Czyli tekst o tym dlaczego tzw. prawica ma trochę racji oraz o tym, że jeżeli prawo stoi ponad zdrowym rozsądkiem, to jest to złe prawo

W sprawie Mariki M. zabieram głos późno i niejako podsumowująco. Śledząc dyskusje na forach internetowych, sam w nich również uczestnicząc, czytając to, co piszą o sprawie media (telewizji już od dawna nie oglądam), wypracowałem sobie pogląd na to, jak tę sprawę należy – w mojej ocenie – przedstawić, żeby była z tego jakaś korzyść dla czytelników.

Zacznę więc od przypomnienia tego, co już i tak wszyscy wiedzą, ale co należy przytoczyć dla porządku wywodu.

Młoda dziewczyna, działaczka organizacji politycznych sytuujących się daleko na prawo nie tylko od PiS czy SP, ale nawet od Konfederacji, Marika M. została skazana na 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności za usiłowanie dokonania rozboju.

W akcie oskarżenia (wg udostępnionej na stronie organizacji Ordo Iuris wersji) czytamy, że Marika M „w dniu 10 sierpnia 2020 r. w Poznaniu działając publicznie i bez powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego, wspólnie i w porozumieniu z […] usiłowała dokonać rozboju poprzez zabór w celu przywłaszczenia torby o wartości 15,00 zł na szkodę […] stosując przy tym w postaci szarpania, popychania i wykręcania palca III ręki lewej, co spowodowało u pokrzywdzonej obrażenia ciała w postaci skręcenia stawu międzypaliczkowego dalszego oraz sińca palca III ręki lewej, co stanowi naruszenie czynność narządów ciała na czas krótszy aniżeli 7 dni, lecz czynu tego nie dokonała z uwagi na postawę pokrzywdzonej, tj. o przestępstwo z art. 13 § 1 k.k. w zw. z art. 280 § 1 k.k. w zw. z art. 57a § 1 k.k.

Przekładając z języka przepisów „na nasze” prokurator uznał, że Marika dopuściła się przestępstwa usiłowania (art. 13 § 1 k.k.) występku rozboju (art. 280 § 1 k.k.) przy czym był to czyn o charakterze chuligańskim (art. 57 a § 1 k.k.).

Prokurator – według podanych przez Ordo Iuris informacji – wnioskował o wymierzenie jej 3 lat pozbawienia wolności oraz orzeczenie zakazu zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość 100 m. i kontaktowania się na okres 5 lat, zadośćuczynienia w kwocie 1000 zł na rzecz pokrzywdzonej oraz obciążenie kosztami sądowymi.

Sąd w zasadzie skazał dziewczynę zgodnie z wnioskiem prokuratora zmieniając jedynie to, że orzekł o zakazie kontaktowania i zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość 50 m. przez okres dwóch lat.
Dziewczyna w chwili wydawania wyroku była niekarana. Nie korzystała z pomocy obrońcy. Nie złożyła apelacji. Prawomocny wyrok był wobec niej wykonywany do czasu interwencji Ministra Ziobro, który wykorzystując swoje uprawnienia Prokuratora Generalnego zarządził przerwę w wykonaniu kary do czasu ukończenia postępowania o ułaskawienie.

Należy w tym miejscu wskazać, że art. 568 kodeksu postępowania karnego mówi, że uznając, że szczególnie ważne powody przemawiają za ułaskawieniem, zwłaszcza gdy uzasadnia to krótki okres pozostałej do odbycia kary, sąd wydający opinię oraz Prokurator Generalny mogą wstrzymać wykonanie kary lub zarządzić przerwę w jej wykonaniu do czasu ukończenia postępowania o ułaskawienie.

Według informacji medialnych, wniosek o ułaskawienie dziewczyny złożyli jej rodzice.

Takie są ustalone na dzień, w którym piszę te słowa fakty.

Nie będę w tym miejscu przedstawiał powszechnie znanych opinii Ministra Ziobro na temat całego zdarzenia. Miał on wszak wyciągnąć wnioski personalne z tej sprawy, ale na razie widać jeszcze analizuje tę sprawę, o której z taką stanowczością wypowiadał się w mediach.

Z soczystszych wypowiedzi, jakie popłynęły z ust polityków obozu Zjednoczonej tzw. Prawicy, szczególnie mocna jest ta wypowiedziana przez młodego wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia, który wg portalu dorzeczy.pl nazwał ją „zbrodnią sądową” (Wiceminister Woś o sprawie Mariki: Zbrodnia sądowa (dorzeczy.pl)).

No właśnie: zbrodnia sądowa, czy nie zbrodnia?

Przede wszystkim należy zacząć od kwalifikacji prawnej czynu.

Przepis artykułu 280 § 1 k.k. mówi:

Kto kradnie, używając przemocy wobec osoby lub grożąc natychmiastowym jej użyciem albo doprowadzając człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Kradzieżą jest zabranie cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia.
Przywłaszczenie jest to „postąpienie z rzeczą tak, jak właściciel” (M. Kulik [w:] Kodeks karny. Komentarz aktualizowany, red. M. Mozgawa, LEX/el. 2023, art. 284.).

Przesłuchiwana w tej sprawie oskarżona stwierdziła, że chciała zabrać torbę, bo symbolizowała wrogą jej społeczność LGBT+. W tym momencie jeszcze nie możemy stwierdzić, czy chciała ją zabrać w celu przywłaszczenia, tj. ukraść. Jednak oskarżona wyjawiła przed sądem, jaki był cel tego zaboru – chciała mianowicie torbę zniszczyć, a więc postąpić z nią jak właściciel, który ma prawo swoje rzeczy niszczyć. Nie może być zatem wątpliwości, że doszło do kradzieży.

Czy została użyta przemoc wobec osoby?

W ocenie Ordo Iuris zebrany w sprawie materiał dowodowy potwierdza użycie przemocy wobec przedmiotu, natomiast – w ocenie prawników tej organizacji – w sprawie „zachodziły wątpliwości co do przemocy wobec pokrzywdzonej”.

Należy się więc temu przyjrzeć.

Sąd ustalił, że w wyniku zdarzenia pokrzywdzona doznała obrażeń ciała w postaci skręcenia stawu międzypaliczkowego dalszego oraz sińca palca III ręki lewej. Wskazuje to więc na stosowanie wobec niej przemocy, ale jeszcze tego nie przesądza.

Ordo Iuris podaje tu istotne dla oceny tego przypadku fakty:
„Zazwyczaj w torbach nosi się̨ klucze, telefon. Wiedzieliśmy, że ta pani prawdopodobnie ma w tej torbie te rzeczy, dlatego od początku mówiliśmy, że ma sobie je zostawić́.”
„(…) nie chcę powiedzieć́, że zaatakowaliśmy tę dziewczynę̨, ale trzymałam torbę̨ przez odległość́ 5 metrów. Od samego początku nie chcieliśmy zrobić́ krzywdy. Jak zaczęła się̨ szarpać́, to puściliśmy torbę̨. To działo się̨ szybko, w jakimś́ impulsie.”
„Nie widziałam, aby pokrzywdzonej stała się̨ krzywda. Nie chcieliśmy tego, interesowała nas sama torba. Fizycznie ani psychicznie nie chcieliśmy zrobić́ pokrzywdzonej krzywdy.
Trzymanie torby to była chwila, dokładnie nie umiem powiedzieć́. Puściliśmy torbę̨, bo odpuściliśmy. Stwierdziliśmy, że bez przemocy jej nie odzyskamy, a nie chcieliśmy tej przemocy używać́.”

Nadto z zeznań pokrzywdzonej z dnia 10 sierpnia 2020 r., tj. z dnia zdarzenia, wynika wprost, że „osoby [oskarżeni – przyp.] […] nie groziły mi, że jak im nie oddam torby to mi coś zrobią”.

Z wyżej podanej definicji rozboju koncentrujemy się więc tylko na stosowaniu przemocy wobec osoby, bo inne elementy jego definicji nie będą tu dla nas istotne.

Ordo Iuris przedstawia tu bardzo mocne argumenty:

Jednym ze znamion rozboju jest użycie przemocy wobec osoby.
Choć opis postawionego zarzutu wskazuje na samo „szarpanie”, nie precyzując czy chodzi o szarpanie rzeczy czy osoby, to z zeznań pokrzywdzonej z dnia 10 sierpnia 2020 r., tj. z dnia zdarzenia, wiemy, że obiektem szarpania była przedmiotowa torba. W toku procesu oskarżeni zaprzeczali, jakoby odepchnęli pokrzywdzoną i wykręcili pokrzywdzonej palec. Do samego uszczerbku na zdrowiu w postaci wykręcenia III palca lewej ręki doszło najprawdopodobniej wskutek wzajemnego szarpania obydwu stron za torbę. Pokrzywdzona zdarzenia dotyczące odepchnięcia oraz wykręcenia palca opisywała używając sformułowań takich jak „wydaje mi się”. To istotne, bowiem „nie jest rozbojem kradzież polegająca na wyrwaniu rzeczy z rąk pokrzywdzonego w celu jej zaboru (wyrok SN z 16.07.2002 r., III KKN 329/01, Prok. i Pr.-wkł. 2003/1, poz. 9). Zachowanie takie nie polega bowiem na stosowaniu przemocy wobec osoby” (M. Kulik [w:] Kodeks karny. Komentarz aktualizowany, red. M. Mozgawa, LEX/el. 2023, art. 280). „Zabór rzeczy przez wyrwanie jej z rąk pokrzywdzonego nie nosi cech stosowania przemocy wobec osoby, o ile w wyniku zachowania sprawcy nie doszło do naruszenia nietykalności cielesnej pokrzywdzonego (np. wyrwanie torebki czy telefonu z ręki” (G. Łabuda [w:] Kodeks karny. Część szczególna. Komentarz, red. J. Giezek, Warszawa 2021, art. 280). „Brzmienie przepisu wyklucza możliwość używania tzw. pośredniej przemocy, skierowanej nie wobec osoby, lecz na przedmiot” (M. Dąbrowska-Kardas, P. Kardas [w:] Kodeks karny. Część szczególna. Tom III. Komentarz do art. 278-363 k.k., wyd. V, red. W. Wróbel, A. Zoll, Warszawa 2022, art. 280). Oskarżeni zaniechali działań, gdy zorientowali się, że odebranie torby stało się niemożliwe bez użycia przemocy. To równie istotne, bowiem obiektywnie rzecz ujmując, oskarżeni działając w cztery osoby, mieli przewagę liczebną. To każe domniemywać, że gdyby tylko byli zdeterminowani, odebranie torby mogłoby zakończyć się „sukcesem”. Całość zajścia, według zeznań oskarżonych, trwała około 30 sekund, zaś według zeznań pokrzywdzonej – około 1 minuty. W każdym razie zajście trwało na tyle krótko, że zanim kamera przemysłowa zdążyła się obrócić, było już po zdarzeniu. Tymczasem z uzasadnienia wyroku wynika, że „oskarżeni swoim zachowaniem bezpośrednio zmierzali do dokonania przestępstwa rozboju, podejmując działania konieczna dla urzeczywistnienia ich zamiaru i stanowiące ostatnią już fazę ich akcji przestępnej”.

No właśnie. Czy użyto więc przemocy wobec osoby?

Pomijam tu już wysublimowany wywód na temat tego, że krzyczenie na drugą osobę z użyciem wulgarnych i obelżywych słów jest formą przemocy (psychicznej).

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że oskarżeni szarpali za torbę, która była zawieszona na ramieniu pokrzywdzonej. Ta stawiała opór, a więc oskarżeni zwiększali natężenie siły podczas szamotaniny. W wyniku tej szamotaniny pokrzywdzona doznała obrażeń.

Nie było więc to jednorazowe szarpnięcie za torbę, którą próbowano wyrwać z ręki. Wtedy – być może – nie skończyłoby się na rozboju. Widziane, często na włoskich filmach scenki, na których sprawca na skuterze wyrywa ofierze torebkę na ulicy przedstawiają scenę kradzieży (zuchwałej, jakby powiedzieli niektórzy prawnicy), ale nie rozboju. Motocyklista w zasadzie nie potrzebuje przełamywać oporu ofiary, której wyrywa torebkę przez zaskoczenie.

Jednak gdyby doszło do półminutowej szarpaniny, to mielibyśmy do czynienia z pokonywaniem oporu ofiary, a więc z koniecznością użycia wobec niej przemocy. Dlatego argumenty prawników Ordo Iuris wydają mi się zupełnie nietrafione.

Poza tym, wydaje mi się, że z punktu widzenia porządku społecznego, to sprawca powinien ponosić ryzyko swoich zachowań, a nie ofiara. Szarpiąc za torbę bronioną przez jej właścicielkę ma on obowiązek przewidywania, że może, nawet nie mając takiego zamiaru, np. wyłamać palec (bo gdyby pokrzywdzona trzymała torbę na małym palcu nie w da się wykluczyć, że gwałtowne szarpnięcie doprowadziłoby do złamania). W wyniku szarpaniny mogło dojść też do upadku pokrzywdzonej i np. uderzenia jej głową o krawężnik, nawet jej śmierci. Gdyby obrońca próbował w ten sposób (brak zamiaru uszkodzenia ciała) bronić swojego Klienta, mógłby się narazić na naturalną w takich wypadkach niechęć sądu. W ten sposób mógłby usposobić sąd negatywnie do swojego Klienta… W każdym razie uważam tego typu obronę za wysoce ryzykowną.

Skoro zatem doszło do kradzieży z zastosowaniem przemocy wobec osoby nie powinniśmy mieć wątpliwości, że doszło do rozboju.

Należy wobec powyższego zastanowić się czy doszło do występku chuligańskiego, gdyż rozbój, o którym mowa w art. 280 § 1 k.k. jest występkiem, czyli czynem o dolnej granicy zagrożenia poniżej 3 lat pozbawienia wolności (upraszczając wywód, bo definicja kodeksowa jest trochę bardziej rozbudowana), w przeciwieństwie do zbrodni, która jest zagrożona karą pozbawienia wolności nie mniejszą niż 3 lata.

Występkiem o charakterze chuligańskim jest (art. 115 § 21 k.k. ) występek polegający na umyślnym zamachu na zdrowie, na wolność, na cześć lub nietykalność cielesną, na bezpieczeństwo powszechne, na działalność instytucji państwowych lub samorządu terytorialnego, na porządek publiczny, albo na umyślnym niszczeniu, uszkodzeniu lub czynieniu niezdatną do użytku cudzej rzeczy, jeżeli sprawca działa publicznie i bez powodu albo z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego.

W uzasadnieniu wyroku sądu czytamy:
„(…) okoliczności, dla których próbowali dokonać czynu zasługują na szczególne potępienie i w tym zakresie uzasadniają również kwalifikację tego czynu z art. 57a § 1 k.k. Czyn oskarżonych nacechowany był bowiem agresją słowną oraz fizyczną. Podkreślenia wymaga jednak, że oskarżeni dążyli do zaboru i zniszczenia torby należącej do pokrzywdzonej z uwagi na swoje radykalne poglądy i nienawiść kierowaną w stosunku do określonej społeczności stanowiącej mniejszość seksualną, określaną mianem LGBT+. Cel ich działania opierał się na założeniu by swoim zachowaniem dać wyraz nienawiści w stosunku do osób o odmiennej orientacji seksualnej, którą byli kierowani. W orzecznictwie zaś zdecydowana większość poglądów opiera się na założeniu, że używanie przemocy, groźby bezprawnej lub znieważenie wyłącznie z powodów czyjejś przynależności narodowej, etnicznej, rasowej albo wyznaniowej nie może znajdować żadnego racjonalnego i powszechnie akceptowanego wytłumaczenia. Jest to w rozumieniu art. 115 § 21 k.k. działanie bez powodu, względnie z oczywiście błahego powodu (…). Z tego też względu sąd utrzymał kwalifikację przyjętą w akcie oskarżenia przez prokuratora i uznał czyn oskarżonych za występek o charakterze chuligańskim.”

Zwrócić należy uwagę, na słowa: „sąd utrzymał kwalifikację przyjętą w akcie oskarżenia przez prokuratora”. Teoretycznie więc mógłby nie utrzymać. Dlaczego sąd tak napisał?

W jednym z orzeczeń Sądu Najwyższego (IV K 302/18) wskazano, że rozbój co do zasady nie jest czynem chuligańskim wg tego, jak go kwalifikuje kodeks karny, gdyż celem działania sprawcy dokonującego rozboju jest kradzież, a występek chuligański, jako się powyżej rzekło, jest działaniem bez powodu (czyli – jak można rozumieć: bez celu) albo z oczywiście błahego powodu.

Czy sprawcy chcieli po prostu „ukraść torbę”, żeby się wzbogacić? Była warta 15 zł, co podkreślają prawnicy Ordo Iuris tym samym przyznając, że sprawcy chcieli ukraść torbę z błahego powodu w rozumieniu przepisów prawa, o czym napisał sąd w uzasadnieniu.
Tym samym nie może budzić wątpliwości, że sprawcy popełnili czyn chuligański; powyższe rozważania na ten temat nie są zresztą wyczerpujące i można przytoczyć jeszcze wiele argumentów, jednak należy mieć na względzie cierpliwość czytelnika.

Przestępstwo oskarżonych zostało popełnione w formie stadialnej usiłowania. Zgodnie z art. 13 § 1 k.k. odpowiada za usiłowanie, kto w zamiarze popełnienia czynu zabronionego swoim zachowaniem bezpośrednio zmierza do jego dokonania, które jednak nie następuje.

Zgodnie z art. 14 § 1 k.k. sąd wymierza karę za usiłowanie w granicach zagrożenia przewidzianego dla danego przestępstwa.

Zgodnie z art. 57a § 1 k.k. skazując za występek o charakterze chuligańskim, sąd wymierza karę przewidzianą za przypisane sprawcy przestępstwo w wysokości nie niższej od dolnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę.

Skoro dolne zagrożenie ustawowe za przestępstwo rozboju to 2 lata, sąd nie miał tu pola manewru – najniższa możliwa kara za ten czyn jaka mogła zostać wymierzona to 3 lata.

Tym samym Prawo i Sprawiedliwość boleśnie musiało się zderzyć ze skutkami zmian w prawie uchwalonych jeszcze w 2006 r. W zasadzie, to ze skutkami takiego prawa zderzyła się Marika.

Czy Sąd mógł Marikę potraktować inaczej?

Na to by trzeba było wskazać odpowiednią podstawę prawną. Minister Ziobro i Ordo Iuris wskazują, że sąd mógł zakwalifikować czyn sprawców z art. 283 k.k. (czyn mniejszej wagi), co zmniejszyłoby potencjalną karę. „(…) Marika mogłaby zostać skazana na karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Sąd mógłby wtedy nawet orzec karę wolnościową na podstawie art. 37a k.k., w tym karę ograniczenia wolności nie niższą od 3 miesięcy z obowiązkiem wykonywania prac społecznych albo grzywnę nie niższą niż od 100 stawek dziennych” – czytam na stronie Ordo Iuris.

Problem taki, że stopień społecznej szkodliwości czynu jest podstawowym kryterium decydującym o tym, czy dany czyn można zakwalifikować jako wypadek mniejszej wagi. Popełnienie występku o charakterze chuligańskim wyklucza możliwość zakwalifikowania go jako wypadku mniejszej wagi. Jest to pogląd utrwalony w orzecznictwie sądowym, o czym z pewnością prawnicy Ordo Iuris wiedzą. Krytykować ich jednak nie zamierzam, ponieważ stają w obronie człowieka i ich obowiązkiem jest podnieść każdy z możliwych argumentów przemawiających na jego rzecz. Chociaż więc cel ich działania uważam za lekko cyniczny i wywołany chęcią przysporzenia przewagi politycznej popieranej przez nich opcji, to jednak to działanie może przyczynić się do dobra, o czym jeszcze napiszę poniżej.

Piszą dalej prawnicy Ordo Iuris: „Nawet przy przyjętej kwalifikacji prawnokarnej (art. 280 § 1 k.k.), bez zastosowania art. 283 k.k., sąd mógł na podstawie art. 37b k.k. orzec jednocześnie karę pozbawienia wolności w wymiarze nieprzekraczającym 6 miesięcy oraz karę ograniczenia wolności do lat 2 (np. poprzez prace społeczne). W tym wypadku Marika mogłaby odbywać karę w systemie dozoru elektronicznego.”

Także nie. Stosowanie przepisów o czynie chuligańskim wyklucza skorzystania z dobrodziejstwa wymierzenia kary mieszanej, gdyż art. 57a § 1 k.k. jest przepisem służącym zaostrzeniu kary. Skoro celem ustawodawcy było zaostrzenie odpowiedzialności za czyn o charakterze chuligańskim, to skorzystanie z przepisu łagodzącego tę odpowiedzialność wyklucza się. Przepis art. 37b k.k. nie ma więc zastosowania wobec przestępstw popełnionych w warunkach art. 57a § 1 k.k.

Art. 57a § 1 k.k. i 37 b k.k. nie pozostają więc w relacji zbiegu NADZWYCZAJNEGO łagodzenia i obostrzenia kary, o czym piszą prawnicy Ordo Iuris, którzy powołują się tu na przepis art. 57 k.k. mówiącym o tym zbiegu.

W wyroku V K 331/22 Sąd Najwyższy stwierdził (analizując art. 37 b k.k. w relacji z art. 57b k.k.), że instytucja określona w art. 37b k.k. nie stanowi podstawy nadzwyczajnego złagodzenia kary (sic!), wobec czego nie dochodzi do zbiegu podstaw do nadzwyczajnego złagodzenia oraz obostrzenia kary, a w związku z tym sąd ma obowiązek zastosować obligatoryjne obostrzenie kary określone w art. 57b k.k.

Tak sprawa wygląda według aktualnie obowiązujących przepisów.

To, ile ta torebka była warta oraz to, że została obroniona nie ma znaczenia. W prawie karnym usiłowanie jest tak samo karane jak zamiar. Sąd nie skazał tu za „wyrywanie torebki” (jak to próbuję przedstawić ludzie w jakiś sposób związani lub sympatyzujący z obecną władzą), tylko za chuligańskie usiłowanie rozboju motywowanego nienawiścią. To dlatego sąd poświecił tak dużo uwagi poglądom oskarżonej i sposobowi jej życia przed popełnieniem przestępstwa. To właśnie konsekwencje tych poglądów i tego sposob życia zaprowadziły ją na ławę oskarżonych. Tego typu przestępstwa są szczególnie niebezpieczne i ścigane przez prawo, bo żadne społeczeństwo nie chce mieć na ulicach watah młodych ludzi „wygrywających torebki”. Następni „wyrywacze” trzy razy się zastanowią, zanim zaczną wyrywać.

Tak samo było zresztą z malowaniem farbą Kościoła. Kto to słyszał, żeby za pomazanie farbą fasady Kościoła od razu był areszt? A był.

Mimo tego wszystkiego, co powyżej napisałem, sympatyzuję ze sprawą Mariki. (nie z nią samą). Uważam, że dostała zbyt surowy wyrok.

Natężenie przemocy w tej sprawie nie było duże. Prawdopodobnie sprawcy nie chcieli też wyrządzić krzywdy pokrzywdzonej. Torba dosyć szybko została puszczona, kiedy sprawcy doszli do wniosku, że bez walki jej nie dostaną. Nie chcieli używać przemocy, chociaż mogli – mieli sporą przewagę.

Zwróćmy uwagę z jaką klasą zachowała się sędzia, która ten wyrok wymierzyła. Poparła wniosek o ułaskawienie. Widać więc, że nie ma uprzedzeń do dziewczyny, tylko w tej fali potępienia, która teraz na nią spada nikt nie jest w stanie tego zauważyć. Prawdopodobnie wymierzenie tej kary dla Mariki było także dla niej jakimś dyskomfortem psychicznym.

Wszystko wreszcie wskazuje na to, że dziewczyna przemyślała swoją postawę w więzieniu i wyciągnęła wnioski. Gdyby nie interwencja ministra Ziobro dziewczyna pewnie i tak opuściłaby więzienie po odbyciu połowy kary.

Mamy więc w prawie jakąś lukę, którą musi uzupełnić ustawodawca. Prawo zbyt okrutne doprowadza do tego, że obywatelom bardziej robi się żal sprawcy niż jego ofiary. Ba – to sprawcę postrzega się jako ofiarę represyjnego systemu.

Sytuacja jest o tyle niekomfortowa, że robi nam się żal, stajemy się tolerancyjni wobec osoby, która sama takiej tolerancji nie okazywała.

Jednak nie można się zgodzić na manipulację – to nie sąd tu zawinił, nie zawinił prokurator. Zawinił system stworzony w budynku na Wiejskiej. Często w trybie pisanym „na kolanie”, bez niezbędnych konsultacji, z pominięciem głosów krytyki płynącym od specjalistów. Tworzony przez politycznych besserwisserów. Stojący ponad zdrowym rozsądkiem. A jeżeli prawo stoi ponad zdrowym rozsądkiem, to nie może być to dobre prawo.

Dlatego nie mogę się nie zgodzić z tymi, którzy podnoszą, że wyrok nie odpowiada społecznemu poczuciu sprawiedliwości. Głośni w tej sprawie są przede wszystkim ludzie „prawej strony”, którzy bajki opowiadają, że wyrok jest ideologiczny, że Marika jest ofiarą „lewackiego” sądu. Oni krzyczą: zły sąd, a nie zauważają, że akt oskarżenia postawił prokurator. A sprawę, co prawda nie Mariki, ale współoskarżonego rozpatrywał sąd odwoławczy.

Gdyby przyjąć tę narrację musielibyśmy założyć, że w sądach i prokuratorach pracują sami lewacy, sami marksiści. Sprowadzając dyskusję na ten poziom absurdu, podtrzymując ją poważnie ją traktując, zawsze będziemy mieć prawa, których będziemy się wstydzić.