Odebranie Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy rozpaliło emocje. Internet huczy, a w wielu dyskusjach i komentarzach pojawiają się skrajne opinie oraz wzajemne oskarżenia. Często powtarzane są słowa, że „to byli bohaterowie walczący o słuszną sprawę z Sowietami”, Niemal nikt nie wspomina o ludziach narodowości ukraińskiej, którzy również padli ofiarą przemocy ze strony banderowców mordowanych za odmowę współpracy, za pomoc sąsiadom, za brak posłuszeństwa czy za zwykłą chęć spokojnego życia. Ginęli ci, którzy nie chcieli iść do lasu, nie popierali terroru albo zostali uznani za „zdrajców”.

Kiedy pada słowo „UPA”, natychmiast zaczyna się ten sam teatr: relatywizowanie, odwracanie uwagi i szukanie usprawiedliwień. W ruch idą hasła o krzywdach, prześladowaniach i cierpieniu Ukraińców, jakich mieli doświadczyć ze strony Polaków. Z oprawców próbuje się robić bohaterów, a zbrodnię ubierać w patriotyczne sztandary.

Ja przypomnę tych, o których mówi się znacznie rzadziej ludzi mordowanych przez własnych rodaków za brak posłuszeństwa, za odmowę pójścia do lasu, za pomoc Polakom albo za zwykłą chęć normalnego życia. Te ofiary są niewygodne, bo nie pasują do narracji budowanej wyłącznie na krzywdzie i wyzysku. Zapomniano o wsiach pacyfikowanych przez własnych „wyzwolicieli”. O nieletnich dziewczynach wielokrotnie gwałconych. O ludziach wieszanych z tabliczkami „zdrajca”. O rodzinach, które znikały nocą tylko dlatego, że ktoś uznał je za zbyt mało oddane sprawie. Huczwice. Mieszkańcy zgłosili się dobrowolnie do przesiedlenia, bo nie mieli z czego oddać kontyngentu. Mimo to spotkała ich śmierć w bestialski sposób, a wśród gwałconych kobiet były 14 letnie dziewczęta. Miejscowosci gdzie dochodziło do zbrodni na własnych sąsiadach było dużo więcej niestety nikt dziś o tym nie chce pamiętać.
To autentyczna historia która została przedstawiona przeze mnie w formie literackiej. Towarzysząca jej grafika została wygenerowana przez AI, nie było możliwości zrobienia zdjęcia.

Jawornik koło Rzepedzi.
Zimny jesienny wieczór,, psy na polu szczekały niespokojnie.
W domu Stepana Tchira paliła się jeszcze lampa. Nie mógł zasnąć. Nagle ktoś załomotał do drzwi. Na progu stało kilku mężczyzn w polskich mundurach. Otwierać. Mówili czystą polszczyzną. Gospodarz wpuścił ich do izby. Usiedli przy stole i zaczęli pytać o wieś, ludzi i o to, co się mówi. Padały krótkie odpowiedzi nic, co mogłoby komukolwiek zaszkodzić. W końcu padło pytanie: Co sądzicie o UPA? Stefan spojrzał na orzełki na czapkach i odpowiedział zgodnie z własnym sumieniem: Przynoszą tylko strach i śmierć. Rzucili się na niego. Bili pięściami i kopali, aż upadł. Krew zabarwiła polepę na czerwono. W kącie stała jego rodzina żona i dzieci sparaliżowani strachem, niezdolni nawet krzyknąć. Potem wyciągnęli go z domu. Powiesili na pobliskim drzewie, a na piersi zawiesili tabliczkę z napisem:
„Zdrajnik wolnej Ukrainy”.
Rankiem kazali mieszkańcom zostawić ciało na widoku przez cały dzień – jako przestrogę dla innych.

Można zakrzyczeć takie historie. Można je wyśmiać albo nazwać propagandą. Ale żaden komentarz nie zmieni faktu, że ofiary istniały. Ginęły naprawdę. Miały imiona, rodziny i marzenia.
Największą hańbą jest usprawiedliwianie ludzi, którzy uznali mordowanie własnych sąsiadów Polaków, Ukraińców i wszystkich innych uznanych za „niewłaściwych” za drogę do wolności.

Autor: Jędruś Ciupaga