Głównym postulatem protestujących polskich przewoźników w Dorohusku (protest wraz z blokadą granicy ma miejsce od 4 maja 2023 roku), jest:

– „Przywrócenie kontyngentów zezwoleń dla ukraińskich przewoźników drogowych chcących wjeżdżać do państw Unii Europejskiej.”

Zgodnie z zawartą w dniu 29 czerwca 2022 zawarta umową pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą, zawieszono konieczność ubiegania się o odpowiednie zezwolenia ukraińskim firmom. Dokument zezwala także na nielimitowany wjazd przewoźników unijnych na terytorium Ukrainy. Porozumienie ma obowiązywać do 30 czerwca 2023 r i nie wiadomo czy zostanie przedłużone.

Polskim transportowcom obsługującym kierunek wschodni chodzi więc głównie ograniczenie ilości przewozów przez firmy ukraińskie, gdyż według nich zaniżają one stawki.

W czasach gdy obowiązywały zezwolenia, polskie firmy zwiększały maksymalnie ceny transportu, gdyż Ukraińcy bardzo szybko wykorzystywali swoją część rocznego limitu. W rzeczywistości bowiem, spora część polskich przewoźników nie chciała obsługiwać przewozów przez polsko- ukraińską granicę, głównie ze względu na nieprzewidywalność sytuacji z kolejkami, czas odpraw w wewnętrznych urzędach celnych i na zawiłości ukraińskich przepisów celnych. Ciężarówki na polskich numerach widać było na przejściach głównie pod koniec roku, kiedy zapotrzebowanie na transport jest duże a Ukraińscy nie mają już zezwoleń.

Stawki za frachty windowane są w tym czasie do maksimum. Wyglądało to tak, że ciężarówkę z Berlina do Przemyśla (900 km) można było w roku 2021 wynająć w cenie 900-1000 euro netto (obecnie około 1000 – 1100 euro) – a już z Przemyśla do Lwowa (100 km) trzeba było zapłacić 1200 euro. Fracht Przemyśl – Kijów (650 km) w grudniu 2021 wyceniano na 2200-2500 euro.

Na początku roku 2021 roku, kiedy Ukraińcy dysponowali nowymi zezwoleniami, cena za transport przez granicę PL/UA wynosi około 2,70 do 5 euro/ za 1 km. W grudniu 2021 roku, kiedy na rynku zostawały już tylko głównie polskie firmy, cena wzrastała do 3,85 – 20 euro/1 km.

Przy uwzględnieniu wszystkich niedogodności związanych z przekraczaniem polsko-ukraińskiej granicy, stawki te były znacznie wyższe od cen frachtów na trasie Niemcy- Polska, które polscy przewoźnicy w roku 2021 obsługiwali za ok 1 euro/ 1 km. Obecnie stawka Niemcy – Polska, pomimo zwiększonych kosztów paliwa, pracy i inflacji, wzrosła nieznacznie, bo do ok. 1, 20 euro/ za 1 km.

Polscy przewoźnicy chcą zwiększenia stawek ale ich protesty ograniczają się tylko do przewozów w kierunku ukraińskim. Firmy transportowe obsługujące przewozy krajowe jak i kierunek Polska – UE, nie protestują, gdyż ich stawki wyznacza wolny rynek, bez wymagania zezwoleń ilościowych.

Wychodzi na to, że mała grupa polskich transportowców chce sobie wywalczyć powrót do dużych zysków, które były osiągane w czasach kiedy obowiązywały ograniczenia. Nie biorą jednak oni pod uwagę, że tracą na tym polskie firmy eksportujące swe towary na Ukrainę. Wyższe stawki za transport, to wyższa cena polskiego produktu. Znajomi przewoźnicy, w czasach gdy obowiązywały zezwolenia, na początku roku w ogóle praktycznie zawieszali działalność, mówiąc:

– „Niech Ukrainiec jeździ sobie do Lwowa za 3 euro/ 1km, ja postoję a zacznę jeździć, kiedy stawka w drugiej połowie roku wzrośnie do 10-20 euro/ 1km. Wtedy oni będą stać, bo skończą się im zezwolenia.”

Transportowcy z polskiej ściany wschodniej, obsługujący kierunek ukraiński nazywali swoich kolegów jeżdżących na trasach Polska/UE wprost – „frajerami”, godzącymi się pracować za „głodowe” stawki w wysokości 1- 1,20 euro/ 1km.

Tak więc stawka idzie o przywileje vs wolny rynek a wszystko w tle nadchodzących w Polsce wyborów.