Oddaliśmy na wychowanie Węgra bez nogi. Do Parku Pokoju. Uznaliśmy, że bez nogi daleko nie ucieknie. Wychowywanie ok. 40 – letniego Węgra było dla nas nie lada wyzwaniem. Pani Lena z Powiatowego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli powiedziała nam, że ten Węgier jest jak zwierzę. Dlatego zamknęliśmy go w parku. Od ulicy Regera pilnowała wyjścia policja, od ulicy Limanowskiego – Straż Miejska.

Węgier bez nogi był agresywny. Wykrzykiwał hasła o wielkich Węgrach, łagodniał dopiero gdy pracownik urzędu ds. zabłąkanych Węgrów rozpościerał przednim mapę Wielkich Węgier (Nagy Magyarország).

– Dlaczego nie ma już Wielkich Węgier? – krzyczał w rozpaczy. Przecież to wszystko się logicznie sklejało. Całą ta trzoda słowiańskiego bydła ssała zgodnie węgierski cyc. Cała praca na nic. To wszystko wina Słowaków – stwierdził.

– Dlaczego Słowaków, a nie Rumunów czy Serbów, którzy zbrojnie wystąpili przeciwko twojej ojczyźnie? – zapytałem zdumiony.

– Bo ich nie lubię. Żyją koło mnie i wciąż szeleszczą tym swoim słowiańskim językiem. Irytuje mnie ta ich intonacja, to że starają się nas Węgrów naśladować. Sam jestem synem Słowaczki i Węgra. Nienawidzę jednak wszystkiego co słowackie. Węgrzy mają wyobrażenia Wielkich Węgier, a Słowacy? Oni chcą tylko zostać u siebie. To jest słabe.

– Dlaczego pojawiłeś się w Cieszynie – zapytałem z ciekawości.

– Tu kiedyś była dyrekcja kolei węgierskich. Wokół niej kręciło się życie towarzyskie. Był alkohol, kobiety, seks i awantury. A w tle przejeżdżały pociągi do Budapesztu. Ile ja bym dał, żeby wrócić do Budapesztu…

– To wracaj pan – powiedziałem.

– Nie mogę bo odbywam karę. – odpowiedział.

– Za co? – zapytałem.

– Za małowęgierskość. Dopiero uczę się w wielkowęgierskości. Wszystkie te miasta w Serbii, Słowacji i Rumunii mam zapamiętane o węgierski.

– Cluj-Napoca – prowokuję Węgra, to jak jest po węgiersku?

– Kolozsvar, to absurdalnie łatwe pytanie. Pytaj mnie pan o wsie w okolicy. Mam zapamiętane wszystkich ich nazwy po węgiersku i po niemiecku.

– Pana sytuacja jest trudna. Nie chcą pana wypuścić z Parku Pokoju. Po pierwsze prawo tego zabrania, po drugie stał się pan atrakcją turystyczną.

– To ja może wyjadę do Budapesztu? – powiedział ściszonym głosem.

– To nie takie proste. Codziennie mamy minimum trzy telefony z Budapesztu, żeby pana stąd nie wypuszczać. Mówią, że tylko udaje pan Węgra. Że nie jest pan prawdziwym Węgrem.

– No jaka nie jestem, jak jestem – zaprotestował Węgier bez nogi.

– Wie pan, dla nas trzymanie pana w Parku Pokoju to tylko wydatki. Z chęcią pozbylibyśmy się pana jakby tylko była taka możliwość.

– To ja może udam na jakiś czas nie-Węgra?

– To jest jakiś pomysł, powiedziałem i wypuściłem Węgra z Parku Pokoju.