wschód-zachód) gospodarka Zachodu en gros weszła w okres powszechnego niedoboru surowców i siły roboczej.
Brak surowców wynika z tego, że przez miniony okres Zachód ograniczył ich wydobycie na półkuli zachodniej, uzależniając się o tani import z Azji. Tymczasem, konflikt z Rosją i Chinami spowodował ograniczenia w ich dostępności a wzrost gospodarczy w samej Azji przyczynia się do dalszego uszczuplenia ich dostępności.
Odbudowanie bazy surowcowej na półkuli zachodniej wymaga czasu liczonego w latach i będzie wymagało sporych inwestycji. Do tego czasu, Zachód będzie miał trudności ze wzrostem gospodarczym w sektorze przemysłowym, właśnie ze względu na trudną dostępność surowców, zwłaszcza energetycznych.
Brak siły roboczej wynika z wielu powodów, ale stan faktyczny jest taki, że w nieomal wszystkich krajach Zachodu mamy bardzo niskie bezrobocie, zwłaszcza w sektorze usługowym, co stanowi obiektywną barierę wzrostu w tym sektorze. Z powodów rosnących napięć społecznych trudno jest też kompensować ten brak imigracją.
Ponieważ timing odbudowy potencjału wydobywczego ma charakter obiektywny, gdyż podlega ograniczeniom technicznym oraz wynikającym z powszechnie przyjętej polityki prośrodowiskowej, na zmianę której nie ma – póki co – woli politycznej wśród elit, to jako pole możliwej manipulacji pozostaje gospodarka usługowa, gdzie celem będzie zwiększenie bezrobocia i cięcia po stronie socjalnej, aby upłynnić rynek pracy.
Jak można zwiększyć bezrobocie? Można to uczynić jedynie na jeden sposób – rujnując ludzi. Sposobem na osiągnięcie tego jest zwiększanie stóp procentowych, co będzie prowadzić do bankructw osób posiadających poważne kredyty.
W praktyce, oznacza to wejście w fazę ostrej recesji, gdyż poddani takiej presji ludzie przyjmą naturalną postawę „wydawaj mniej”. Dopiero w następnej kolejności pojawi się postawa „pracuj więcej”. Razem składa się to na ścieżkę zmotywowania ludzi do tego, aby pracowali więcej za mniej, co jest sensem tak rozumianej polityki antyinflacyjnej.
Zachód en gross wchodzi zatem w okres kolejnego, bardzo ostrego „zaciskania pasa”, chociaż opinia publiczna nie jest o tym jeszcze wprost informowana.
Sytuacja w Polsce jest odrobinę lepsza za sprawą napływu Ukraińców, którzy z konieczności gotowi są w Polsce pracować „więcej za mniej”. Jednak Ukraińcy w Polsce, to w większości kobiety z dziećmi, co ogranicza ich płynność pracy. Zatem efekt z tytułu ich obecności nie będzie jakiś bardzo znaczący.
Cudów nie ma – szeroko rozumiane koszty polityczne dopuszczenia do „wygrania” wojny w Ukrainie przez Rosję są trudne do oszacowania, ale są uważane za wysokie, zatem wojna szybko się nie skończy. Również rosnące napięcie wokół Tajwanu i brak zgody USA na jego aneksję przez Chiny powoduje, że będziemy w dalszym ciągu obserwować „decoupling” gospodarczy z Chinami, a przynajmniej będzie to priorytetem dla Amerykanów, którzy dołożą wszelkich starań, aby wyegzekwować go (chociaż nie bez oporu) od swoich sojuszników. No chyba, że dojdzie do ostrego pęknięcia Zachodu i rozejścia się dróg USA i Europy. Byłby to jednak prawdziwy „koniec świata”, którego skutki są całkowicie nie do przewidzenia.
Jeśli jednak Zachód utrzyma nominalną spójność, to dostępność surowców z Chin będzie się zmniejszała a o alternatywne kierunki zaopatrzenia będzie przez dłuższy czas bardzo trudno.
Dość powiedzieć, że pomimo wszelkich starań prezydenta Bidena, wszystko, co był on w stanie wymusić na Arabii Saudyjskiej, to zwiększenie podaży ropy o 1 milion baryłek do 2027 roku, podczas gdy USA zużyły właśnie milion baryłek swoich rezerw strategicznych w pół roku od rozpoczęcia wojny na Ukrainie. Biden usłyszał przy tym od króla Muhammada, że jest to w ogóle szczyt możliwości produkcyjnych jego kraju i dalszych możliwości zwiększenia wydobycia ropy już nie ma i nie będzie. Podobnie wygląda sytuacja na rynkach innych kluczowych surowców strategicznych: nie ma i szybko nie będzie, bo po prostu potrzeba dobrać się do nowych złóż lub przynajmniej rozwinąć wydobycie z istniejących, co wymaga czasochłonnych inwestycji – nawet jeśli miałyby to być inwestycje w energię odnawialną.
Proszę zauważyć, że nawet nie wspomniałem jeszcze o rynku żywności. Tymczasem wzrost cen podstawowych artykułów spożywczych będzie drugim czynnikiem składającym się na gwałtowną pauperyzację społeczeństwa.
Szykujmy się zatem na naprawdę ciężkie czasy. Kamienie głodu na rzekach odsłoniły się nie bez powodu…
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz