Kiedy wydawało się, że dzięki genetykom i archeologom zapanował wreszcie konsensus co do początków języków indoeuropejskich i sam Colin Renfrew, główny promotor hipotezy o ich anatolijskim pochodzeniu, przyznał, że rację miała jednak Marija Gimbutas, wywodząc społeczności indoeuropejskie od pasterzy pontyjskich stepów, tzw. kultury grobów jamowych, językoznawcy postanowili zburzyć model „stepowej genezy” Indoeuropejczyków, przez wielu traktowany już jako udowodniona hipoteza i rozwiązany problem.
28 lipca ukazał się w Science artykuł „Language trees with sampled ancestors support a hybrid model for the origin of Indo-European languages” autorstwa 33 badaczy, od pierwszego z nich zwany pracą zespołu Heggarty’ego (https://www.science.org/doi/10.1126/science.abg0818). Prócz artykułu na stronie czasopisma można znaleźć obszerne Supplementary Materials, prezentujące wyniki prac 89 językoznawców, które posłużyły między innymi do stworzenia bazy danych IE-CoR: A Databases on Cognate Relationships in ‘core’ Indo-European vocabulary (https://www.eva.mpg.de/linguistic-and-cultural-evolution/research/ie-cor/). Mamy zatem solidny kawał solidnych badań, których nie można zignorować, choć wcale nie ma obowiązku zgadzać się z ich konkluzjami. Te są bowiem niczym więcej jak tylko hipotetycznym modelem.
Model ten sami jego twórcy nazywają hybrydowym, łączy bowiem hipotezę anatolijską Colina Renfrew, czy może raczej Tamaza Gamkrelidze i Wiaczesława Iwanowa, z teorią stepową Gimbutas, która dziś z genetycznego punktu widzenia wydaje się nie do obalenia. Skoro nie można jej obalić, można ją jednak zredukować i zawęzić z Indoeuropejczyków do samych Europejczyków, i to nie wszystkich.
Podstawą tego nowego modelu hybrydowego jest bowiem założenie, że język protoindoeuropejski ukształtował się 8120 lat temu na południe od gór Kaukaz i już 7000 lat temu podzielił się na pięć podstawowych odgałęzień. Czyli wszystko działo się zanim w ogóle ukształtowała się pasterska społeczność na czarnomorskich stepach, której początki datuje się na 6500 lat temu, a początki dalekosiężnej ekspansji na 5000 lat temu po opanowaniu technologii jazdy konnej. I dopiero po tej ekspansji sięgającej od Portugalii po Bajkał miał się zacząć według teorii stepowej podział continuum wspólnych dialektów na odrębne języki, będące punktem wyjścia do całych odrębnych gałęzi – italo-celtyckiej, germańskiej, bałto-słowańskiej, indo-irańskiej itp. Tymczasem zespół Heggarty’ego przesuwa pierwotny podział języków indoeuropejskich 2000 czy 3000 lat wstecz. I zakłada, że nosiciele wielu języków nigdy w ogóle nie pojawili się na pontyjskim stepie i nie mieli nic wspólnego z „jamnikami”, czyli koczownikami z tzw. kultury grobów jamowych.
Według tego modelu 8120-7000 lat temu, czyli ok. 6100-5000 lat przed narodzeniem Chrystusa, a więc w głębokim neolicie po południowej stronie Kaukazu miały się już wyodrębnić języki anatolijskie (hetycki), tocharskie, przodek albańskiego, przodek ormiańskiego i przyszłe języki greckie. Ich nosiciele zawędrowali do swoich nowych siedzib np. na Bałkanach omijając w ogóle wschodnioeuropejskie stepy.
Gdy te pięć grup językowych było już ukształtowanych, około 5000 lat p.n.e. jakaś bliżej nieokreślona grupa mówiących jakimś dialektem proto-indoeuropejskim łowców zbieraczy z Zakaukazia (CHG) i północnego Iranu przekroczyć miała góry Kaukaz i wkroczyć na step, gdzie zmieszała się ze wschodnimi łowcami zbieraczami (EHG). To mieszanie miało im zająć 2000 lat i około 3000 lat p.n.e. wreszcie ruszyli na zachód, zapełniać swoimi genami i językami neolityczną, acz powoli nabierającą biegłości w metalurgii Europę. I z tego stepu wywodzą się tylko nosiciele języków bałto-słowiańskich, italskich, dziś w praktyce już tylko romańskich, oraz celtycko-germańskich. Możliwe też, że jakieś drobne grupki „jamników” ruszyły na wschód dokładając swoje trzy grosze do już istniejących ludów tocharskich oraz indoirańskich. Te ostatnie nigdy nie były w Europie, ale z Zakaukazia udały się prosto do Azji Centralnej i na pogranicze Indii i Afganistanu.
Hipoteza hybrydowa wywraca do góry nogami prawie wszystko, co do tej pory uznawane było za pewnik i w kwestii chronologii, i w kwestii pokrewieństwa języków. Zamiast wspólnoty italo-celtyckiej proponuje wyodrębnienie Italów, za to zbliżenie Celtów i Germanów. Najbardziej dramatyczne dla naszego obrazu wyobrażonych przodków jest natomiast uznanie, że Bałto-Słowianie i Indo-Irańczycy nie mieli ze sobą wiele wspólnego. Pożegnać się trzeba nie tylko z rojeniami o słowiańskich Wedach czy Aweście, ale i przyznać, że rola Scytów i Sarmatów w dziejach Słowiańszczyzny niewiele się różniła od roli Awarów, Chazarów czy Tatarów.
Zaproponowana hipoteza hybrydowa pozornie może wydawać się kompromisem, jakiego poszukiwali epigoni teorii anatolijskiego pochodzenia Indoeuropejczyków. Wobec dowodów na rzecz teorii stepowej zgromadzonych w drugiej dekadzie obecnego stulecia przez genetyków, zakładali, że może jednak jakiś zaczątek przyszłego języka proto-indoeuropejskiego sięgał bardzo odległymi korzeniami Zakaukazia, że ten pierwotny prajęzyk miał jakiś związek np. z językami kaukaskimi a konkretnie abchasko-adygejskimi i dopiero na stepie po kontakcie z ludnością proto-ugro-fińską powstał nowy język, matka połowy języków świata. Taki kompromis akceptowali też zwolennicy teorii stepowej, bo przecież wiadomo było, że przed wynalezieniem pasterstwa, step był w zasadzie bezludny i jego przyszli mieszkańcy skądś tam przyjść musieli, w sumie czemu, by nie miało to być Zakaukazie. Skąd przyszli nie miało znaczenia, ponieważ ukształtowali się dopiero na stepie.
Jednak teoria hybrydowa to zdecydowanie co innego niż kompromis zwolenników Gimbutas i Renfrew. To między innymi przekreślenie roli Bałkanów w rozprzestrzenianiu się języków anatolijskich, greckich i ormiańskich. To wręcz likwidacja roli Bałkanów jako continuum dialektalnego, skoro od południa zasiedlili je przybysze z Anatolii – Grecy i Albańczycy, a od północy ekspandowali Italowie, Celtowie i Słowianie w końcu. Języki Ilirów, Traków i Daków znamy zbyt słabo, wypadają w ogóle z ogólnego schematu, strefa paleobałkańska staje się fikcją historiograficzną.
Teoria hybrydowa z jej przesunięciem w odległą przeszłość rozpadu wspólnoty indoeuropejskiej, wręcz do przedceramicznego neolitu, powoduje, że czynione od 200 lat obserwacje podobieństw wierzeń, poetyki, instytucji społecznych, zwyczajów, prawa, sztuki wojennej między aryjskimi Indiami a celtycką Irlandią tracą jakikolwiek sens dla rekonstruowania życia Proto-Indoeuropejczyków, a są co najwyżej przykładem szerzenia się na kontynencie eurazjatyckim konkretnych nowych technologii i nowo wymyślanych idei, całkowicie nieobecnych 8120 lat temu we wspólnej kolebce społeczności proto-indoeuropejskiej, łowców zbieraczy z Wyżyny Armeńskiej, podejmujących pierwsze eksperymenty rolnicze. Żyjący w segmentarnych wspólnotach łowcy i proto-rolnicy nie mogli mieć przecież dziedzicznych riksów-radżów, wojowników na rydwanach czy wyspecjalizowanej kasty kapłańskiej.


Kompetencje językoznawcze i rzetelność badawcza twórców tej teorii nie pozwalają, by ten hybrydowy model lekceważyć. Zarazem jednak rozliczne wątpliwości, jakie on wywołuje, nakazują daleko idącą powściągliwość w zachwycaniu się nowinką i jedną jedyną właściwą na dziś reakcję: „Sprawdzam”.
Autor: prof. Gościwit Malinowski
Profesor w Instytucie Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych Uniwersytetu Wrocławskiego; więcej na blogu:
http://hellenopolonica.blogspot.com oraz na stronie:
https://wroc.academia.edu/GosciwitMalinowski
Zostaw komentarz