Chyba nie tylko ja miałem podobne skojarzenie. Już w Związku Sowieckim wprowadzono w latach 1920-tych możliwość rozwiązania małżeństwa za pomocą oświadczenia woli skierowanego do organu administracji.
Nowelizacja kodeksu rodzinnego i opiekuńczego z 13 marca 2026 roku miała wprowadzić możliwość rozwiązania małżeństwa poprzez zgodne oświadczenie woli złożone przez oboje małżonków przed kierownikiem USC.
Warunek – małżeństwo musiałoby trwać dłużej niż rok oraz brak wspólnych dzieci (w tym także nienarodzonych).
Jak można się było spodziewać Prezydent Nawrocki ustawę zawetował.
To obudziło lewicę.
Najzabawniejsze są zarzuty lewackich prawników.
Jeden z nich pisze:
To, co obserwujemy, to klasyczny konflikt między wizją państwa sprawnego i usługowego (rząd) a wizją państwa ideologicznego i kontrolującego (Prezydent).
To myślenie rodem z głębokiego PRL-u. Przekonanie, że urzędnik lub sędzia musi trzymać dorosłych ludzi za rękę, bo sami nie potrafią zdecydować o swoim życiu, to czysty Gomułka. Państwo nie powinno być nadzorcą sumień, tylko sprawnym serwisem dla obywateli. Weto Prezydenta to powrót do czasów, gdy wolność jednostki kończyła się tam, gdzie zaczynało się „widzimisię” władzy.
Prezydenckie weto to nie tylko kwestia światopoglądu – to uderzenie w portfel każdego podatnika.
Państwo właśnie powiedziało nam: „Będziemy nadal wydawać Wasze pieniądze na absurdalne procedury”. Zamiast pozwolić urzędnikowi w USC załatwić sprawę w 15 minut, Prezydent woli, by opłacani z naszych podatków sędziowie, asystenci i protokolanci marnowali czas na sprawy, w których nie ma żadnego sporu.
Piszący cytowane słowa z racji wieku zapewne nie pamięta, że w czasach PRL-u, a zatem i Gomułki, uzyskanie rozwodu było o wiele łatwiejsze, niż w III RP.
Przede wszystkim o rozwiązaniu małżeństwa orzekały już Sądy Rejonowe.
Dopiero w III RP jednym z pierwszych zaostrzeń prawa rozwodowego było wprowadzenie jako pierwszej instancji Sądów Wojewódzkich, co spowodowało, że zainteresowani musieli na sprawy jeździć nawet kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę.
Trzeba bowiem pamiętać, że małżeństwo stanowi wartość konstytucyjną. W art. 18 czytamy:
Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.
Tak na marginesie warto wspomnieć dyskusję jaka toczyła się podczas tworzenia obecnej Konstytucji.
Śp. prof. Piotr H. Winczorek, ówczesny przewodniczący Zespołu Stałych Ekspertów Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego w odniesieniu do wariantu, zawierającego zwrot „jako związek kobiety i mężczyzny”, zauważył, że: „chodzi o to, aby wykluczyć inne małżeństwa niż związek kobiety i mężczyzny. Czy jednak inny związek mógłby być nazwany małżeństwem? Jest to bowiem pojęcie zastane, funkcjonujące w kulturze prawnej od czasów rzymskich. Jeżeli więc trzymać się pojęć zastanych, to nie sądzę, aby mogło być małżeństwo inne niż między mężczyzną i kobietą. Tak więc ust. 2 po skreśleniu zwrotu: „jako związek kobiety i mężczyzny” miałby już pewien sens prawny” (wypowiedź P. Winczorka z 4.4.1995 r., Biul. KKZN 1995, Nr 17, s. 31).
To jednak spotkało się z repliką senatora Piotra Andrzejewskiego:
„…większość absolutna może zdecydować, że na przykład małżeństwo będzie związkiem dwóch mężczyzn, a z woli politycznej – i nie tylko – możliwe są (…) szaleństwa” (wypowiedź P. Andrzejewskiego z 4.4.1995 r., Biul. KKZN 1995, Nr 17, s. 31).
Odbiegamy jednak ciut od tematu, jak sądzę.
Warto jednak uzmysłowić sobie, że zgodnie z artykułowaną publicznie wolą twórców obecnej Konstytucji małżeństwo mogło być rozumiane wyłącznie tradycyjnie.
Przejdźmy do odrzuconej przez Prezydenta nowelizacji KRiO.
Tak naprawdę robi ona z kierownika USC rodzaj notariusza, który poza nielicznymi przeszkodami (istnienie wspólnych małoletnich dzieci bądź dzieci nienarodzonych) musi oświadczenie przyjąć.
Oczywiście istnieje możliwość powołania się na wady oświadczenia woli, ale czas na ich podniesienie jest skrócony w stosunku do wymagań Kodeksu cywilnego o połowę.
Co to daje w praktyce? W sumie mało. Par zgodnych co do rozwodu jest stosunkowo niewiele i raczej nie zajmują sądom zbyt wiele czasu.
Trzeba jednak zwrócić uwagę, że sąd może z urzędu zwrócić uwagę na pozorność zachowań stron postępowania.
Warto przypomnieć, w jaki sposób wielu Polaków wykorzystało przepisy o separacji. Otóż sąd orzekał o tejże na zgodny wniosek stron w przypadku braku małoletnich dzieci, co z automatu powodowało… rozdzielność majątkową. A potem po roku, czy nawet dwóch strony się godziły i wnosiły o jej zniesienie ale… z pozostawieniem ustroju rozdzielczości majątkowej.
Efekt był o wiele szybszy niż w przypadku pozwu o zniesienie wspólności majątkowej i… kilkanaście razy tańszy. Poza tym pewny na 99,999%. 😉
Popatrzmy zatem na zawetowaną nowelę pod tym właśnie kątem. W Polsce co prawda współmałżonek nie jest z automatu uznawany za obywatela, gdy pochodzi z innego kraju. Musi spełnić pewne warunki brzegowe – małżeństwo musi trwać co najmniej trzy lata, zaś on przebywać legalnie w Polsce dwa.
Jako współmałżonek z tym ostatnim kłopotów mieć nie będzie.
Pamiętać trzeba, że polskie obywatelstwo jest równoznaczne z unijnym. Nie będzie zatem przeszkód, aby osiedlić się gdzieś bliżej Berlina czy Paryża.
Poza tym Polacy mogą wyjeżdżać do USA, a to ciągle atrakcyjny kierunek.
Nowela KRiO autorstwa kompromitacji 13 grudnia ułatwiałaby cały proces.
Cytowany już przeze mnie lewacki prawnik nawet tego nie ukrywa:
Poza tym wszyscy wiemy, jak wyglądają kolejki w sądach. Zmuszanie zgodnych par do czekania miesiącami (a czasem latami) na 10-minutową rozprawę to czyste marnotrawstwo czasu sędziów i pieniędzy podatników.
To faktycznie jest problem. Ale tylko dla tych, którzy małżeństwo traktują jako deal, pozwalający na przemyt do Polski obywatela/telki jakiegoś Bangladeszu czy innej Sri Lanki.
Poza tym warto by było poznać sąd, w którym rozprawa rozwodowa trwa 10 minut. Ja o takim nie słyszałem.
No chyba tylko wtedy, gdy rozwodzą się sędziowie. 😉
Lewactwo, od czasów rewolty francuskiej walczące z instytucją małżeństwa jako taką, bagatelizują jej społeczne znaczenie.
Cytowany już lewak w todze pisze wyraźnie:
Rozwody bez orzekania o winie i bez dzieci to „oczywistości”, które nie wymagają wiedzy prawniczej sędziego.
Dla równowagi przytoczmy więc słowa prof. Tomasza Sokołowskiego, polskiego prawnika o uznanym dorobku przede wszystkim w prawie rodzinnym:
Rozwód nie jest instytucją samodzielną, ponieważ zawsze stanowi z logicznego oraz społecznego punktu widzenia pewną pochodną małżeństwa. Obrazowo rzecz ujmując, rozwód „wyrasta” z małżeństwa, będąc zawsze w nim „ukorzeniony”, a nie wszystkie wątki dają się definitywnie przeciąć. Biorąc pod uwagę kontraktowe elementy cechujące charakter małżeństwa, trzeba zauważyć, że rozwód pozostaje do małżeństwa w podobnym związku, jaki występuje pomiędzy zawarciem umowy a jej niewykonaniem. Sytuacja prawna rozwodu jest jednak znacznie bardziej złożona, ponieważ musi on być zawsze rozpatrywany jako narzędzie kontynuacji pewnej rzeczywistości społecznej, rodzinnej (sytuacji prawnej złożonej z licznych stosunków prawnych), powstałej w wyniku małżeństwa. Tak więc jak nietrafne byłoby poszukiwanie sposobu na łatwe, mało obciążające niewykonanie bardzo złożonej umowy, tak samo nieuzasadnione jest poszukiwanie instytucji łatwego rozwodu, ponieważ pozostaje to w sprzeczności właśnie z jego istotą i charakterem. Nasilenie kontraktowego pierwiastka rozwodu nie jest jednak aż tak silne, żeby co do zasady uzasadniało dopuszczalność „rozwiązania” małżeństwa drogą samego konsensusu stron.
Na zakończenie warto dodać, że łatwą drogę rozwodową w Europie Środkowo-Wschodniej mają… Rosjanie.
Czyżby kompromitacja 13 grudnia czerpała stamtąd wzorce??? 😉
3.05 2026
Zostaw komentarz