Wobec języka, którym posługuje się kardynał Nycz, można postawić zarzut anachroniczności. Jest to język uformowany w światopoglądzie, który rozpoznawał jeszcze Logos – pojęcie dziś mocno zapomniane i przez to czyniące jego wypowiedź niezbyt zrozumiałą.

Świętość, która nie daje się sprowadzić do moralnej doskonałości – WTF???

A jednak kard. Nycz jest tu w pełnej zgodzie z tradycją Kościoła i właściwym jej rozumieniem świętości. W podobny sposób pojęcie to jest zresztą rozumiane w kręgu innych religii. Świętość jest w ogóle pojęciem zdefiniowanym w kontekście religijnym i dlatego nie daje się sprowadzić do prostych kategorii moralistyki świeckiej. Słowo „święty” nie oznacza po prostu kogoś „bardzo dobrego”, ale przekracza to znaczenie poprzez wymiar stricte religijny.

Po ludziach wykształconych, po humanistach, którzy sami lubią brylować w towarzystwie odczytywaniem kontekstów odległych kultur, należałoby chyba oczekiwać zrozumienia podstaw doktrynalnych wypowiedzi kard. Nycza (a zarazem jej podstaw kulturowych, bo przecież obracamy się w kręgu kultury wyrosłej z chrześcijaństwa i opartej na stworzonych w jego kręgu kategoriach). Z tym większą przykrością stwierdzam, że luminarze ci często wykazują się tu kompletnym dyletanctwem a wręcz wulgarnością.

Stwierdzam tu bolszewickie wręcz naleciałości, poprzez które odczytują wypowiedź kard. Nycza z wdziękiem troglodyty. Przypominają tu słynny radziecki plakat propagandowy ukazujący Gagarina w kosmosie, który patrząc w gwiazdy, stwierdza: „Boga niet!” Taka to głębia i subtelność współczesnej „inteligencji”.

Tak to właśnie wygląda. Kieszonkowa erudycja, która nie tyle kontestuje wyrosły z Logosu światopogląd, ile go po prostu nie rozumie i uważa za murzyński bełkot (oddając zarazem czołobitny szacunek kulturom afrykańskim).

Gdybym miał tu użyć metafory, porównałbym to do zarzutów stawianych malarzom średniowiecznym z powodu ich nieumiejętności uchwycenia perspektywy, stawianych przez ludzi, którzy zachwycają się malarstwem abstrakcyjnym. Tak – malarze średniowieczni słabo radzili sobie z perspektywą, ale ich językiem była alegoria, o której miłośnicy abstrakcji na ogół nie mają zielonego pojęcia.

Można krytykować Kościół – proszę bardzo! Ale powtarzanie sowieckich wzorców tej krytyki jednak mocno mnie mierzi.

Czytaj więcej.