Stan wojenny. Mieliśmy spędzić te noc z Krysią i Andrzejem Sieroszewskimi oraz Mundkiem i Elą Wnuk Lipińskimi. Sieroszewcy przebyli podwórko bez kłopotu, choć zaśnieżeni po kolana. Mundek przyszedł z zamarzniętymi (mróz był 30 stopniowy) wąsami i trzeba było je odmrażać żelazkiem, bo ciepłej wody nie było, a kaloryfery nie grzały.

Mundkowie – idąc do nas przez Łazienki – zabrali ze sobą jakis przypadkowo spotkanych znajomych, znajomi zgarnęli błakających się w Łazienkach własnych znajomych. Przyszli do nas sasiedzi, którzy zwykle nie bywali, ale nie dotarli na wczesniej „umówione” Sylwestry.

Jakieś trzydzieści osób. W 54 metrowym mieszkaniu. Trzeba było ich przenocowac, no bo jak wyjść w nadal 30 stopniowy mróz i w „niewiadomojaka” rzeczywistość stanowojenna. Było naprawde wesoło. I szaro. Bo wtedy wszyscy palili papierosy, a wietrzyc sie nie dało, no bo ten mróz. Ale za to tańców było co niemiara, bo inaczej niedałoby sie wytrzymac w temperaturze 12 stopni (dwudziesty stopień zasilania).

Ktos porównał tego Sylwestra do zabawy z zatłoczonym tramwaju z „winogronami”. Trafne porównanie, ale wspominam te noc miło.

Fot. Facebook/Pewex

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.