Europejska solidarność i „wartości”. Berlin i Paryż powinny zamilknąć i się opamiętać. II wojna światowa niczego ich nie nauczyła. Są tacy sami jak ich przodkowie. Fałszywi i gnuśní. Śmierć innych nie robi na nich żadnego wrażenia.Wieczna hańba!

Cztery pokolenia Europejczyków, Ukraińców i Polaków doświadczają kolejnej wojny w Europie po 1945 roku.

Pierwsze pokolenie pamięta okrucieństwa II wojny światowej, gdy miało zaledwie kilka, może kilkanaście lat. Drugie pokolenie doświadczyło bezpośrednio konsekwencji zniszczeń wojennych – lata 50. i 60. zapamiętało jako jeden wielki wysiłek przezwyciężenia negatywnych skutków wojny. Trzecie pokolenie, czyli moje, nie pamiętało już wojny, ale dużo o niej słyszało od dziadków i rodziców. Moja ś.p. Babcia była uchodźcą na Węgrzech, w Visegradzie, w zakolu Dunaju. Spędziła tam ponad 5 lat. Tak jak obecnie wielu Ukraińców w Polsce, Rumunii, Słowacji, Czechach oraz innych państwach – doświadczyła wraz z rodziną wielkiego serca ze strony średnio zamożnej węgierskiej rodziny. Czwarte pokolenie, to już… moje dzieci. Ola ma 10 lat, z czego w nienormalnym świecie przeżyła już prawie 1/3 (najpierw kowid, potem wojna), Marcel ma 15 lat i teoretycznie za trzy-cztery lata może być wysłany na front po podstawowym przeszkoleniu wojskowym (oby nie!). Czwarte pokolenie powoli wchodzi… w buty pierwszego pokolenia z XX wieku.

Europa przez dziesięciolecia hodowała potwora, na złość USA z nadzieją na nową eurazjatycką integrację. Sprzedawała, kupowała, robiła lukratywne interesy z Moskwą. Francja przodowała w sprzedaży broni, Niemcy w budowaniu poligonów wojskowych. Jedni ścigali się z drugimi, żeby tylko… zarobić. Cały ten czas, od 1989 roku Europa Środkowo-Wschodnia była traktowana jako karta przetargowa w relacjach: Paryż-Berlin-Moskwa. I ci politycy śmią nas pouczać na temat praworządności. Chciałbym teraz móc tych polityków zapytać o to, czy poczuwają się do odpowiedzialności względem moich dzieci i nas wszystkich, których oszukiwali nas latami hasłami o „europejskiej solidarności”.

Nie szkoda mi siebie, ale szkoda mi moich dzieci. Moich i innych, tych, które żyją i się dopiero narodzą. W jaki świat się wradzają, z jakimi emocjami, lękami, obawami. Wszystko staje się takie niestabilne, nieprzewidywalne, niebezpieczne. Dzieci to doskonale wyczuwają. Bardzo chciałbym, aby pokolenie moich dzieci doczekało końca wojny i tych niebezpiecznych przesileń geopolitycznych, a najbardziej to chyba końca internetu: FB, Instagrama, TikToka itp. Chciałbym usiąść na ławce w parku ze swoimi dziećmi, żebyśmy nie mieli smartfonów i powiedzieć im, że będzie dobrze, że to się skończy. Ale niestety, nie potrafię tego obecnie powiedzieć z przekonaniem…

Może najbliższy piątek odwróci bieg złowieszczych wydarzeń….

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.