Nocna prohibicja w Krakowie miała być lekarstwem na alkoholową patologię w centrum miasta. W praktyce stała się pokazem hipokryzji i skutecznego lobbingu branży gastronomicznej. Efekt? Pijani tłumnie zalewają Rynek, a władza udaje, że problem rozwiązała.
Idea słuszna. Wykonanie absurdalne
Nie mam wątpliwości: pijani ludzie na ulicach, szczególnie nocą, są uciążliwą patologią. Hałas, agresja, wulgarne zachowania – to realny problem mieszkańców. Nocna prohibicja brzmi więc sensownie. Jest jednak jedno zasadnicze „ale”: brak jakiejkolwiek logiki w jej wprowadzeniu.
Spacer przez nocny Kraków mówi więcej niż uchwały
Wracałem kiedyś z konferencji naukowej pociągiem. Była około pierwszej w nocy. Trasa: Dworzec Główny – Floriańska – Rynek – Szewska. Prohibicja już obowiązywała. I co zobaczyłem? Tłumy kompletnie pijanych ludzi, w skali, jakiej nie pamiętam nawet z licealno-studenckich czasów. Szczegóły obserwacji pominę – z szacunku dla czytelników.
To nie Żabka jest problemem, tylko centrum miasta
Być może na obrzeżach Krakowa zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach faktycznie przynosi jakieś efekty. Ale w ścisłym centrum problemem nie są klienci Żabki czy Orlenu. Problemem są masy ludzi wychodzących z pubów, barów i klubów – już solidnie „zaopatrzonych”.
Dziwnym trafem gastronomia jest nietykalna
I tu zaczyna się hipokryzja. Nocna prohibicja nie dotyczy pubów, barów i restauracji. Alkohol można lać bez ograniczeń – byle przy stoliku i z paragonem. Czy naprawdę ma znaczenie, czy ktoś „przedawkował” po piwie z Żabki, drinku w pubie czy winie u Wierzynka? Dla mieszkańców – żadnego.
Lobbing zamiast realnej walki z problemem
Widać wyraźnie, kto potrafi zadbać o swoje interesy. Branża gastronomiczna ma skuteczniejszy lobbing niż drobni sklepikarze. Efekt to pozorowane, populistyczne działania, sprzedawane jako „troska o porządek publiczny”.
Moralność selektywna według władzy
Najpierw – „w trosce o moralność” – zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych. Oczywiście z wyjątkiem ogródków piwnych. Najpierw w Krakowie, potem w całej Polsce. Teraz nocna prohibicja w sklepach. Schemat ten sam: restrykcje dla jednych, przywileje dla drugich.
Macie odwagę? To zakażcie wszędzie
Jeśli ktoś naprawdę chce spokoju i porządku, niech pokaże, że ma polityczne cojones. Zakaz sprzedaży alkoholu po 23:00 lub 24:00 – ale wszędzie i dla wszystkich. Bez wyjątków dla „uprzywilejowanych” biznesów. Inaczej to nie walka z pijactwem, tylko teatr pod publiczkę.
Zaproszenie na nocny spacer
Każdemu, kto wciąż wierzy w skuteczność obecnych rozwiązań, polecam prosty eksperyment: nocny spacer po centrum Krakowa. Uchwały uchwałami, a rzeczywistość brutalnie weryfikuje polityczne bajki.
Foto: Pixabay.com
Autor: dr hab. Aleksander Głogowski, profesor UJ.
Politolog, Katedra Historii Polskiej Myśli Politycznej INPiSM Uniwersytetu Jagielońskiego.
Zostaw komentarz