Medal dla grabarzy konkurencyjności
Można by rzec: wręczmy medal. Najlepiej z wygrawerowanym bilansem. Bo jeśli ktoś miałby go otrzymać, to od Donalda Tuska po decyzyjne kręgi Unii Europejskiej – za konsekwencję w przekształcaniu jednej z najmocniejszych branż w sektor walczący o przetrwanie.
Jeszcze niedawno polski transport drogowy odpowiadał za około 6–7% PKB i dawał pracę setkom tysięcy ludzi. Polska była liderem przewozów w UE – w niektórych segmentach nawet ponad 20% udziału w rynku międzynarodowym. To nie był przypadek, tylko efekt niższych kosztów, elastyczności i ogromnej liczby małych firm.
A teraz liczby zaczynają mówić innym tonem.
Według danych KRD zaległości jednoosobowych firm transportowych sięgają już miliardów złotych. Średnie zadłużenie na firmę liczone jest często w dziesiątkach tysięcy złotych, a liczba podmiotów z problemami finansowymi rośnie z roku na rok o kilkanaście procent. To nie jest chwilowe spowolnienie – to trend.
Z rynku zniknęło aż 4 431 przedsiębiorstw transportowych (różnica między nowymi a zamkniętymi)
To jest prawdziwa skala – nie pojedyncze bankructwa, tylko systemowe kurczenie się branży.
Koszty? Wprowadzenie unijnych regulacji, takich jak pakiet mobilności, podniosło wydatki operacyjne nawet o kilkanaście–kilkadziesiąt procent w zależności od modelu działalności. Obowiązek powrotu pojazdu do kraju, ograniczenia kabotażu, nowe zasady delegowania kierowców – wszystko to oznacza więcej pustych przebiegów, więcej papierologii i mniej realnego zarobku.
Dla dużych firm? Problem do policzenia w Excelu.
Dla jednoosobowej działalności? Często wyrok.
Bo jeśli marża w transporcie wynosi kilka procent, a koszty rosną o kilkanaście – matematyka jest bezlitosna. Tu nie ma miejsca na ideologię, są tylko liczby.
I właśnie dlatego ten medal – ironiczny, gorzki – zaczyna mieć sens. Bo zamiast wspierać sektor, który był europejskim liderem, doprowadzono do sytuacji, w której najmniejsi gracze wypadają z rynku. Nie dlatego, że są mniej efektywni. Dlatego, że nie są w stanie udźwignąć ciężaru regulacji.
Najbardziej absurdalne? Wszystko to dzieje się pod hasłami „wyrównywania szans”. Tyle że w praktyce oznacza to jedno: wyrównanie – w dół.
Więc jeśli już rozdawać medale, to uczciwie.
Za liczby, które nie kłamią: miliardy długu, rosnące koszty i system, który coraz mniej przypomina wspólny rynek, a coraz bardziej – regulacyjną selekcję.
I można to opisać jednym zdaniem: wyrównywanie szans – poprzez eliminację tych, którzy byli najbardziej konkurencyjni.
Zostaw komentarz