Otóż widzę mój kraj podzielony na dwie nierówne części. To nic odkrywczego, ale ja w tym podziale nie widzę partii. Ich cień pojawia się gdzieś na samym skraju mojego pola widzenia, ale są tak bez znaczenia jak szkic palcem na zaparowanej szybie.

Polska podzielona

Dlatego podział Polski nie przebiega wzdłuż linii wyznaczonej przez liderów partyjnych i ich propagandzistów w mediach społecznościowych. Nie jest więc to podział na patriotów i zdrajców ojczyzny, ani na lewaków i prawicowców, ani na ruskie onuce i sługi Ukrainy, nawet nie na zwolenników Europy lub Ameryki. To wszystko są podziały wtórne.

Natomiast jedynym prawdziwym podziałem dzielącym ludzi w Polsce jest podział na beneficjentów transformacji ustrojowej, która nastąpiła po upadku komunizmu, i na tych, którzy pielęgnują w sobie poczucie krzywdy.

Z tego wynika wszystko inne. Bo jedna część społeczeństwa jest zadowolona i uśmiechnięta, a druga jest rozgoryczona i domaga się resetu. Uśmiechnięci bronią więc swoich pozycji, a rozgoryczeni je szturmują.

Na ten podział społeczny nakładają się partie ze swoimi programami zbudowanymi na bazie abstrakcyjnych teorii. Starają się wmówić ludziom, że ich wymyślone gdzieś tam, kiedyś przez kogoś ideologie są najlepszą receptą na polskie problemy. Robią to tak namiętnie, że część ludzi naprawdę uwierzyła w ideologiczne podłoże polskich konfliktów. Bo jedni są prawicowymi socjalistami, a drudzy lewicowymi liberałami. W rzeczywistości jednak partie ze swoimi hasłami są tylko nakładkami na prawdziwy podział społeczeństwa.

Ale to ja tak to widzę. Bo większość widzi to odwrotnie. Że prawdziwy jest tylko konflikt partyjny, a ludzie są podzieleni jak kibice drużyn piłki nożnej. Dla nich Polska to wielka partiomachia w stylu gry o tron. Natomiast podział społeczny jest wtórny i wynika z wierności barwom klubowym.

Najgorsze państwo w historii

Więc ja to widzę inaczej. I w tej rzeczywistości, którą ja widzę, pozycjonuję się zdecydowanie po stronie niezadowolonych. Uważam bowiem, że w wyniku transformacji ustrojowej stworzyliśmy sobie najgorsze państwo w całej naszej historii. Aż mi za to wstyd przed minionymi pokoleniami. Ja jestem historykiem i przeszłe pokolenia widzę jak żywe, więc mi wstyd jak diabli.

Częściowo jest to spadek po komunizmie w postaci centralizacji, biurokratyzacji i przeregulowania. Nazywam to zemstą komuchów. No ale dużą część tych patologicznych mechanizmów stworzyliśmy sami, wspólnymi siłami, niezależnie od barw partyjnych. Na przykład wspólnie i zgodnie, na zasadzie ponadpartyjnego porozumienia, zniszczyliśmy sobie edukację.

Selekcja negatywna

I w ten sposób zbudowaliśmy sobie kompromitującą karykaturę państwa. Wynika to z tego, że rządzą nami elity o zadziwiająco niskim poziomie. Jest to poziom żenujący nawet jak na Polskę. Wynika on z negatywnej selekcji. Trwale zniekształcone mechanizmy awansu w Polsce bez wątpienia są częścią pakietu „zemsta komuchów”.

Opiera się to na zasadzie, że awans w Polsce nie jest w żaden sposób powiązany z obiektywnymi osiągnięciami i kwalifikacjami. Jest całkowicie biurokratyczny, czyli uznaniowy. W całej masie przepisów i regulacji nic nie zobowiązuje komisji konkursowych oraz decydentów do awansowania najlepszych. Przepisy określają tylko minimalne wymagania. Na tej podstawie komisja konkursowa może uznać, że człowiek bez żadnych kwalifikacji będzie lepszym kierownikiem niż profesor.

Na to nakłada się psychologiczna skłonność do popierania ludzi podobnych do nas, ale troszeczkę gorszych. Dlatego każde kolejne pokolenie liderów jest takie samo, tylko troszeczkę gorsze od poprzedniego.

Trzeba zbudować od nowa

Dlatego uważam, że Polskę należy zbudować od nowa. Nie wystarczy jej poprawiać, gdyż wtedy będzie wyglądała jak wielokrotnie łatana droga asfaltowa trzeciej kolejności odśnieżania.

Nie chodzi więc o kolejną zamianę liderów partyjnych u władzy. Trzeba zacząć od stworzenia całkiem nowego projektu, a następnie wylać nowe fundamenty. I właśnie dlatego uważam, że tego nie da się zrobić.

Nie wystarczy chcieć — trzeba umieć

To prawda, że niektóre partie polityczne występują pod szyldem zmiany Polski. Niemniej dla nich zmiana to wymiana tych na tamtych. A jednak takie zwycięstwo wyborcze wywołuje olbrzymi entuzjazm tej części społeczeństwa, która chce zmian. Tyle tylko, że później nic się nie zmienia. Bo nie wystarczy chcieć — trzeba jeszcze umieć.

Ludziom się bowiem wydaje, że państwo zawsze działa tak samo. Otóż działa całkiem inaczej, zależnie od tego, kto rządzi. Aparat państwowy raz wspiera politycznych przywódców, a innym razem im się opiera. Robi to dyskretnie, ale skutecznie. Bo biurokracja jest z wierzchu jak zimna skorupa lokajskiego służalstwa, ale wewnątrz niej płynie wrząca lawa urzędniczych namiętności i ambicji. Prawie jak u Mickiewicza, ale trochę inaczej.

Dlatego mamy to, co mamy — najgorsze państwo w naszej historii.