W polskim sądownictwie znów wrze. Rozprawa Krzysztofa Brejzy przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu trafiła do sędziego Tomasza Trębickiego – tego samego, który podpisał nakaz doprowadzenia Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego. Politycy prawicy mówią o „układzie”, „rewanżu” i „zawłaszczaniu Temidy przez ludzi PO”. Trwa kolejny akt wojny o sądy.

Spór, który rozpala polską politykę

Proces z prywatnego aktu oskarżenia senatora Krzysztofa Brejzy przeciwko prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu stał się politycznym zapalnikiem. Na sali sądowej decydują się słowa, ale w tle pulsuje głębokie napięcie dotyczące bezstronności wymiaru sprawiedliwości.

Do przewodniczenia sprawie wyznaczono sędziego Tomasza Trębickiego — nazwisko dobrze znane opinii publicznej od głośnych zatrzymań Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego.

„Zaufani ludzie Żurka”?

Maciej Wąsik nie przebiera w słowach. W ostrym wpisie stawia sprawę jasno:

„Rozprawę Brejzy przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu prowadzi Tomasz Trębicki, syn działaczki PO i dyrektor biura poselskiego Marcina Kierwińskiego. To ten sam sędzia, który wydał nielegalny nakaz aresztowania wobec mnie i Mariusza Kamińskiego. Żurek awansował go na prezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Tak właśnie mają wyglądać ‘niezależne sądy’ i zaufani ludzie Żurka.”

Wąsik wyraźnie sugeruje polityczne koneksje i celową obsadę kluczowych stanowisk. Dla środowiska PiS to dowód na „przejęcie Temidy przez obóz rządzący”.

Kaczyński też uderza

Sam Jarosław Kaczyński również wskazuje na polityczne tło. Komentując sprawę, podkreślił:

„Nie mam wątpliwości, że dobór sędziego nie jest przypadkowy. To mechanizm politycznej zemsty pod płaszczykiem prawa.”

Słowa prezesa PiS rozbrzmiewają w momencie, w którym debata o rzekomej „odbudowie praworządności” w Polsce przechodzi w coraz ostrzejszą fazę.

Bitwa o sądy trwa

Sędzia Trębicki wcześniej zasłynął podpisaniem nakazów doprowadzenia Kamińskiego i Wąsika. Teraz znów znalazł się w centrum burzy – tym razem w procesie, który uderza w samego lidera opozycji.

Dla sympatyków obozu rządzącego to symbol rozliczeń i „normalizacji wymiaru sprawiedliwości”. Dla prawicy – alarm: „polowanie na ludzi PiS” i personalne nominacje według klucza partyjnego.

Wojna o wymiar sprawiedliwości dopiero się rozkręca

Ta sprawa pokazuje, że batalia o sądy nie zakończyła się żadnym kompromisem. Przeciwnie – wchodzi na kolejne piętro politycznej konfrontacji.

Proces Brejza–Kaczyński to nie tylko konflikt dwóch polityków. To test na to, czy w dzisiejszej Polsce jeszcze da się oddzielić prawo od polityki, czy też sądowe wokandy stały się kolejnym polem wojny między obozami, które od lat walczą o rząd dusz – i paragrafów.