„Najczęściej nasi najlepsi przyjaciele są sprawcami naszego upadku” – gdybyśmy, zachłyśnięci wizją płynięcia w głównym nurcie polityki europejskiej, dopraszali się do unijnej Grupy Przyjaciół, ów cytat Victora Hugo, niechybnie zamieniłby się w przykrą rzeczywistość.

Unia Europejska stanęła na rozstaju dróg rozwoju. Tak zwana (perwersyjna semantyka to cecha charakterystyczna unijnej nomenklatury) Grupa Przyjaciół, czyli Niemcy, Belgia, Finlandia, Francja, Włochy, Luksemburg, Holandia, Słowenia i Hiszpania, forsuje niebezpieczną zmianę, by decyzje w zakresie polityki zagranicznej i obrony zapadały w Radzie UE większością kwalifikowaną, a nie jednomyślnie. Taki sposób głosowania wymagałby zgody 15 z 27 państw członkowskich – o ile reprezentują one ponad 65 proc. 450-milionowej populacji UE.

Ponadto od zeszłego roku Parlament Europejski oficjalnie pracuje nad zmianą unijnych traktatów i dyrektoriat niemiecko-francuski coraz mniej subtelnie naciska na szybką centralizację i dyktat Brukseli w 11 segmentach tematycznych (czyli obszarach polityki unijnej), takich jak polityka zagraniczna, obronność, energia, środowisko, edukacja i zdrowie.

Jakimi narzędziami zamierzają posłużyć się kanclerz Olaf Scholz i prezydent Emmanuel Macron, by superpaństwo zyskało glejt formalnej poprawności? Główną, cyniczną bronią jest szantaż. Najsilniejsze państwa Europy Zachodniej nie zgodzą się na rozszerzenie UE o Ukrainę, Mołdawię czy Gruzję, jeśli Europa Środkowo-Wschodnia pokornie nie przekaże suwerennych kompetencji eurokratom z ośrodkami dyspozycyjnymi w Berlinie i Paryżu.

Czy Polska, której bez dwóch zdań zależy na członkostwie Ukrainy we wspólnocie, powinna godzić się na bezwzględne ultimatum? Rząd Zjednoczonej Prawicy stanowi gwarancję, że z jednej strony będziemy hamować skrajnie niekorzystne procesy budowania IV Rzeszy (poprzez obronę zasady pomocniczości, troskę o zachowanie kompetencji państw narodowych, używanie weta przy najbardziej ekstremalnych projektach), z drugiej zaś zaproponujemy własną wizję reformy UE, w duchu odpowiedzialnej i przemyślanej sanacji, zakorzenionej w myśli Europy Ojczyzn. Podjęcie tej arcytrudnej sztuki politycznych perswazji będzie możliwe przy spełnieniu dwóch warunków – solidnego zwycięstwa obozu patriotycznego za kilka miesięcy oraz zmiany konstelacji politycznej w UE po wiosennych (maj/czerwiec  2024r.) wyborach do Parlamentu Europejskiego.