Wiadomym jest z dawien dawna, że najwierniejszym przyjacielem człeka (tudzież człeczki) jest pies w jego rasowej czy też kundlowatej postaci. W absolutnie, całkowicie niewytłumaczalny sposób psy budzą w nas nieprzepartą chęć utrzymywania z nimi bliskiego kontaktu. wice wersal…

Psy instynktownie garną się do ludzkiego towarzystwa. Funkcjonuje jednak teoria traktującą o tym, że ludzkość posiada wrodzoną, typową dla naszego gatunku tendencję do nawiązywania relacji ze zwierzętami, określanej rodzajem biofilii.

Bez jakiejkolwiek przesady możemy skonstatować, że najbardziej fascynującą biofiliczną więzią, jaką człowiek potrafił wykreować z przedstawicielami świata zwierząt, jest extraordynaryjna więź z psem. Tej więzi nie jest w stanie dorównać paralelna relacja z największym jego konkurentem o względy człowieka tj. kotem. Pies i kot stanowią od mniej więcej 30 000 lat gatunek ssaków, które zostały przez człowieka najbardziej udomowione i stanowią jego codzienne animalne towarzystwo.

Człowieka z psem łączy bardzo wiele elementów stanowiących podstawę do budowania wzajemnych relacji i więzi uczuciowych. Podstawowy element to kontakt. W sposób naturalny pies potrafi odbierać nasze sygnały i pozytywnie na nie reagować. Wykazuje pewną psią lubieżność o nas się ocierając, a przy okazji dopraszając się głaskania i innych pieszczot. Drugi wyrazisty element to synchronizacja. Pies synchronicznie podąża za człowiekiem, śledzi uważnie jego ruchy zarówno w domu, jak i poza nim, dostosowuje się do jego trybu życia, wręcz kopiując go. Często zauważamy, że gdy człowiek śpi pies również, gdy konsumuje to on też domaga się jedzenia, gdy na niego się spogląda dokładnie odwzajemnia spojrzenie. Trzeci element to spontaniczna, niepowtarzalna ceremonia powitalna. Żaden gatunek poza psem nie wkłada tyle behawioralnej energii witając swojego właściciela. Pies wykazując niezwykłą radochę z powitania pana (panci) emocjonalnie się ociera, macha gwałtownie ogonem, kładzie się na podłodze, popiskuje lub szczeka, oblizuje ręce i twarz człowieka, a czasami nawet popuszcza odrobinę moczu. Pies to po prostu idealny kompan człowieka. Fizjologiczną budowę posiada podobną do człowieka oraz analogiczne części ciała, psy poruszają się podobnie do nas, lubią też podobne zachowania i czynności: spacery, zabawy, relaks. Konsumują prawie identycznie to samo co my (słynna przynależna psia miska zupy), starają się do nas dostosować i być posłuszne.

Niezwykle ważką istotą w relacjach człowiek-pies jest możliwość realizacji w szczególności odnoszących się do naszych milusińskich procesów terapeutycznych zwanych dogoterapią. Już jedynie kilkuminutowe zwykłe głaskanie psiej sierści potrafi skutecznie rozedrgany emocjonalnie człeczy organizm uspokoić. Doprowadzić do tego, że nadmiernie pobudzony układ współczulny tj: szybko bijące serce, podwyższone ciśnienie, potliwość powraca do normy. W bezpośrednim bowiem towarzystwie psów wzrasta u człowieka poziom endorfin tzn. hormonów odpowiedzialnych za dobre samopoczucie, oksytocyny oraz prolaktyny tzn. hormonów sprzyjających więziom społecznym. Zdecydowanie natomiast opada poziom kortyzolu czyli hormonu stresu. Należy zasadnie domniemywać, że wspólne zamieszkiwanie z psem zapewnić może obniżenie wystąpienia ryzyka niektórych chorób jak: schorzeń układu naczyniowego, cukrzycy, zapalenia płuc, a także zdecydowanie szybszą pozytywną terapię w przypadku chorób, na które już zapadliśmy.

Zdumiewającym jest fakt, że psy potrafią także wywąchać u człowieka występującą chorobę. Wyczuwają jej zapach, a w konsekwencji gdy były odpowiednio szkolone potrafią o wystąpieniu choroby skutecznie poinformować. Na podstawie zapachu jakim w danym momencie człowiek emanuje pies potrafi powiedzieć także o uprawianiu seksu, paleniu papierosa, albo o skończonej konsumpcji. Pies może także znakomicie wywąchać targające człowiekiem emocje. Najczęściej odnosi się to do strachu, gdyż towarzyszą mu zmiany fizjologiczne, w tym nadmierne wydzielanie potu. Psy potrafią wyczuć stan emocjonalny również symptomalnie na podstawie naszego chodu, postawy ciała, wyrazu twarzy. Należy zatem zgodnie z prawdą stwierdzić, że są one po prostu świetnymi obserwatorami. Dodatkowo potrafią komunikować się z człowiekiem na wiele sposobów co dostrzegamy w ich postawie, ułożenie uszu, ogona, chodzie.

Psy potrafią także wydawać z siebie różnorodną kakofonię dźwięków: oprócz szczekania, także warczenie, piszczenie, postękiwanie, sapanie czy przejmujące wilcze wycie. Część właścicieli potrafi rozróżnić nawet subtelne różnice w ich decybelnym nasileniu, częstotliwości oraz wysokości dźwięków. Czasami jednak stwierdzić możemy, że pomimo wzajemnej znajomości i zaistniałej zażyłości nie dochodzi w tej relacji do oczekiwanego porozumienia. To wyłączna wina człowieka, albowiem z reguły nie słuchamy, co pies nam chce powiedzieć oraz czego potrzebuje, traktując go mimochodem, skupiając się li tylko na tym, czego my od niego oczekujemy. No dobra, dobra psa jako takiego mamy in corpore przedstawionego i omówionego, aleć co z jego tytułowym ogonem?? To proste bowiem musimy co nieco odkurzyć stare, ludowe powiedzonko o niezwykle trafnej konstatacji: pies posiada uprawnienie do machania ogonem, natomiast ogon przeciwnie: nigdy!!! Przyczyna takowego stanu rzeczy pozostaje oczywistością. Ogon stanowi bowiem stosunkowo niewielką część psiego organizmu, pełniąc przy okazji właściwie rolę swoistego ozdobnika, względnie „urządzenia” do wachlowania i mieszania otaczającego go powietrza. W przypadku wielu ras takowe ogony zostają przez właścicieli psów po prostu likwidowane, bez jakiejkolwiek szkody dla tych psów, które zostały tymże drastycznym sposobem ich definitywnie pozbawione. Kolejna banalna konstatacja oznacza, że pies absolutnie może swobodnie egzystować, nawet bez legitymowania się stanem posiadania ogona, natomiast ogon absolutnie przeciwnie. Bez organizmu psiego; samoistny żywot ogona jest całkowicie niemożliwym.

Rzecz jasna tytuł felietonu jako adekwatna metafora został subsydiarnie i co nieco prowokacyjnie użyty, aby odnieść się do aktualnych uwarunkowań życia społeczno-politycznego TENKRAJU. Do upojenia, czy też wręcz znudzenia należy ustawicznie przypominać o permanentnie od wielu już lat prowadzonej pod egidą żydowskiego miliardera G. Sorosa ofensywą lefactwa w jego najbardziej agresywnej, permiwistycznej formie. Niezwykle potrzebne w każdej europejskiej i światowej populacji funkcjonowanie politycznej opcji w jej klasycznym autentycznym lewicowym wydaniu ma się jednak nijak do właśnie zasadnego sformułowania lefactwa i tzw. nofoczesnego neoliberalizmu. To właśnie do imentu zdewiantowane lefactwo i neoliberalizm zadały klasycznej lewicowości śmiertelny cios skutkujący jej aktualnym istnieniem jedynie w szczątkowej formie. Sztandarowym aktualnie hasełkiem tegoż tałatajstwa i popierających ich pół główkowych akolitów (UWAGA: dwa półgłówki nie sumują się jako „cały główek”) jest konieczność zamiany tradycyjnego sposobu żywienia w TENKRAJU na potrawy typu: kotlet z pędraków, bigos z przędziorkiem w tle, sos sojowy w postaci wywaru z pająków i termitów, rosół z chrabąszczy i żuków gnojnych etc…… Prekursorem i absolutnym wręcz koryfeuszem takowej rzekomo koniecznej dietetycznej zmiany kulinarnych przyzwyczajeń tubylców TENKRAJU jest niewątpliwie tow. Sylwia Szpurek, przy ekstatycznym poparciu warszawskiego szambolana tj Rafałka DUPIARZA. Jej zdaniem powinniśmy wręcz sami wyjść na pastwiska i żreć trawę, zamiast konsumować mleczne krowie (i nie tylko) produkty. Pełna zgoda!!!…. aleć wyłącznie w odniesieniu do niej i popleczników jej osoby. Skoro tak uważa i wybrała takowy kierunek jej egzystencji to po prostu „wolnoć Tomku w swoim domku”; niechaj tkwi po same uszy w swej dewiacji, ale niech absolutnie nie stara się kogokolwiek zmuszać do powielania jej wyboru!!!

Debili i głupków wszak nie sieją, sami się po prostu rodzą! Szanowanie jednak demokratycznych klasycznych kanonów wymaga wprawdzie nie konieczności dokonywania akceptacji debilizmu i szeroko występującej głupoty, ale jednak stosownej tolerancji, oznaczającej możliwość, aby w przestrzeni publicznej mogli być zauważalni. Do fundamentalnych prerogatyw politycznych każdego demokratycznego społeczeństwa należy dokonywanie stosownych wyborów pomiędzy prezentowanymi różnymi opcjami z cyklu „od Lasa do Sasa”. Wynik jaki w wyborach prezydenckich w 2020 r. osiągnął seksualny dewiant, usiłujący na swojej pederastii wykreować znaczą liczbę swoich sympatyków był dla niego wręcz porażająco, kompromitujący: 2,21 % głosów! Pederastia absolutnie nie jest normą zachowań seksualnych, stanowi jej oczywiste przeciwieństwo. Rzecz jasna powyższa seksualna przypadłość nie może stanowić ze strony pozostałych członków społeczności domagania się z tegoż tytułu pozbawienia ich różnych obywatelskich uprawnień. Nie może jednak także paralelnie stanowić równoczesnej podstawy do domagania się przez tych dewiantów jakichkolwiek absolutnie nieuprawnionych przywilejów!!!

Po prostu biedronkowo należy co poniektórych sprowadzić do tzw. twardego parteru. Przywołać jest zatem zasadnym klasyczne stwierdzenie hr. A. Fredry: znaj proporcje mocium Panie!!!

W identycznej sytuacji znajduje się takoż pomniejszy parlamentarny plankton gromko żądając, domagając się, szantażując, a także postulując realizację wydumanych przez nich rozwiązań mających ponoć ten walor, że okażą się zbawczymi dla całego świata, a nawet Wszechświata. Fredro się w sposób naturalny czka. Puentując niniejszy felieton nie sposób się odnieść do osoby wybitnego jurgieltnika w osobie Hyrzego Ruja, który pod dyktando swoich wschodnich i zachodnich mocodawców usiłuje posiadając potencjał jedynie ćwierć części populacji TENKRAJU odgrywać rolę omnipotencyjnego psa, gdy jedynie w swych rękach i to wręcz niepewnie (Brutusy nie próżnują) dzierży jedynie psi ogon. Z utęsknieniem zatem liczy na to, że część społeczeństwa dotknięta lemingozą tenże zamiar mu umożliwi.

ZA CHINY LUDOWE, NIGDY!

Wszelakie signum temporis na ziemi i niebie oraz wielce niepewne, a nawet zdegustowane rzeczywistością naznaczonej polszewickimi kryminałkami miny bliższych i dalszych somsiadów i znajomków o tym wyraziście zaświadczają, że jednak pies pozostanie bez ogona. Właściciel ogona może nim rzecz jasna dowolnie merdać, aleć pozostanie to jedynie w sferze irrelewantności, aby mógł mógł sterować zachowaniami psa.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

11.03 2023

fot. pixabay (wyżeł weimarski)