Wczorajj przy obiedzie, ni stąd, ni zowąd zagadaliśmy się z Barbarą na temat, ciężkiego losu żon mężczyzn nieprzeciętnych. Skąd ten temat przyszedł mojej połowicy do głowy Państwo możecie się domyślać, ale za przykład stanął nam Wojciech Piechowski ur. 23 kwietnia 1849 w Nosarzewie Borowym, który był pierwszym dzieckiem Michała i Elżbiety Piechowskich, wywodzących się mławskiej szlachty
Ukończył on szkołę powszechną w Mławie oraz gimnazjum we Włocławku. W latach 1869–1871 uczęszczał do Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie zaprzyjaźnił się z Józefem Chełmońskim i Antonim Adamem Piotrowskim. Po jej ukończeniu w 1873 roku wraz z Kazimierzem Alchimowiczem oraz Romanem Szwoynickim wyjechał do Monachium, gdzie uczył się m.in. u Józefa Brandta. W 1874 roku na wystawie Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych zadebiutował obrazem Zielone Świątki. Praca zebrała bardzo dobre recenzje, a Towarzystwo zdecydowało się zakupić obraz oraz ufundować stypendium dla malarza, które umożliwiło mu kontynuowanie studiów zagranicznych do 1875 roku. Po powrocie z Niemiec, w 1877 roku, Piechowski ożenił się z siostrą babki żony- Aleksandrą Olszewską i osiadł w rodzinnym Nosarzewie Wówczas to powstały prace o tematyce sakralnej oraz obyczajowej, ukazujące życie na wsi. W 1879 roku artysta został członkiem rzeczywistym Towarzystwa Zachęty. Korzystając z posagu żony, przeniósł się do Warszawy, gdzie w latach 1880–1882 prowadził zakład fotograficzny, w 1881 roku otrzymując tytuł fotografa Towarzystwa. Przedsięwzięcie to nie przyniosło jednak oczekiwanego zysku, co zmusiło Piechowskiego do powrotu na wieś. Państwo Piechowscy mieli 9-cioro dzieci: Wojciecha jr, Antoniego, Marię, Jana, Janinę, Tadeusza, Kazimierza, Marka, Elżbietę, które były wnukami pradziadka mojej żony Antoniego Olszewskiego, bez którego wsparcia nie byłoby możliwe ich wychowanie, bo zięć artysta nieustannie uciekał do przyjaciół malarzy, albo podejmował się dzierżaw majątków byle być jak najdalej od małżonki i licznego potomstwa. Zginął 13 listopada 1911 r. w wypadku drogowym, jadąc na nowe miejsce zamieszkania i pracy do Skłót, gdzie miał uczyć rysunku dzieci hr. Dangla, przygnieciony bryczką przewróconą przez spłoszone przez automobil konie.