Ciąg dalszy przygód pełnomocnika procesowego, czyli wspomnienie Stanisława Barei.
Ja (dzwoniąc do sądu):
– Dzień dobry, z tej strony radca prawny Hubert Łuczyński. Dzwonię w sprawie o sygnaturze takiej a takiej.
– Chwileczkę…(człowiek wstukuje sprawę do komputera). Słucham Pana.
Chciałbym wyjaśnić jedną sprawę: wezwaliscie mnie Państwo do sprecyzowania powództwa poprzez wskazanie od kiedy żądam zasądzenia odsetek od kwot wskazanych w pozwie. Zanim jednak oficjalnie to pismo od Was dostałem, to „wisiało” ono miesiąc na portalu sądowym i w końcu uzupełniłem je i wysłałem i państwo otrzymaliście je w czwartek.
A wczoraj doręczyliscie mi to pismo oficjalnie, ale z trochę zmienioną treścią. Teraz chcecie, żebym Wam do tego pisma jeszcze pismo przewodnie napisał i wniósł jakieś opłaty, ale nie napisaliście jakie. Pozew jest wszak opłacony….
Pracownik:
– Z tymi opłatami to niech Pan sobie da spokój. To taki „gotowiec” pisma i przez pomyłkę nie usunęliśmy. A co do braków, to otrzymaliśmy Pana pismo w czwartek, ale nie było Pani referendarz, bo ona od 3 tygodni jest na zwolnieniu. No i nie było wiadomo było co robić. To, żeby był porządek, to wysłaliśmy Panu to oficjalnie i dodaliśmy to „pismo przewodnie”.
Ja:
– zaraz… To kto mi to wysłał?
Pracownik:
– no my, sekretariat!
Ja:
– to wiem, ale kto to zlecił?
Pracownik:
– nikt! Przecież mówiłem, że Pani referendarz na urlopie, tzn. na zwolnieniu.
Ja:
– hm… to skoro uzupełniłem te braki, to mam je jeszcze raz uzupełniać?
Pracownik:
– a skąd ja mam wiedzieć, czy je Pan ma uzupełniać. Przyjdzie Pani referendarz, to zobaczy.
Ja:
– a kiedy przyjdzie Pani referendarz?
Pracownik:
duchem Świętym nie jestem, skąd mam to wiedzieć?
Ja:
– to dla bezpieczeństwa ja to jeszcze raz wyślę.
Pracownik:
– no, ja myślę!
Ja:
– Dziękuję bardzo Panu za pomoc i wyjaśnienia.
Pracownik:
– nie no, nie ma za co!
Ja:
– Do widzenia.
Pracownik:
– Do widzenia.
Miś! Dlaczego Bareja nie żyje???
Zostaw komentarz