Ponad sto lat temu Stanisław Wyspiański napisał Wesele. I oto w jednej z najbardziej znanych scen Czepiec pyta Dziennikarza: „Cóż tam, panie, w polityce? Chińczyki trzymają się mocno!?”. Wtedy było to jeszcze pytanie trochę prowincjonalne, trochę ironiczne, trochę podszyte chłopską ciekawością świata. Bronowice chciały wiedzieć, co dzieje się daleko, poza granicami galicyjskiej biedy i polskiego marazmu.
Dzisiaj to zdanie brzmi niemal proroczo.
Bo oto minęło sto lat i odpowiedź na pytanie o „Chińczyków” przestała być literacką anegdotą. Stała się jednym z najważniejszych pytań współczesności. Już nie tylko chłopi spod Krakowa, ale cały świat codziennie budzi się i sprawdza, co wydarzyło się w Pekinie, Szanghaju albo Shenzhen. Czy chińskie fabryki pracują? Czy chińskie porty stoją? Czy chińskie czipy wyjadą? Czy chińska gospodarka zwalnia, czy przyspiesza? Czy Tajwan znów stał się punktem zapalnym świata?
Wyspiański pewnie sam nie przypuszczał, że jego ironiczny dialog stanie się po wieku geopolitycznym symbolem epoki.
Dziś „Chińczyki trzymają się mocno” to nie jest już żart. To opis rzeczywistości.
Wystarczyło kilka miesięcy pandemii, by cały Zachód odkrył ze zdumieniem, że nie produkuje już prawie niczego sam. Maseczki, leki, elektronika, części samochodowe, komputery, telefony, baterie, a nawet zwykłe zabawki. Wszystko prowadziło do jednego miejsca świata. Do Chin. Europa i Ameryka przez lata żyły w przekonaniu, że są centrum cywilizacji, podczas gdy po cichu oddawały produkcję, technologie i handel państwu, które myśli kategoriami nie jednej kadencji, ale całych pokoleń.
I oto mamy paradoks historii. Zachód budował świat liberalny, a jednocześnie własnymi rękami stworzył największego rywala dla własnej dominacji.
Co ciekawe, kiedy Wyspiański pisał „Wesele”, Chiny były państwem słabym, upokarzanym przez mocarstwa, rozrywanym przez kryzysy i wpływy kolonialne. Mało kto wtedy traktował je poważnie. Dzisiaj sytuacja odwróciła się niemal całkowicie. To Europa coraz częściej wygląda na zmęczoną, pogubioną i sparaliżowaną własnymi sporami, podczas gdy Pekin cierpliwie buduje wpływy na całym świecie.
Chińczycy myślą strategicznie tam, gdzie Zachód coraz częściej myśli wyłącznie marketingowo.
I może właśnie dlatego słowa Czepca wracają dziś z taką siłą. Bo one pokazują coś jeszcze. Zwykli ludzie zawsze czuli, że prawdziwa polityka nie dzieje się tylko w parlamentach i telewizjach. Ona dzieje się tam, gdzie rodzi się siła gospodarcza, technologia i pieniądz. Dawniej były to Londyn i Paryż. Potem Waszyngton. Dzisiaj coraz częściej oczy świata patrzą na Pekin.
A my?
My nadal często zajmujemy się wojenkami plemiennymi, partyjną naparzanką i politycznym kabaretem,
a polski premier zabiega głównie o interes niemiecki, nie polski. Zablokował inwestycje: CPK, drożność Odry, Via Carpatia podczas gdy świat właśnie zmienia układ sił na naszych oczach. Historia znowu przyspieszyła a my zostajemy w tyle.
Dlatego pytanie z „Wesela” wcale się nie zestarzało.
Przeciwnie.
Nigdy wcześniej nie było tak aktualne.

Zostaw komentarz