W dzienniku Bildt i w polskich mediach należących do tego koncernu ukazał się komentarz jego szefa Mathiasa Doepfnera do obecnej sytuacji na Ukrainie. Jest on bardzo emocjonalny w tonie i trochę dwuznaczny.

Jednak jedno zdanie jest przesłaniem kluczowym tego tekstu. Autor napisał: – „Muszą (państwa NATO) przenieść swe wojska i broń tam gdzie nasze wartości i nasza przyszłość są nadal bronione. Póki co, bez NATO”. Potem precyzuje gdzie mają być użyte – „Francja, Anglia, Niemcy, Ameryka muszą położyć kres morderczym działaniom Putina używając swych wojsk i broni w Kijowie oraz najnowszej broni cybernetycznej w Moskwie”.

Wylejmy trochę oliwy na wzburzoną wodę tego wywodu i zobaczmy jakie będę konsekwencje dla NATO, Polski i świata, jeśli stanie się po myśli Doepfnera.

1. Oznacza to wypowiedzenie, przez NATO, Rosji wojny i rozlanie się jej na Europę,

2. Początek 3 wojny światowej o konsekwencjach trudnych do przewidzenia. w tym, śmierć milionów ludzi, zgliszcza i ruiny w Berlinie, Paryżu, Warszawie itd.

3. Wybuch globalnego konfliktu, który przyniesie zapaść gospodarczą i cywilizacyjną naszego (i nie tylko) kontynentu jeśli #Rosja użyje broni jądrowej.

Autor bagatelizuje zapisy konstytuujące Sojusz, które jednak wyraźnie stwierdzają, że jest on sojuszem obronnym, a nie, ofensywnym. Służy obronie jej członków przed zagrożeniem płynącym np. ze strony Rosji, a nie wymierzonym w nią. Tak właśnie Putin postrzega NATO i na tym buduje swoją agresywną strategię.

Dziś wymierzoną w Ukrainę. Art. 5 Sojuszu wyraźnie i precyzyjnie określa kiedy jego siły militarne mogą być użyte. A ostatnie dyskusje przywódców państw należących do Paktu, w kontekście postulatu zamknięcia przestrzeni lotniczej nad Ukrainą, nie są czczą gadaniną „zaciemniającą problem” ale precyzyjnym, kolejnym przypomnieniem kiedy, gdzie i w jakiej sytuacji wojska NATO mogą być użyte.

Doepfner wymienia w swoim komentarzu tylko kilka państw, zapominając, że do Sojuszu należy 30. W tym m.in: Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Słowacja, a więc państwa dziś frontowe należące do tzw. wschodniej flanki. To one, a nie Niemcy czy Francja byłyby – co nie daj Boże – obiektem ataku rosyjskich zagonów.

Bo właśnie bagatelizowany przez Doepfnera artykuł 5 stwierdza wyraźnie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

To na Polskę, w pierwszej kolejności, spadałyby rosyjskie bomby i rakiety.

To polscy, litewscy, łotewscy, estońscy cywile by ginęli przede wszystkim, gdyby taki czarny scenariusz się spełnił.

Doepfenerowi łatwo przychodzi szafować cudzym życiem oraz bezpieczeństwem, bo to nie Niemcy są sąsiadami Rosji i Ukrainy, a Polska oraz kraje tzw. wschodniej flanki.

Zgadzam się z nim w jednym. Putina należy powstrzymać. Nakładać na Rosję coraz cięższe sankcje, izolować ją we wszystkich możliwych obszarach. Także pomagać Ukrainie: militarnie, finansowo, politycznie oraz gospodarczo. Bo pomoc humanitarną już Polacy okazują przyjmując do siebie ponad 700 tys. uchodźców. Udzielając im schronienia, pomocy medycznej i wsparcia finansowego.

Na koniec odrobina złośliwości.

To nie polscy politycy byli na liście płac Putina, a niemieccy.

To Niemcy nie chciały, przez długi czas, pomagać wojskowo broniącej się dzielnie Ukrainie.

To nie Polska budowała z Rosją Nord Stream2.

Wiem, wiem pan Doepfner nie ponosi za to winy, ale to umieszcza jego komentarz we właściwym kontekście.

Polska zdała egzamin, ale czy dziś zdały go niemieckie elity polityczne? #AxelSpringer #Doepfner

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl