Największa, ale do tej pory zignorowana możliwość pomocy dla Polski istnieje poza krajem. Wielka, niewyzwolona moc śpi w mózgach i sercach 15 milionów ludzi polskiego pochodzenia, którzy więzami krwi złączeni są na zawsze z naszym krajem. Nieudolne, niekonsekwentne i wielekroć poronione próby zaangażowania spolecznosci emigracyjnej do pomocy krajowi spełzły na niczym, spotkały się z ostrą krytyką ze względu na wzajemny brak zaufania.
JEDYNIE RZĄD, który prawdziwie, z pełną świadomością celu zaangażuje pomoc polskiej emigracji dla spraw Kraju i
zdobędzie zaufanie milionów Polaków za granicą może liczyć na sukces wyprowadzenia Polski z kryzysu ekonomicznego. W sytuacji, w jakiej kraj się obecnie znajduje, zignorowanie polskiej
emigracji i jej możliwości spieszenia z pomocą byłoby zbrodnią polityczną. Lata spędzone na wychodzstwie i podróże po krajach świata, w których spotkałem wielu Polaków pozwoliły mi zauważyć, że większość z nich jest nastawiona bardzo krytycznie i nieufnie do jakichkolwiek zmian w Polsce. Tylekroć się zawiedli, że w skrajnych przypadkach okazują wrogość, a nawet nienawiść do Kraju.
Z drugiej strony spotkałem w Polsce wiele osób, które mają obawy i uprzedzenia wobec Polaków z zagranicy, uważają że są jak ptaki, które wyleciały z gniazda i skażone znamieniem obcości nie powinny mądrzyć się w starym domu. Zrozumiałem to „naprężone ustawienie” pomiędzy krajem a emigracją dopiero podczas mojego
pobytu w Peru, kiedy jako obcy człowiek innej rasy, kultury i idei musiałem zdobyć zaufanie mieszkańców Iquitos, trzysta tysięcznego miasta, położonego w samym sercu amazońskiej dżungli. Chociaż mój przyjazd spotkał się z wielkim zainteresowaniem, ze względu na moje śmiałe projekty instalacji telewizji kablowej i sieci radiotelefonicznej, a także 4 stacji benzynowych na tysiąckilometrowym odcinku biegu Amazonki, to jednak zostały one przyjęte sceptycznie i moja inicjatywa spotkała się ze zjadliwym atakiem prasy, podburzonej przez miejscowych notabli Iquitos.
Było to dla mnie bardzo bolesne doświadczenie, ponieważ lokalna prasa, radio i telewizja przez dwa lata nie dawały mi spokoju, napastliwie krytykując z sobie tylko wiadomych, zupełnie wymyślonych
powodów. Pomogło mi przetrwać ten trudny okres moje czyste sumienie, prawdziwa intencja uczciwej, pożytecznej pracy i świadczenia usług moim klientom. Na szczęście miejscowa opinia publiczna w Iquitos jest bardzo wyczulona na niesprawiedliwe ataki prasowe; jeśli ktoś jest głośno krytykowany w środkach masowego przekazu, społeczność miejska podejrzewa, że kryje się za tym jakiś fałsz, albo jest to po prostu manipulacja propagandą przez ludzi, którym solą w oku jest czyjś pożyteczny wysiłek.
Przez cały czas starałem się rozwijać moja dzialalnosc i osiągnąłem dobre wyniki mimo
dramatycznych warunków w jakich się znalazłem i szalejącej inflacji, przekraczającej 3000 procent rocznie. I tak po dwóch latach pobytu w Iquitos zdobyłem zaufanie jego mieszkańców. Pewnego dnia zostałem zaproszony przez dyrektorów Departamentu Planowania rządu prowincji Loreto (Prowincja Loreto znajduje się w peruwiańskiej Amazonii, zajmując obszar ponad 400 tys. km) do wygłoszenia odczytu na temat „Polepszenia warunków ekonomicznych Regionu”. Było to publiczne wystąpienie związane z dziesiątą rocznicą wprowadzenia systemu planowania gospodarczego w Loreto. Przygotowałem się do niego bardzo starannie z wyuczoną w Kanadzie praktyczną logiką i polskim sercem. Mój odczyt trwał godzinę i pomimo oklasków, jakimi zostałem nagrodzony zorientowałem się, że nie zostałem zrozumiany i musiałem zastanowić się dlaczego. Doszedłem do wniosku, że moje wzniosłe idee zaangażowania w pracę wyższych wartości człowieka nie mogły być zrozumiane przez ludzi, którzy nie byli pewni, czy następnego dnia będą mieli co jeść.
Przez następne dwa lata w Peru starałem się nie tylko przemawiać, ale też aktywnie pomagać w rozwiązaniu codziennych trudności życia prowincji Loreto i sporo udało mi się zrobić. W zamian dostałem od miasta Iquitos złoty medal i wiele dyplomów uznania. Jako jedyny Polak w tym mieście zostałem zaproszony przez katolickiego biskupa na powitanie Jana Pawła II podczas Jego godzinnego pobytu na lotnisku. Niestety ze względów osobistych nie mogłem skorzystać z tego wyróżnienia i wyjechałem na tydzień do Kanady. Moje peruwiańskie doświadczenie przekonało mnie, że w każdym środowisku istnieje nieufność wobec obcych, lub też zarażonych obcością, którzy mogliby zagrozić zastałym układom miejscowym.
Jedynie co może przezwyciężyć ten brak zaufania to czas i czyny, które w sytuacji kryzysu są trudnym do zaakceptowania luksusem. Aby zredukować czas niezbędny do wprowadzenia zmian i złączyć duchem wspólnego czynu wszystkich ludzi, w których żyłach płynie polska krew, należy wybrać cel bliski sercom i umysłom, bez względu na osobiste przekonania i prywatne ideologie. TAKIM CELEM DLA WSZYSTKICH POLAKÓW na świecie, aby zjednoczyć ich we wspólnym działaniu JEST WOJNA.
Celem mojej książki jest obudzić Polaków z letargu i pozbawić ich mrzonek, wyleczyć z kłótni bo widocznie nie zdają sobie sprawy, że Polska już dzisiaj znajduje się pod poważnym atakiem wojennym. Świat zmienił się zasadniczo od czasu II Wojny Światowej, jego współczesnym żołnierzem jest CZŁOWIEK W GARNITURZE I Z AKTÓWKĄ, który szuka ekonomicznych możliwości eksploatacji nosząc w zanadrzu skuteczną broń w postaci dobrego przygotowania wojskowo-handlowego.
Fragment książki „Święte psy”. C.d.n.
Zostaw komentarz