Jeszcze nie dobiłem do pięćdziesiątki, ale już swoje życie przeżyłem. Teraz żyję już życiem jakby dodatkowym, bonusowym takim. Chciałbym się w kimś zakochać ale w sumie to nie mam na to już siły i energii. Bo kochanie wymaga energii, a ja chciałbym wreszcie wypocząć. Dlatego świadomie nie zakochuję się. Piszę smętne powieści, bo to mi przychodzi samo. Mówię: piszcie się, a one same się piszą. Nawet nie sprawdzam czy są odpowiednie. Piszą się i piszą a ja tylko jednym okiem na to patrzę. I zasypiam.

Ja już co najmniej dwa razy umarłem. Umarłem, a potem zmartwychwstałem. Nawet nie wiem dlaczego. Taka wańka-wstańka. Po drodze zdążyłem pomylić kota z gryzoniem. Ale to nie szkoda, bo doszedłem do wniosku, ze jestem w stanie ugryzoniowić kota. Jak tylko się postaram. Subtelną poezją kota ugryzoniowię. On będzie słuchał, a ja po gryzońszczemu mówić będę. Przemawiać znaczy, Jak szczur do kota.

Po ostatniej wizycie i Bogusia, zrozumiałem, że koty potrzebują w większym stopniu bycia gryzoniami. Że gryzonie im w jakim s sensie imponują.

Już ja tam zrobię porządek. Bo tam wszystko stoi na głowie, a chodzi o to, żeby głowa pozostając na tym samym miejscu – lekko się przekrzywiła. Ale tylko lekko.