Polska kontra gołoledź: uśmiech, chaos i lód. Zima w Polsce jak zwykle – zaskoczyła wszystkich – jakbyśmy wczoraj odkryli, że śnieg jest biały, a mróz zimny. Szkoły zamknięte, pociągi stoją w bezruchu, a kierowcy testują nowe dyscypliny olimpijskie – ślizganie po chodniku. Państwo, samorządy i firmy od zimowego utrzymania? Jakby zasnęły pod kołdrą absurdalnej beztroski.

Ach, Polska! Kraj uśmiechnięty, serdeczny i… kompletnie bezradny wobec kilku stopni poniżej zera. Gołoledź atakuje jak nieproszony wujek na imieninach, a my zamiast łopat, mamy uśmiechy i… bezradne spojrzenia. Szkoły odwołują zajęcia, bo przejście pięciu metrów po chodniku stało się sportem ekstremalnym.

Pociągi?

Stały, jakby w oczekiwaniu na cud, który odmieni lodowe szyny.

Sprzęt do zimowego utrzymania?

Oczywiście istnieje, w magazynach, w dokumentach, w raportach PowerPoint.

W rzeczywistości działa jak marionetka – pięknie wygląda na papierze, a w praktyce… tańczy własny taniec chaosu. Polska, kraj, który mógłby odśnieżyć Syberię, zatrzymuje się przed kałużą.

To przejdzie do historii? Kiedy mróz spadnie do -25°C, pewnie rozważymy wyprowadzkę na Bahamy – przynajmniej tam śnieg nas nie zaskoczy.

A państwo?

Nasz pilot w kokpicie chyba zasnął przy kominku. Samorządy, które miały być sterem i wiosłem w zimowej bitwie, toną w biurokratycznym śniegu.

Firmy odpowiedzialne za odśnieżanie? Widocznie wysłane na urlop w tropiki.

Polska w uśmiechu, lecz lodem zmrożona, przypomina bohatera komedii – śmiesznego, ale nieco tragicznego.

I tu morał, który można wpisać złotymi literami nad każdą szkołą i urzędem: „Nie czekaj na cud zimy, bo ona zawsze przychodzi punktualnie – z gołoledzią i humorem graniczącym z okrucieństwem”.

Polska potrafi być mistrzem w sztuce dramatycznego „nieprzygotowania”.

A my? My tylko patrzymy, śmiejemy się przez łzy i czekamy na wiosnę.