Węgierski Franz Kafka z dworca kolejowego w Szerencs, przedstawiciel filii delegatury Stowarzyszenia Wielkowęgierskich Pisarzy w Nyíregyháza, w poniedziałek rano powiesił się na lipie rosnącej koło budynku dworcowego. Wisiał tak dyndając na wietrze kilka godzin zanim przyjechał prokurator z Nyíregyháza i kazał go odciąć. W tym czasie wiele osób zdążyło zrobić zdjęcia, w tym także patoselfiki z wisielcem w tle, na Instagrama. Biurko w kącie dworca było wywrócone, a na nim wyrzeźbiony napis: „Nem, nem, soha!” („Nie, nie, nigdy!”), który w tej sytuacji miał inne od pierwotnego znaczenie. Dokumenty były porozrzucane, kawa niedopita.

– Szkoda gościa, może nie był tu najbardziej potrzebnym pracownikiem, ale jakoś tak przywykliśmy do niego – powiedział wyraźnie skacowany kierownik stacji pociągając piwo Borsodi z zielonej puszki. – Gdyby zapijał z nami weekend jak zwykle, nie doszłoby do tego. Ale on się odłączył i zaczął wspominki, całe to rozbebeszanie przeszłości i zaszłości. To go zmotywowało do wieszania się.

– Męczył się, życie go bardzo bolało, może to i lepiej, że się wyhuśtał – powiedział nastawniczy. Urzędował tu przy lichym biurku, petenci go nie szanowali, musiał żyć jakoś z tymi tysiącami odrzuconych podań, pijał najtańszą kawę, okularów nie zmieniał od 20 lat, zapadał się w sobie.

– Nieprawda – powiedziała kasjerka wychylając karykaturalnie głowę spod okienka, tak że ledwo mieściła się ona w otworze okiennym. On miał plany na przyszłość. Chciał tę robotę rzucić w cholerę i zostać kelnerem albo chociaż marynarzem. Miał plany, ale nic z nich jak widać nie wyszło. Może za późno to zaplanował.

– Trzeba będzie chyba to biurko w takim razie wraz z dokumentami usunąć – zabrał głos sprzątacz na stacji w Szerencs. – Na dokumentach ja się nie znam, ale biurko mogę zabrać do kotłowni, tam jest takie fajne miejsce na nie.

– Biurko zostaje – powiedział kierownik stacji – wmuruje się w nie tablicę pamiątkową po denacie. Polubiłem gościa, zasłużył na to. Papiery odesłać następnym pociągiem do Nyíregyháza, niech oni się tym zajmą.

Ruch pociągów został wstrzymany decyzją kierownika stacji na dobę. Ku czci Franza Kafki. Tym sposobem kierownik stacji mając odpowiedni pretekst zrealizował swoje lenistwo kolejowe.

– Ciekawe, że on tak nagle bez zapowiedzi, się powiesił – powiedziała kasjerka.

– Nie do końca, on od kilku miesięcy powtarzał, że już swoje życie przeżył i teraz jest w takiej jakby poczekalni, z której nie ma wyjścia do lepszego świata. Mówił też, że czuje się jakby miał 90 lat, a ma tylko niespełna 50. I że jego jedyną radością jest karmienie gołombów przed dworcem. Chlebem wynoszonym po kryjomu z zakładowej stołówki. – powiedział nastawniczy.

– Lipę, na której się powiesił trzeba ściąć, bo będzie się źle kojarzyła. A potem zapraszam do mnie do biura, solidnie się napijemy. Mam dwa litry gruszkówki i litr palinki. Zamknę dworzec na tydzień chyba. Tak bardzo żal mi się zrobiło po tym Kafce. A mógł chłop nadal żyć.

W tym czasie odjechał ostatni pociąg do Debreczyna.