Są tematy, do których podchodzi się kilka razy, i za każdym razem z powodu ich złożoności oraz wielowątkowości pozostaje niedosyt. Aby właściwie zrozumieć kontekst skomplikowanej dynamiki, brutalności politycznej oraz współczesnych zachowań elit Ukrainy, warto sięgnąć głębiej niż bieżąca publicystyka medialna. Dopiero uniwersalna historiozofia Feliksa Konecznego rzuca zupełnie nowe światło na wydarzenia ostatnich lat, pozwalając wyjść poza ramy naiwnego romantyzmu na rzecz chłodnej, strukturalnej analizy.
Ukraina, czyli cywilizacyjny tygiel Konecznego
Ten felieton zacznę od postaci Feliksa Konecznego, który tworzył swoje podwaliny nauki o cywilizacjach w pierwszej połowie XX wieku. Matryca pojęciowa jaką stworzył Koneczny idealnie demaskuje dzisiejsze procesy nad Dnieprem i pomaga zrozumieć niestabilną dynamikę tego regionu. Przykładając jego metodologię do współczesnej Ukrainy, dostrzegamy w niej klasyczny, podręcznikowy tygiel cywilizacyjny, w którym bezustannie ścierają się trzy całkowicie odmienne metody organizowania życia zbiorowego: łacińska, bizantyńska oraz turańska (Koneczny, F. 1997). Ta głęboka potrójność tożsamości paraliżuje jednolitość struktur państwowych, dzieląc elity i naród na sprzeczne ze sobą, stale zwalczające się warstwy. Proeuropejskie społeczeństwo obywatelskie, niezależni śledczy z NABU oraz młoda inteligencja dynamicznie dążą ku cywilizacji łacińskiej, próbując budować etos oparty na prawie, personalizmie, praworządności i transparentności.
Jednocześnie na szczytach władzy wciąż silnie rezonuje model bizantyński. To tam oligarchiczne elity i rozbudowany, bezwładny aparat urzędniczy traktują państwo jako nadrzędny, zamknięty system służący przede wszystkim interesom kasty rządzącej, co bezlitośnie obnażają kolejne afery korupcyjne. Całość dopełniają wojenne struktury dowódcze i radykalne środowiska narodowe przesiąknie pierwiastkiem turańskim, który w imię bezwzględnego interesu militarnego i bezkompromisowej walki z wrogami – zewnętrznymi i wewnętrznymi – przedkłada kult siły, monizm władzy oraz wojenny mit OUN-UPA nad uniwersalne normy moralne, prawo jednostki czy prawdę historyczną.
Właśnie to nienaturalne nałożenie się trzech tak skrajnych matryc kulturowych sprawia, że ukraiński konstrukt społeczno-polityczny jest wewnętrznie głęboko niespójny i targany sprzecznymi impulsami. Zgodnie z fundamentalną tezą Konecznego, że syntezy cywilizacyjne są niemożliwe i prowadzą jedynie do permanentnego chaosu oraz wzajemnego pożerania się różnych archetypów, dynamika rozwoju Ukrainy pozostaje całkowicie nieprzewidywalna. Państwo to potrafi w tej samej chwili realizować zachodnie standardy prawne (łacińskie), by za moment sięgnąć po turańską metodę szantażu surowcowego w relacjach z sąsiadami lub bizantyńską blokadę niezależnych śledztw antykorupcyjnych.
Koniec romantyzmu geopolitycznego w połowie 2026 roku
Kiedy w lutym 2022 roku rosyjskie czołgi ruszyły na Kijów, Europa Środkowo-Wschodnia zareagowała odruchem czystej solidarności opartej na zachodnim, łacińskim odczytaniu empatii. Polska, Słowacja i Czechy stały się zapleczem logistycznym walczącego sąsiada oraz jego najgłośniejszymi adwokatami w Brukseli i Waszyngtonie. Cztery lata po tamtych wydarzeniach, w połowie 2026 roku, krajobraz geopolityczny wygląda zgoła inaczej. Geopolityka, obdarta z wojennych uniesień, powróciła do twardego języka liczb, długów i narodowych egoizmów. Obserwując dzisiejsze agresywne poczynania Kijowa wobec najbliższych sąsiadów, trudno oprzeć się wrażeniu, że w architekturze bezpieczeństwa regionu zachodzi fundamentalne tąpnięcie. Z ofiary napaści Ukraina transformuje się w bezwzględnego gracza, który realizację własnych celów stawia ponad lojalność wobec dotychczasowych sojuszników.
Warto tu także podkreślić, że wbrew powszechnym, romantycznym wyobrażeniom lansowanym w pierwszych miesiącach konfliktu, Ukraina nigdy nie była potulną ofiarą w relacjach międzynarodowych. Od samego początku transformacji ustrojowej tamtejsze elity cechowały się wyjątkową twardością oraz bizantyjsko-turańską umiejętnością rozgrywania zachodnich partnerów. Wojna jedynie wyostrzyła te cechy, przekształcając je w oficjalną strategię państwową. Kijów traktuje areny międzynarodowe jako przestrzeń gry o sumie zerowej, w której moralne zobowiązania ustępują miejsca realizacji interesu narodowego, tak jak go na bieżąco definiuje elita rządząca w Kijowie. Współczesny kryzys dyplomatyczny nie jest więc nagłym zwrotem akcji, lecz logiczną konsekwencją ewolucji aparatu państwowego, który w obliczu zagrożenia egzystencjalnego odrzucił pozory dyplomatycznej kurtuazji i sięga po głębokie, nacjonalistyczne narzędzia nacisku.
Asymetryczna potęga słabości i socjologia traumy
Aby zrozumieć ten specyficzny mechanizm psychologiczny, należy najpierw dokonać ekonomicznej wiwisekcji tego państwa. Oficjalne raporty Narodowego Banku Ukrainy oraz Ministerstwa Finansów Ukrainy są bezlitosne: całkowite zadłużenie zagraniczne brutto kraju przekroczyło astronomiczną barierę 110% PKB, osiągając pułap 236,7 miliarda dolarów. Nawet po odliczeniu sektora prywatnego (ok. 76,3 mld USD), sam dług publiczny rządu w Kijowie oscyluje wokół 101% PKB (ok. 160,4 mld USD). Ukraina znajduje się na permanentnej, międzynarodowej kroplówce finansowej, żyjąc dzięki pożyczkom MFW oraz unijnemu programowi Ukraine Facility na lata 2026–2027 o wartości 50 miliardów euro, który obwarowano rygorystycznymi „kamieniami milowymi” i nadzorem specjalnego Komitetu Audytowego (Audit Board).
W klasycznym ujęciu ekonomicznym państwo o takich parametrach traci podmiotowość i staje się zakładnikiem wierzycieli. I to właśnie w tym miejscu uruchamia się jeden z kluczowych mechanizm obronny o charakterze turańskim: im bardziej Ukraina jest zadłużona i zależna finansowo, tym głośniej jej przywódcy muszą manifestować swoją absolutną niezależność, dumę i dziejową wyjątkowość. Nacjonalizm barierowy staje się tu pancerzem maskującym suwerenność, która de facto pozostała już tylko na papierze. Trudne reformy dyktowane przez zachodnich wierzycieli opakowuje się w retorykę „ofiarności na rzecz niepodległej Ojczyzny”.
To zjawisko napędza głęboka socjologia traumy. Doświadczone okrucieństwem wojny społeczeństwo ucieka w proste, radykalne mity, a państwowa machina propagandowa celowo kuje konkretny oręż historyczny, ignorując fakt, że ma on zakrwawione ostrze. W masowej świadomości Stepan Bandera i UPA przestali być postaciami z podręcznika historii, a stali się uproszczonymi, współczesnymi totemami bezkompromisowej walki z Moskwą, odartymi z kontekstu zbrodni popełnionych na mniejszościach narodowych w okresie II wojny światowej. Skok poparcia dla tych postaci (z około 22% w 2012 roku do blisko 90% obecnie) to wyraz potrzeby mitu „bohaterskiego żołnierza”.
W tym psychologicznym mechanizmie kryje się jednak pułapka strukturalnej ignorancji. Ponad połowa Ukraińców o ludobójstwie mniejszości narodowych – Polaków, Żydów, Ormian czy Czechów, a także co najmniej kilku tysięcy samych Ukraińców, którzy zostali zamordowani przez OUN-UPA za odmowę udziału w zbrodniach lub pomoc sąsiadom (Siemaszko & Siemaszko, 2000) – słyszała jedynie ogólniki. Gdy z Warszawy płynie uzasadniony głos sprzeciwu wobec gloryfikacji UPA, nad Dnieprem jest on odczytywany nie jako upomnienie o prawdę historyczną (wzorzec łaciński), lecz jako niesprawiedliwy cios w plecy zadany narodowi, który krwawi na froncie. Ta asymetria poznawcza tworzy mur nieporozumienia, przez który nie są w stanie przebić się najbardziej racjonalne argumenty.
Innymi słowy, krytyka kultu UPA oznacza dziś nad Dnieprem natychmiastową śmierć polityczną pod zarzutem zdrady. Ekipa Wołodymyra Zełenskiego cynicznie wykorzystuje politykę historyczną do cementowania morale armii oraz nacjonalistycznego polaryzowania społeczeństwa, budując na tych fundamentach nową legitymizację władzy. Z perspektywy nowej strategii Kijowa krajobraz dyplomatyczny już od dłuższego czasu uległ całkowitemu przeobrażeniu. Uznając, że Polska przestała być niezbędnym adwokatem w Brukseli, tamtejsza dyplomacja przeniosła punkt ciężkości bezpośrednio na oś Berlin-Paryż-Waszyngton, gdzie zapadają realne decyzje finansowe. Czując swoją podmiotowość, Kijów stopniowo zaczął zaostrzać stosunki z sąsiadami, co w końcu wywołało głębokie przesilenie dyplomatyczne, którego symbolem stał się ostentacyjny, bezprecedensowy spór wokół najwyższych polskich odznaczeń państwowych między Zełenskim, a prezydentem RP Karolem Nawrockim.
Odwrócone wektory długu: Turańska gra z wierzycielami
Ta specyficzna dynamiczność przekłada się bezpośrednio na relacje gospodarcze. Patrząc przez pryzmat bankructwa, Ukraina wchodzi w specyficzną, turańską grę z wierzycielami, wykorzystując paradoksalną „potęgę słabości”. Model działania ten ma swój głęboki precedens. Przed 2014 rokiem Kreml stosował wobec Kijowa tzw. dyplomację zadłużeniową (np. zakup euroobligacji za 3 miliardy dolarów w 2013 roku, których zwrotu Moskwa żądała jako politycznej smyczy – Ukraina nigdy nie zwróciła tych pieniędzy, tłumacząc że były elementem szantażu politycznego). Dziś Kijów stosuje ten sam mechanizm, ale z odwróconym wektorem geopolitycznym. Gigantyczne zadłużenie wobec UE i państw G7 zostało przez ukraińską dyplomację przekute w tarczę przetargową. Kijów wie, że Zachód zainwestował w jego przetrwanie zbyt wiele, by pozwolić mu upaść. Szantażując wierzycieli wizją własnego bankructwa i geopolitycznej katastrofy, w której utopione zostaną setki miliardów euro i dolarów, Ukraina de facto trzyma ich w szachu. W ten sposób dług przestał być narzędziem poddaństwa, a stał się instrumentem wymuszania kolejnych transz pomocy oraz odraczania spłat (Klub Paryski zamroził spłaty do 2030 roku).
Kiedy opadły pierwsze emocje, do głosu doszła twarda matematyka rynkowa. Gospodarka nie zna pojęcia wdzięczności – zna pojęcie interesu. Ukraina, mimo zniszczeń, to wciąż gigant sektora agro-biznesowego. Gdy polscy czy słowaccy rolnicy zaczęli bronić własnych rynków przed tańszym ukraińskim zbożem, w Kijowie pękła nić iluzji. Ukraińskie elity zrozumiały, że kraje Europy Środkowej są dla nich bezpośrednimi konkurentami gospodarczymi w drodze do Unii Europejskiej. Nacjonalizm ekonomiczny („Ukraina przede wszystkim”) stał się tarczą do obrony oligarchicznych biznesów. Nad Dnieprem dominuje dziś turańsko-bizantyńskie przekonanie, że pomoc z Zachodu nie jest jałmużną, za którą należy płacić uległością dyplomatyczną, lecz zapłatą za krew żołnierzy zabezpieczających flankę NATO. Z tego powodu żądania Warszawy dotyczące m.in. ekshumacji ofiar ludobójstwa na Wołyniu są przez ukraińskie elity traktowane nie jako moralny obowiązek cywilizacji łacińskiej, ale jako polityczny szantaż ze strony sąsiada.
Oligarchia, triumfalizm i polityczny chłód
W cieniu wojennych komunikatów szybko doszło do cichego paktu między władzą polityczną, a zmodyfikowanym systemem oligarchicznym, co stanowi klasyczny przejaw matrycy bizantyńskiej. Choć głośne akcje NABU doprowadziły do aresztowania takich magnatów jak Ihor Kołomojski (zarzuty defraudacji 230 mln dolarów z PrivatBanku), miejsce starych oligarchów zajmują nowi, powiązani z otoczeniem władzy. Śledztwa w sprawach takich jak afera „Mindichgate” (wyprowadzenie 100 mln dolarów z Energoatomu; Harding, 2025) pokazują, że korupcyjne nici wciąż prowadzą na same szczyty. Według danych Transparency International Ukraina zajmuje 104. miejsce na świecie pod względem korupcji – to poziom wskazujący na głęboką patologię systemową, która przetrwała warunki wojennej mobilizacji.
Jednocześnie spektakularne sukcesy militarne – rajdy na terytorium Federacji Rosyjskiej czy głębokie ataki dronowe – ugruntowały w ukraińskim społeczeństwie poczucie wyższości. Dynamiczny przebieg konfliktu sprawia, że ukraińskie bezzałogowce, coraz częściej naruszają przestrzeń powietrzną sąsiadów, w tym krajów bałtyckich i Finlandii (Abishev & Gozzi, 2026). Wojsko i elita polityczna, działając w turańskim paradygmacie przedkładania bezwzględnej skuteczności militarnej nad procedury dyplomatyczne, rzadko poczuwają się do wyjaśnień partnerom z tych incydentów, traktując je jako nieuniknione koszty uboczne obrony całego Zachodu przed Moskwą.
Wpływ hybrydowy i instrumentalizacja sojuszu
Ta turańsko-bizantyńska bezkompromisowa postawa manifestuje się w kluczowych incydentach bezpieczeństwa. Podręcznikowym przykładem pozostaje tragedia w Przewodowie z listopada 2022 roku, gdzie w wyniku upadku ukraińskiego pocisku obrony przeciwlotniczej S-300 zginęło dwóch obywateli Polski. Mimo twardych dowodów polskiej prokuratury i wsparcia USA, strona ukraińska od lat konsekwentnie ignoruje wnioski o międzynarodową pomoc prawną i blokuje dostęp do danych, dbając o turański mit o nieomylnym, nieskazitelnym „obrońcy Europy”.
Równie niepokojący obraz wyłania się z aktów oskarżenia, jakie polska ABW sformułowała na początku 2026 roku przeciwko grupom dywersyjnym działającym w kraju (warto tu zwrócić uwagę, że śledztwo od początku było prowadzone jedno wektorowo, na ślady prowadzące do Rosji jako zleceniodawcy). W toku postępowania zidentyfikowano 20 sprawców odpowiedzialnych za podpalenia magazynów, z których aż 16 jest narodowości ukraińskiej. Dla polskiego społeczeństwa to głęboki wstrząs socjologiczny: obywatele kraju, któremu Polska oddała swoje militarne rezerwy i otworzyła domy, dają się korumpować Kremlowi, by destabilizować państwo dające schronienie ich rodzinom. Jednocześnie jest to także bardzo alarmujący sygnał dla służb kontrwywiadu, że oto na terenie Polski jest potencjalne olbrzymie źródło przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy obywateli Ukrainy którzy chętnie dadzą się zwerbować obcym służbom specjalnym.
Co więcej, metody asymetrycznego wpływu ukraińskich struktur siłowych mają dłuższą historię i doskonale wpisują się w bizantyńskie mechanizmy zakulisowe. W polskiej przestrzeni publicznej wciąż żywy jest cień tzw. afery podkarpackiej – procederu prowadzenia domów publicznych przez ukraińskich braci R., w których potajemnie nagrywano prominentnych polskich urzędników i oficerów służb. Zeznania i śledztwa dziennikarskie wskazują, że te materiały kompromitujące (kompromaty) trafiły w ręce ukraińskiej SBU, stanowiąc narzędzie nacisku zdolne wymuszać spolegliwość polskich elit politycznych nawet wbrew polskiej racji stanu. Należy także przypuszczać, że podobne operacje mogły mieć także miejsce w innych państwach europejskich.
Brak lojalności i skłonność do instrumentalnych gier informacyjnych obnażył także kryzys z jesieni 2025 roku, gdy fala rosyjskich dronów naruszyła polską przestrzeń powietrzną, a Kijów milczał, próbując postawić polskie siły zbrojne przed faktem dokonanym i wciągnąć NATO do bezpośredniego konfliktu. Paradoksalnie to Białoruś powiadomiła Polskę o nadlatujących dronach. Z kolei w połowie 2026 roku Ministerstwo Obrony Narodowej w Warszawie potwierdziło decyzje wstrzymania przekazania ostatnich myśliwców MiG-29. Kijów jednostronnie nie wywiązał się ze zobowiązań dotyczących transferu technologii dronowych, co zmusiło polski rząd do twardego zablokowania dostaw i wysłania sygnału, że czasy darmowych prezentów bezpowrotnie minęły. Otwartym jednakże pozostaje pytanie o kulisy nieprzekazania technologii dronowych Polsce. Biorąc pod uwagę rosnące napięcie miedzy oboma krajami oraz to, że ekipa Zełeńskiego buduje za pośrednictwem mediów obraz naszego kraju jako nieprzyjaznego, można zadać pytanie. Czy w militarnej turańskiej strategii Ukrainy nie jest już brane pod uwagę użycie tychże technologii dronowych przeciw Polsce?
Jeszcze głębszą ranę zadaje asymetria w traktowaniu pamięci historycznej. Podczas gdy ukraiński IPN systemowo blokuje lub opóźnia procesy poszukiwań i ekshumacji pomordowanej przez OUN-UPA polskiej ludności cywilnej na Wołyniu, władze w Kijowie bez najmniejszych przeszkód wydają seryjne zgody na masowe ekshumacje i uroczyste pochówki tysięcy żołnierzy Wehrmachtu. To dowód na czysto pragmatyczną, bizantyńską hierarchizację partnerów, gdzie szczątki polskich ofiar pozostają zakładnikami historycznego rewizjonizmu.
Podsumowanie: Geopolityczny pat Europy Środkowej
Stajemy dziś przed dramatycznym pytaniem, które wykracza poza ramy bieżącej publicystyki. Czy w imię słusznego i geopolitycznie uzasadnionego strachu przed rosyjskim imperializmem, Europa Środkowa nie popełniła błędu krótkowzroczności? Ignorując ostrzeżenia Feliksa Konecznego o niemożliwości syntez cywilizacyjnych, tolerowaliśmy systemową korupcję, oligarchiczne układy i państwowy kult radykałów, dając zielone światło na rozwój państwa wewnętrznie rozdartego, w którym pierwiastki bizantyńskie i turańskie zdominowały łacińskie dążenia młodego społeczeństwa obywatelskiego.
Dziś już coraz wyraźniej widać, że za setki miliardów euro i dolarów, kosztem bezpieczeństwa naszych rolników i stabilności systemów energetycznych (jak pokazał jawny szantaż Kijowa poprzez odcięcie dostaw ropy rurociągiem „Przyjaźń” do Węgier i Słowacji oraz odpowiedź rządu Roberta Ficy na cyberataki z wyraźnym śladem ukraińskim), urosło państwo, którego oficjalna ideologia tożsamościowa pod naporem wojennej traumy dryfuje ku radykalnym, szowinistycznym wzorcom, opartym na narodowym socjalizmie w najgorszej jego wersji! Gdy opadnie wojenny kurz, a Rosja zostanie osłabiona, Europa Środkowa może obudzić się twarzą w twarz z nowym, po zęby uzbrojonym graczem o turańskiej mentalności dłużnika, który na każdą próbę asertywności ze strony Warszawy czy Bratysławy odpowie cyberatakiem, szantażem surowcowym, mataczeniem w śledztwach czy wyciągnięciem teczek z kompromatami.
Dla Polski czas romantycznego uniesienia bezpowrotnie minął. W obliczu tak głębokiego kryzysu zaufania musimy postawić sobie kluczowe pytanie: czy paraliżowani strachem przed imperialną Moskwą będziemy bezkrytycznie pozwalać na rozwój quasi-państwa-bankruta, którego wewnętrzny szowinizm, metody nacisku oraz brak poszanowania dla racji innych narodów zaczną niebezpiecznie przypominać ten sam despotyczny, imperialny turańsko-bizantyński wzorzec rosyjski, którego za wszelką cenę chcieliśmy uniknąć…

Bibliografia:
1.Abishev, I., & Gozzi, L. (2026, 21 maja). Ukraine’s Baltic allies unsettled by repeated drone incursions. BBC News. https://www.bbc.com/news/articles/cp3pzg491ypo
2. Harding, L. (2025, 10 listopada). Ukraine’s energy sector faces wide-scale investigation over 'kickback’ allegations. The Guardian. https://www.theguardian.com/…/ukraine-anti-corruption…
3. Koneczny, F. (1997). O wielości cywilizacyj. Wydawnictwo Antyk. (Oryginał opublikowano w 1935).
4. Siemaszko, W., & Siemaszko, E. (2000). Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945 (T. 1–2). Wydawnictwo von borowiecky
Zostaw komentarz