Analiza sytuacji zewnętrznej

Przed paroma dniami Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej podpisał Zarządzenie wyznaczające termin wyborów parlamentarnych na dzień 15 października 2023 r. Tym samym oficjalnie rozpoczęła się kampania wyborcza, która jest wyznaczana przez normy uregulowane w Kodeksie Wyborczym. Okres prekampanii tym samym minął. Po krótce oznacza to, że wydatki na kampanię wyborczą muszą być bezpośrednio ponoszone przez komitety wyborcze oraz obowiązuje specjalny (krótki) termin składania pozwów w tzw. trybie wyborczym. Oznacza to więc, że każdy komitet będzie mógł złożyć taki pozew, który podlega szybkiemu rozpoczęciu procesu i wydania werdyktu. Zobaczymy jak bardzo będzie to narzędzie wykorzystywane przez poszczególne komitety wyborcze. W praktyce jest to bardzo dobre narzędzie, które może być wykorzystywane do bieżącej rywalizacji wyborczej. W taki sposób można zmuszać przeciwnika do zmiany narracji i przestrzegania reguł zgodnych z Kodeksem Wyborczym. Skoro najważniejsze formalności mamy już za sobą, to mogę teraz przejść do zasadniczej części mojego tekstu, który będzie bardzo wstępną analizą wyborczą trwającej już kampanii. Zanim jednak to zrobię, chciałbym nakreślić nieco szerszy kontekst niźli naszą sytuację wewnętrzną, która powiem to wprost – jest oderwana od międzynarodowej rzeczywistości. Zwłaszcza w naszej sferze medialno-internetowej.

Nadchodzące wybory parlamentarne jak słusznie zauważają praktycznie wszyscy polscy politycy (sic!) będą najważniejszymi wyborami od 1989 r. Powiem nawet więcej i jednocześnie zaryzykuję. Stawka tych wyborów będzie najważniejszą próbą z jaką będziemy się mierzyć od 1945 r. Tutaj nie chodzi tylko i wyłącznie od tego, kto w ostatecznym rozrachunku wygra te wybory. Owszem, to jest bardzo ważne i każdy zapewne (także i ja) inaczej będziemy wskazywać kto te wybory powinien wygrać. Moje poglądy są powszechnie znane, więc nie będę prowadził tutaj politycznej agitacji bo to nie jest celem tego tekstu. Powiem jedynie tylko tyle, że każdy z nas ma subiektywną ocenę rzeczywistości. Każdy patrzy inaczej na dane sprawy i wyciągając z tego wnioski podejmuje decyzje wyborczą na podstawie własnych poglądów. Wszyscy mamy pełne prawo do wyboru i publicznego głoszenia swoich poglądów. Pamiętajmy o tym i cieszmy się z tego, że to posiadamy, gdyż wiele poprzednich pokoleń Polaków za to przelewało swoją krew i gdyby dzisiaj na nas patrzyli, to pozazdrościli by nam tego wszystkiego.

Musimy sobie zdać sprawę z tego, że od naszych wyborczych preferencji i przede wszystkim podejścia społeczeństwa polskiego do tych wyborów będą zależeć dalsze losy naszej ojczyzny i przyszłość kolejnych pokoleń Polaków. Od dwóch lat tuż za naszą wschodnią granicą trwa pełnoskalowa wojna, która ma wpływ zarówno na nasze położenie geopolityczne, bezpieczeństwo, jak i naszą sytuację wewnętrzną. Do tego od trzech lat jesteśmy świadkami wojny hybrydowej, której scenariusze (póki co mające charakter miękkiego oddziaływania – kwestia sztucznie wywołanej i realizowanej wobec nas presji migracyjnej) realizuje Moskwa poprzez Białoruś, która w tym przypadku jest narzędziem Kremla do oddziaływania na Unię Europejską i NATO. Do tego wszystkiego doszła globalna pandemia koronawirusa, która doprowadziła do pogłębienia kryzysu społecznego oraz ekonomicznego. W cieniu tego wszystkiego mamy do czynienia z zachodzącymi globalnymi zmianami szeroko rozumianego ładu światowego i narastanie rywalizacji mocarstw o dominację. Z zasadniczą i pierwszoplanową rolą Stanów Zjednoczonych i Pekinu, których rywalizacja może doprowadzić do wybuchu pełnoskalowej III Wojny Światowej do końca drugiej dekady XXI w. Wojna na Ukrainie to zaledwie część skomplikowanej globalnej układanki, którą na co dzień zazwyczaj kompletnie się nie interesujemy. Praktycznie wojną na wschodzie już się nie interesujemy, gdyż ona już nam totalnie spowszedniała. Natomiast coraz bardziej dostrzegamy brak dobrej woli ze strony Kijowa w naszych bilateralnych relacjach oraz coraz bardziej jesteśmy zmęczeni obecnością obywateli Ukrainy w Polsce. W tym miejscu dam nam wszystkich dobrą radę: przyzwyczajmy się do ich obecności i cieszmy się tym, że oni tutaj są i naprawdę róbmy wszystko, aby oni tutaj nie tylko zostali na stałe, ale żeby było ich jak najwięcej. Zwłaszcza, że nasza sytuacja demograficzna z racji złych rządów SLD i niestety AWS robi się coraz bardziej dla nas niekorzystna i niebezpieczna w perspektywie długoterminowej. Musimy zacząć myśleć o stworzeniu prawdziwej polityki migracyjnej i asymilacyjnej, gdyż z ww. przyczyn nie mamy już innych realnych alternatyw poprawy demografii. O tym jednak będę pisał w dalszych częściach tego tekstu.

Panująca sytuacja na frontach wojny ukraińskiej, jak i sytuacja Kijowa jest skomplikowana i niestety niekorzystna dla Ukrainy. Ofensywa wojsk ukraińskich na południowym kierunku operacyjnym nie przebiega tak jakbyśmy sobie tego życzyli. My, czyli Zachód i Ukraina. Rosja zmierza do zamrożenia konfliktu z czym zgadzał się do tej pory Pekin i jednocześnie żąda do uznania przez Kijów faktu, że podbite terytoria na Południu i Wschodzie są częścią Federacji Rosyjskiej. Rosja chce, aby Zachód wymusił na Ukrainie ustępstwa i ograniczył swoją dotychczasową pomoc. Sądzę, że Rosjanie przyjęli strategię opierającą się na założeniu, że muszą oni zatrzymać ofensywę i poczekać do rozstrzygnięć wyborczych w Stanach Zjednoczonych, które będą kluczowe dla losów obecnie trwającej wojny. Jednocześnie ta determinacja Rosji zmierza do wyizolowania Ukrainy i zniszczenia jej gospodarki. Temu służyło wycofanie się z porozumienia zbożowego zawartego między Rosją, Ukrainą i Turcją. Tuż po upływie terminu obowiązywania porozumienia Rosja przystąpiła do systemowego niszczenia ukraińskich magazynów w Odessie. Rezultatem tych decyzji jest to, że cena zboża na światowych rynkach wzrośnie, a to oznacza powstanie dużych konsekwencji dla kontynentu afrykańskiego. Zwłaszcza dla krajów należących do Afryki Subsaharyjskiej (Kraje Maghrebu) i Afryki Środkowej. Należy również pamiętać o tym, że podniesie ceny zbóż na światowych rynkach będzie prowadziło do kryzysu egzystencjalnego – żywieniowego w wielu krajach Afryki, a w konsekwencji przerodzi się to w zwiększeniem naporu migrantów na południowych graniach UE. Kreml przed laty wykorzystał podobną sytuację, która doprowadziła do wybuchu tzw. Arabskiej Rewolucji w takich krajach jak Egipt, Libia, Tunezja i Syria. Wykorzystał także słabną pozycję Francji w Krajach Afryki Subsaharyjskiej instalując swoje wpływy w takich państwach jak: Republika Środkowej Afryki, Sudan Południowy i Libia. Teraz będzie wykorzystywał trwającą wojnę na Ukrainie do zwiększenia presji na kontynent afrykański i próbę wywołania kryzysów politycznych w kolejnych krajach. To wszystko ma w rezultacie zmusić do przyjęcia przez Zachód warunków Moskwy. W ten sposób Rosja zamierza wygrać wojnę z Ukrainą i zyskać czas na przygotowania do kolejnych wojen w przyszłości. Elity polityczne Rosji, jak i zasadnicza większość społeczeństwa rosyjskiego nie porzucili swojej wcześniejszej perspektywy i planów związanych z przyszłością państw, które do 1991 r. stanowiły część Związku Sowieckiego. Uważam, że perspektywa rosyjskich planów wykracza poza te regiony, to oznacza, że Kreml nie porzucił swoich planów dominacji na kontynencie europejskim. Dla nas wydaje się to wszystko political fiction. Zwłaszcza, gdy spojrzymy na statystyki rosyjskich strat na froncie ukraińskim. One robią piorunujące wrażenie dla każdego, ale to nie oznacza, że Rosja utraciła zasoby do dalszego kontynuowania wojny. Wprost przeciwnie, Rosja dopóki istnieje jej przemysł zbrojeniowy i posiada pieniądze, dopóty pozostaje nadal groźnym przeciwnikiem, który w sytuacji, gdy wojna przejdzie do fazy czasowo zamrożonego konfliktu zyska czas na odbudowę swojego potencjału militarnego. Każdy z nas widział publikowane w Internecie filmy i zdjęcia na których były obecne dzieci i młodzież rosyjska byli przebrani za żołnierzy. Kreml przeprowadza proces indoktrynacji w szkołach po to, aby wychowywać kolejne pokolenia w poczuciu przede wszystkim zemsty i żądzy odwetu. Dlatego dopóki Rosja istnieje w bieżącym kształcie politycznym, dopóty istnieć zawsze będzie zagrożenie z tego kierunku. Musimy to przyjąć i nauczyć się z tym żyć jednocześnie przygotowując państwo do długotrwałej konfrontacji i rywalizacji z Rosją. Dlatego w naszym interesie jest to, aby wszystkie segmenty państwa byłyby przygotowane na tą sytuację oraz potencjalny wybuch wojny z Rosją w przyszłości. Równie ważne jest to, że musimy także przyglądać się uważnie sytuacji na Dalekim Wschodzie w regionie Pacyfiku i Oceanii, gdyż od tego, jak będzie ta wyglądać sytuacja geopolityczna zależy nasze położenie geopolityczne.

Kampania wyborcza

Dlatego trwająca kampania wyborcza nie może tylko i wyłącznie dotyczyć spraw stricte wewnętrznych. Tym bardziej, że kolejne lata drugiej dekady XXI wieku, jak i kolejne to szereg wyzwań o których najwyraźniej zapominamy, a od których uciekają politycy od 1989 r. Niestety, ale w moim przekonaniu okres 1989-2005 były latami rządów, które były po prostu złe. Niestety, ale niezależnie od naszych codziennych sympatii, czy też antypatii politycznych złe decyzje i źle przeprowadzone reformy skutkują problemami z którymi się aktualnie mierzymy, a które będą nas zmuszać do podjęcia tych wyzwań. Kryzys mieszkaniowy, kryzys demograficzny, kryzys energetyczny, kryzys hydrologiczny, źle funkcjonujący system edukacji, kryzys infrastrukturalny – kolejowy, przyszłość całego systemu emerytalnego, to tylko krótka lista tych wyzwań. Mam nadzieję, że każdy z nas to dostrzega. Niestety zamiast spierać się i dyskutować o tych rzeczach politycy chcą wywoływać emocje, które mają wzmacniać proces mobilizacji własnych elektoratów i wzmacniać polaryzację społeczną. Radykalizacja nastrojów politycznych to jeden z przejawów tej strategii, która niestety uniemożliwia rozpoczęcie rzeczowych dyskusji i sporów, które będą bezpośrednio odnosiły się do części wymienionych powyżej problemów, które dotyczą zupełnie odmiennych sfer naszego codziennego życia. Politycy wszystkich partii powinni pamiętać o tym, że ich powołaniem jest służenie ludziom. To oznacza w gruncie rzeczy, że każdy polityk niezależnie od tego z jakiej partii się wywodzi i jakie ma poglądy ma kierować się przede wszystkim interesem wszystkich obywateli, interes państwa i pracować dla dobra kolejnych pokoleń. Natomiast rolą polityka nie jest to, aby myśleć wyłącznie o własnym interesie. Niestety, ale moim zdaniem wygłaszane przez Posłów słowa roty przysięgi są traktowane wyłącznie jako formalność, która pozbawiona jest rzeczywistego przywiązania do tych słów. Gdyby było inaczej, to nie mielibyśmy do czynienia z narastającą tendencją obniżania się kultury politycznej w parlamencie. Osobiście uważam, że największym przeciwnikiem politycznej normalności i głównym winowajcą tego wszystkie są mass media, czyli media tradycyjne i social media. Przepraszam, ale działalność polityków na głównych mediach społecznościowych przypomina cyrk i przedstawia karykaturę tego jak powinien wyglądać prawdziwy polityk i jak powinien on funkcjonować. Spory na twitterze przypominają bardzo często gierki, które opierają się na zasadzie: „kto pierwszy zaorze drugą osobę”. Politycy muszą zrozumieć jedno, że największym problemem o którym wszyscy już chyba zapominają, to chroniczny brak zaufania obywateli do państwa, a najbardziej do polityków. Tego nie zmienią żadne proste i tanie polityczne happeningi w parlamencie, wyreżyserowana polityczna retoryka, ani żadne marsze.
Obecna kampania wyborcza tak jak poprzednia opiera się także na wzajemnych oskarżeniach i przedstawiania wyliczanek niespełnionych obietnic i popełnionych win. Niestety, ale także większość zaangażowanych obywateli w tym uczestniczy i nie dostrzega tego, że to nie prowadzi do rozwiązywania problemów. Wyborcy oczekują poważnego podejścia polityków i zrozumienia problemów z którymi na co dzień się borykają. Ci politycy, którzy pojawiają się w swoich własnych okręgach nie na czas kampanii wyborczej tylko są obecni i rozmawiają z obywatelami przez całe cztery lata kadencji zasługują na najwyższe uznanie. Niezależnie od tego jakie mają poglądy i jaką partię reprezentują, gdyż to jest prawidłowe podejście funkcjonariusza publicznego do obywatela. Zrozumienie rzeczywistości jest możliwe tylko i wyłącznie wtedy, gdy polityk ma bezpośredni kontakt z obywatelami. Nie tylko z własnymi wyborami i osobami, które go popierają, gdyż to na ogół prowadzi do zaburzenia rzeczywistej percepcji. Tutaj pozwolę przedstawić pewną dygresję, która pozwoli nieco szerzej zrozumieć to, co starałem się powyżej przedstawić. Być może wielu z nas oglądało jeden z filmów, który przedstawiał postać Premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla. Mam tutaj na myśli film pt. „Darknes Hour – Czas morku” w którym jest taka jedna bardzo ciekawa scena. Otóż, gdy powstało pytanie jak Wielka Brytania powinna zareagować na dotkliwą klęskę we Francji i przedstawione przez Adolfa Hitlera i III Rzeszą Niemiecką propozycje układu, to Winston Churchill – Premier Wielkiej Brytanii w filmie był namawiany przez Ministra Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii – Edwarda Fredericka Lindley’a Wooda, hrabiego Halifax do przyjęcia propozycji Hitlera za pośrednictwem Włoch (pomijam już na potrzebę tego tekstu meritum tej propozycji, gdyż to nie jest istotne na czym ona polegała). Churchill nie był przekonany do tego i stanowczo nie chciał zdawać się na łaski Hitlera. Był zdecydowany odrzucić tę propozycję, ale nie był pewien jak zareaguje społeczeństwo. Co więc zrobił? Dodajmy, to jest fikcja reżyserka, ale moim zdaniem ma ona głębokie przesłanie do polityków. Churchill miał udać się swoim służbowym samochodem do Pałacu Westminster gdzie miał wygłosić przemówienie odnoszące się do sytuacji w Dunkierce i złożonych niemieckich propozycji. Postanowił jednak wybrać inny środek transportu – metro. Gdy wszedł do wagonu metra zapanowała całkowita konsternacja. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż politycy praktycznie nigdy nie wybierają takiego środka transportu. Chyba, że trwa kampania wyborcza. Nie wiedząc jak się zachować Churchill zapytał się, czy ktoś ma zapałkę? Bardzo szybko udało mu się zagaić rozmowę i w rezultacie przeszedł do sprawy propozycji niemieckich. Chciał wiedzieć, jakie jest spojrzenie zwykłych londyńczyków, którzy codziennie jadą tym samym środkiem transportu do pracy. W filmie jednoznacznie byli oni przeciw tych propozycji, a więc także przeciw byłemu premierowi Nevillowi Chamberlainowi oraz ministrowi halifaxowi, którzy zachęcali Churchilla od przyjęcia propozycji niemieckich. Przedstawienie stanowiska przez zwykłych ludzi w metrze pozwoliło Churchillowi (w filmie rzecz jasna) utwierdzić się w przekonaniu, że to on ma rację i tego oczekuje społeczeństwo. Te odwołanie się do powyższej sceny filmowej bez względu na to, czy była ona w rzeczywistości realna (Churchill nie był w rzeczywistości w metrze) jest ważne. Politycy jeśli chcą zabiegać o poparcie i utrzymanie władzy muszą rozmawiać ze zwykłymi ludźmi przez całą kadencję, gdy wykonują funkcje posłów oraz senatorów lub, gdy pełnią stanowiska ministrów. Czasami warto jest przed podjęciem decyzji odwołać się do głosu społeczeństwa (narodu) i poznać jego rzeczywiste preferencje niźli polegać tylko na głosach zwolenników lub doradców. Żaden sondaż nie zastąpi prawdziwej rozmowy. Po pierwsze, wtedy polityk buduje swoją pozycję i inaczej społeczeństwo ocenia takiego polityka. Wtedy jest dużo łatwiej takiemu politykowi zaufać. Po drugie, to zawsze wzmacnia siłę ostatecznych poglądów i zdania w danych sprawach. W takich sytuacjach przeciwnikowi politycznemu jest dużo ciężej obalić taki pogląd i stanowisko. Zaufanie, bezpośredni kontakt z obywatelem, przywiązanie do słów przysięgi oraz rzetelna i ciężka praca to powinny być elementy, którymi powinien się odznaczać każdy kto chce wyznaczać politykę państwa i tym samym wpływać na przyszłość każdego obywatela. Niestety, ale tych cech i zasad brakuje wielu współczesnym politykom. Nie tylko polskim.

Niestety, ale obecna kampania wyborcza to festiwal odgrzewanych kotletów z poprzednich kampanii wyborczych. Platforma Obywatelska stara się skopiować kampanię z 2007 r. zmieniając w niewielkim zarysie ogólny plan i strategię kampanii. Niestety doprowadzając do wzrostu polaryzacji, radykalizacji nastrojów w grupach swojego elektoratu oraz opierając jej zasadnicze założenia na tworzeniu czarnej propagandy, która bezpośrednio jest zaadresowana do Prawa i Sprawiedliwości jako cyt. „największego zła”. Donald Tusk wykorzystuje fakt społecznego zmęczenia się ośmioletnimi rządami PiS-u, które jest naturalną tendencją w systemie demokratycznym. To samo przerabiała niegdyś Platforma Obywatelska, która była „uwiązana” licznymi aferami i bagażem swoich ośmioletnich rządów. Obecnie jednak społeczeństwo polskie AD 2023 jest inne od tego z 2015 r., a tym bardziej z 2007 r. To skutek ostatnich dobrych ośmiu lat (pod względem ekonomicznym) dla wielu obywateli, którzy po raz pierwszy od 1989 r. zostali zauważeni przez państwo. Tutaj jest mowa o tej części społeczeństwa, które skorzystało na programach społecznych obecnej władzy. Na czym polegał sukces PiS w 2015 i 2019 r.? Na to pytanie nie odpowiedzieli sobie w sposób prawidłowy politycy opozycji, a przede wszystkim elity III RP. Oni uważają, że to efekt manipulacji prowadzonej przez TVP, która ma oddziaływanie w mniejszych ośrodkach niźli regiony wielkomiejskie. Pozwólcie Państwo, że wyprowadzę te osoby z błędu. Nie, to efekt programów wsparcia. Wiele osób wskazuje, że to niewielkie wsparcie finansowe, które jest bardzo kosztowne i prowadzi do patologii. Nie mówiąc o wzroście poziomu zadłużenia. Niedoceniany jest natomiast fakt, że te programy to pewien symbol. Przede wszystkim docenienia i zauważenia po raz pierwszy od 1989 r. tych, których państwo pozostawiło samych sobie (przez takich reformatorów jak Leszek Balcerowicz, Janusz Lewandowski i inni tzw. liberałowie). Wszystkie te programy i fundusze dotacyjne skierowane do mniejszych regionów (głównie małych powiatowych miasteczek i wsi) pozwoliło utwierdzić tę część społeczeństwa polskiego, która czuje się skrzywdzona przez rządy i politykę III RP. To jest moim zdaniem zasadnicza przyczyna wzrostu frekwencji w ciągu ostatnich lat i logiczna przyczyna wygranych wszystkich wyborów w latach 2015-2020. Co więcej, pojawianie się w mediach tzw. obozu III RP relacji celebrytów, którzy byli oburzeni zachowaniem się rodzin z dziećmi na wakacjach w ciągu ostatnich lat systematycznie mogło utwierdzać w przekonaniu, że elity III RP traktują osoby, które korzystają z tych programów (zwłaszcza z mniejszych regionów Polski) jako obywateli drugiej kategorii. Najpierw medialni celebryci lekceważąco i pogardliwie wypowiadają w odniesieniu do wyborców PiS, a potem próbują zrozumieć przyczyny dlaczego PiS nadal ma duże poparcie. To przypomina słaby film komediowy w którym główni aktorzy nie mogą zrozumieć dlaczego film okazał się kompletnym niewypałem. Jednakże od czasów wielkich zwycięstw PiS upłynęło ponad 3 lata. To był czas pandemii, wojny i wzrostu inflacji do wielkich rozmiarów, która w rezultacie drenuje kieszenie społeczeństwa. Ci wyborcy, którzy głosowali na PiS w ostatnich wyborach zmienili swoje poglądy w wielu obszarach na dużo bardziej liberalne (także w sferze światopoglądowe) ten proces jest też zasadniczo związany z trwającym kryzysem kościoła, a właściwie jego pozycji w społeczeństwie i efekt wielkiej ofensywy ideologicznej, która jest realizowana przez zachodnie koncerny, w tym takie platformy jak Netflix oraz media społecznościowe. Niestety, ale PiS w moim przekonaniu nie docenił siły social mediów i tego, co ja określam „społeczeństwem tik-tokowym”. Zamiast budować własnych influenserów pozwolono, aby takie osoby jak Zbigniew Stonoga, czy także Michał Kołodziejczak budowały swoje radykalne przekazy, a należało odpowiadać tym ludziom i budować własny przekaz. W moim przekonaniu popełniono także błędu w braku budowania dobrze przygotowanych z miękkim przekazem koncernów medialnych. Nie powstała także żadna komórka, która zajmowałaby się analizą mediów i pojawiających się informacji oraz przygotowywaniem we współpracy z doradcami od PR przekazu partyjnego. Takie komórki złożone z wykwalifikowanych specjalistów powinny już dawno powstać, a na kampanię wyborczą byłyby idealnym narzędziem oraz platformami kształtującym przekaz wyborczy.
Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało, że jednym z głównych motywów kampanii wyborczej (aktualnie jesteśmy jeszcze przed główną konwencją wyborczą i programową w czasie której zostaną ujawnione propozycje na kolejne osiem lat – przełom sierpnia/września) jest inicjatywa referendum. Poznaliśmy już dwa pytania. Pierwsze dotyczy wyprzedaży państwowych przedsiębiorstw. Dziś, tj. 12 sierpnia 2023 r. poznaliśmy kolejne pytanie dotyczące kwestii podnoszenia wieku emerytalnego. Reakcja opozycji na tę inicjatywę jest bardzo ciekawa i w gruncie rzeczy świadcząca o tym, że PiS podnosi pewną poprzeczkę do góry nie w kontekście stricte wyborczym, ale w kontekście najbliższej nowej kadencji parlamentarnej. Potencjalne powodzenie referendum będzie możliwe tylko wtedy, gdy frekwencja przekroczy próg pięćdziesięciu procent wyborców. Referendum to będzie wiążące i trudno będzie podejmować decyzje w tych obszarach, które były przedmiotem takiego referendum. Sukces referendalny będzie powodował, że przyszły rząd będzie związany wynikami takiego referendum. Krytyka tej inicjatywy oparta jest na wskazywaniu, że to „odgrzewane kotelty”. Jest w tym trochę prawdy, gdyż pytania, które poznaliśmy były już przedmiotem i głównymi motywami kampanii wyborczej PiS w 2015 r. Problem polega jednak na tym, że ta krytyka partii opozycyjnych może nie wynikać tylko i wyłącznie z obawy, że w ten sposób PiS chce narzucić tematy, którymi interesować się będzie dyskurs publiczny, ale być może ta krytyka ma dużo głębsze źródła niż się wielu może wydawać. Źródła te bezpośrednią prowadzą w kierunku zachodnim. Na to żadnych dowodów rzecz jasna nie mamy, gdyż żaden polityk partii opozycyjnej tego nie powie, ale uważny obserwator okresu rządów z lat 1997-2001, 2001-2004, 2007-2015 (rządy AWS, SLD, PSL i PO) dostrzeże, że politycy obecnej PO i PSL mieli ambiwalentne podejście do państwowych przedsiębiorstw wyprzedając je za symboliczne pieniądze, a które potem przynosiły duże zyski zachodnim koncernom. Najczęściej dochodziło do celowego wykupu i zniszczenia takiego przedsiębiorstwa, gdyż stanowiło ono konkurencję. Moim zasadniczym pytaniem jest, dlaczego nikt nigdy za tę rabunkową politykę nie odpowiedział? Moim zdaniem to są sprawy, które należy kwalifikować do rangi zdrady stanu. Zwłaszcza wtedy, gdy rezultatem takiej prywatyzacji jest zniszczenie przedsiębiorstwa. Politycy, którzy zgadzali się realizować taką politykę powinni zostać odizolowani od polskiej polityki na zawsze i w sytuacji, gdy złamali prawo powinni odpowiadać karnie. Bez względu na to z jakiej grupy społecznej się wywodzą, jaką mają pozycję społeczną, jaki mają stan majątkowy, jaką opcję polityczną reprezentują. Nie może być zgody na funkcjonowanie nieformalnej zasady: „Wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych ludzi”. Niemniej, istotne jest to, że wiążące referendum będzie problemem dla każdej opcji, która ma lub będzie miała inne plany w tych sferach niźli głos społeczeństwa. Forsowanie decyzji, które będą inne od stanowiska społeczeństwa wyrażonego podczas referendum będzie politycznym samobójstwem dla przyszłego rządu. Trzeba również zauważyć, że politycy przyzwyczaili się do tego, że naród jest suwerenem przed samymi wyborami i w czasie głosowania. Po zakończeniu wyborów społeczeństwo i naród nie ma żadnego wpływu na to jakie są podejmowane decyzje. Byłoby inaczej, gdyby polska demokracja byłaby bardziej bezpośrednia, a inicjatywa referendum należy do elementów demokracji bezpośredniej. Moim zdaniem w tę stronę powinniśmy zmierzać, ale pytanie jest jednak takie, czy tego chcemy, czy lepiej zaufać politykom i przez kolejne cztery lata nie mieć żadnego praktycznie wpływu na to, jakie decyzje są podejmowane? Podwyższenie wieku emerytalnego oraz wyprzedawanie polskiego majątku narodowego przez ekipę PO i PSL nie były motywami przewodnimi kampanii wyborczej z 2007 r. Nie informowano społeczeństwa o tym, że te partie zamierzają realizować te inicjatywy mające w tamtym czasie charakter „poufny” i niedostępny opinii publicznej. Dokładnie tak samo wyglądała kampania w 2011 r. Czy ktoś informował społeczeństwo o tym, że zamierza się zlikwidować OFE lub podwyższać wiek emerytalny? Oczywiście nie. Jednakże brak szczerości w kampanii wyborczej prowadzi do nieuchronnego wyciągnięcia wniosku. To jest właśnie przykład pokazujący, że dani politycy kompletnie nie szanują społeczeństwa, czyli ludzi w imieniu i dla których sprawowane są rządy. Jak więc potem społeczeństwo może ufać takim politykom, jak może ufać państwu, które wielokrotnie ich oszukało? Takie społeczeństwo zawsze będzie podchodzić nieufnie do państwa i z wielką ostrożnością będzie oceniało wszelkie zapowiedzi polityków. Jak już wcześnie pisałem, III RP wiele zrobiła ku temu, aby społeczeństwo nie ufało państwu i trudno się dziwić, że tak właśnie jest. Najbardziej jest to widoczne w elektoracie rolników. Zauważmy, że nawet dobre pomysły i inicjatywy często napotykają duży opór bo to wynika z braku zaufania państwu polskiemu, które rolników wielokrotnie oszukało i pozostawiło samych sobie. Trzydziestoletnich zaniedbań i lekceważenia społeczeństwa przez rządy polityków reprezentujących grupy interesu III RP nie da się wyrównać przez okres jednej lub dwóch kadencji, a zwłaszcza wtedy, gdy przychodzi oczywiste wyczerpywanie materiału rządzących i stopniowe tracenie kontaktu z rzeczywistością. Dlatego pozwoliłem sobie nawiązać wcześniej do filmu „Czas mroku” bo polscy politycy powinni sobie tę scenę uważnie obejrzeć i wyciągnąć z niej wnioski.

Właśnie dlatego politycy zamiast prawdziwych poważnych dyskusji na tematy, którymi są bezpośrednio zainteresowani obywatele próbują doprowadzić do radykalizacji nastrojów i polaryzacji odwołując się do ludzkich emocji. Tylko pamiętajmy o tym, że to nie jest poważna polityka tylko czysty polityczny machiawelizm, który służy zrealizowania żądzy zdobycia władzy jako celu samym w sobie. Dla takich ludzi ważna jest przysłowiowa: służbowa fura, posiadanie własnej sekretarki, doradców i szeregu innych przywilejów. Jeśli to jest najważniejszy cel dla tych, którzy chcą rządzić w imieniu obywateli, to świadczy o całkowitym upadku polityki jako najważniejszej sfery życia społecznego od której zależy wszystko inne. Tacy ludzie nigdy nie będą prawdziwymi mężami stanu, którzy zostaną zapamiętani w historii. Niestety, ale ja właśnie przez ten pryzmat oceniam takich polityków jak Donald Tusk, który polityczny machiawelizm ma we krwi. Gdyby ten polityk posiadał własną wizję państwa i wiedział w jaką stronę powinno państwo i naród podążać, to przedstawiałby rozwiązania i narzędzia, które chciałby wcielać w życie już jako Premier RP. Czy on to pokazuje? Nie, gdyż prowadzi kampanię odwołującą się do czarnej propagandy i politycznego machiawelizmu za pomocą którego dąży do radykalizacji nastrojów własnych wyborców i wywołania wielkiego konfliktu wewnętrznego bo uważa, że na polaryzacji to on najbardziej skorzysta. Być może niniejszy tekst zostanie oceniany jako protekcjonalne podejście do polityków. Pozwolę sobie jedynie zauważyć, że na polityce się znam i wiem jak wygląda ona w rzeczywistości. Wskazuję również jak powinna ona wyglądać i jacy powinni być nasi reprezentanci w parlamencie. Bo to od nas zależy komu powierzymy kolejne lata swojego życia. Tak powinniśmy oceniać każde wybory i tym się powinniśmy kierować biorąc w nich bezpośredni udział skreślając swojego kandydata i wrzucając swój głos do urny wyborczej. Nigdy nie powinniśmy ulegać emocjom, które próbują wywołać politycy. Każdy powinien podjąć tę decyzję w zgodzie z własnymi poglądami oraz sumieniem. Politycy też powinni pamiętać o tym, że nieobecni na wyborach to także istotny głos wskazujący obojętność i przede wszystkim utratę zaufania do państwa. Oznacza to także brak alternatywy politycznej. W tej sytuacji oczywistym czarnym koniem tych wyborów może się okazać Konfederacja, która jeszcze nie pokazała swojego prawdziwego oblicza sprawując rządy. Dlatego poparcie tej partii w ciągu ostatnich miesięcy rosło systematycznie osiągając poziom nawet szesnastu procent.

W początkach września będziemy mogli z dużą ostrożnością wskazywać możliwe końcowe wyniki. Na chwilę obecną wiele wskazuje na to, że będziemy mieli dogrywkę w postaci przyspieszonych wyborów, gdyż nie sądzę, aby Konfederacja ostatecznie weszłaby do jakichkolwiek rządów PiS lub koalicji, którą tworzyłyby dzisiejsze ugrupowania opozycyjne (PO, Trzecia droga i Lewica). Nawet jeśli powstałby rząd koalicji złożonej z trzech partii to sprawowanie rządów byłoby bardzo trudne, gdyż oprócz bycia anty-PiS-em nie ma konsensusu w wielu innych sprawach. Co więcej, kwestia sporu o jedną listę wyborczą świadczy o tym, że po tamtej stronie sceny politycznej w ogóle nie można mówić o jakimś innym wspólnym interesie i zbieżności poglądów niż żądza odsunięcia PiS-u od władzy. W każdym bądź razie dostrzegam szereg sprzecznych interesów i dużych różnic w kwestiach merytorycznych w wielu obszarach. Myślę, że politycy PO zdają sobie sprawę z tego, że nawet jeśli uda się stworzyć taką większość sejmową złożoną z trzech partii, to w cale nie ma pewności, że taka koalicja będzie wstanie rządzić pełną kadencję. Dlatego celem Tuska i PO jest przekroczenie progu trzydziestu procent i zdobycia wystarczającej ilości mandatów pozwalających stworzyć koalicję z jedną partią np. Trzecią drogą jednocześnie odbierając poparcie Lewicy. Oczywiście pod warunkiem, że ta koalicja wyborcza zdoła przekroczyć próg wyborczy i osiągnie trzecią pozycję tuż przed Konfederacją. Na chwilę obecną tego widać w publikowanych sondażach do których trzeba podchodzić z dużą ostrożnością i krytycyzmem.
Z kolei aktualne sondażowe poparcie dla PiS nie wskazuje, aby partia ta po raz kolejny mogła zdobyć ponad 231 mandatów pozwalających na samodzielne rządzenie. Politycy innych ugrupowań opozycyjnych rozumiejąc zagrożenie rosnącego poparcia dla Konfederacji zaczęli tworzyć narrację wskazującą, że w razie braku większości samodzielne PiS będzie chciało utworzyć koalicję właśnie z Konfederację. Problem polega jednak na tym, że ja osobiście takiej koalicji nie widzę, gdy analizuję programy i poglądy obu partii. W jaki sposób pogodzić liberalny program ekonomiczny Konfederacji z programem społecznym PiS? W jaki sposób pogodzić postulowaną przez Konfederację prywatyzację m.in. systemu edukacyjnego i służby zdrowia z odmiennym podejściem PiS w tych kwestiach? Chyba, że dla polityków Konfederacji rządy co cel sam w sobie, ale nie wydaje mi się. Oczywiście może jestem naiwny, ale uważam, że wejście w koalicję polityczną Konfederacji z PiS-em było dla niej politycznym samobójstwem nie mówiąc już o tym, że straciłby na tym także PiS, ale w polityce wszystko jest możliwe. Niewątpliwie do dogrywki dojdzie wtedy, gdy nikt nie będzie miał większości pozwalającej stworzyć rząd, a w sytuacji, gdy Konfederacja zdobędzie ponad pięćdziesiąt mandatów nie będzie wiele szans na to, aby przeciągnąć część polityków tej partii na swoją stronę. Na pewno nie w sytuacji, gdy do większości zabraknie kilkudziesięciu głosów. W takiej sytuacji najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie rozpisanie przyspieszonych wyborów i w sytuacji braku większości w Sejmie RP to Prezydent będzie wyznaczał Premiera RP na tymczasowy okres, ale taka osoba nie będzie mogła w praktyce rządzić, ale jedynie administrować, gdyż bez większości w Sejmie RP nie będzie można wprowadzać żadnych ustaw w życie. Pierwszym sprawdzianem w nowej kadencji będzie kwestia wotum zaufania dla nowego rządu. Art. 154 ust. 1 Konstytucji RP wskazuje, że premier ma 14 dni na uzyskanie wotum zaufania dla siebie i ministrów od Sejmu, wyrażonego bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Jeżeli nie dojdzie do uchwalenia wotum zaufania w tym trybie, premier podaje rząd do dymisji, a Sejm ma 14 dni na znalezienie nowego kandydata na premiera (art. 154 ust. 3 Konstytucji RP). Musi on uzyskać wotum zaufania dla siebie i swoich ministrów wyrażone bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Jest to tzw. „drugi krok konstytucyjny”. Prezydent RP powołuje tak wybraną Radę Ministrów i odbiera przysięgę od jej członków. Jeżeli jednak w poprzednim trybie także nie dojdzie do wybrania Rady Ministrów, inicjatywa powraca do Prezydenta (art. 155 ust. 1 Konstytucji RP). Powołuje on w ciągu 14 dni Prezesa Rady Ministrów i na jego wniosek pozostałych członków rządu. Sejm w ciągu 14 dni od powołania udziela wotum zaufania zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Jest to tzw. „trzeci krok konstytucyjny”. Jeżeli jednak i w tym trybie nie uda się rządowi uzyskać wotum zaufania Sejmu, Prezydent RP skraca kadencję Sejmu i zarządza wybory (art. 155 ust. 2 Konstytucji RP).
15 października 2023 r. będziemy wiedzieli jaki jest układ sił i podział „szabel” w Sejmie RP. Musimy sobie jednak zadawać sprawę z tego, że w sytuacji, gdy w Polsce będziemy mieli podobną sytuację polityczną jaka miała miejsce w Bułgarii (w ciągu roku przeprowadzono trzy przyspieszone wybory), to trudną sytuację polityczną w Polsce będą wykorzystywać inni zewnętrzni gracze do jej zaostrzenia po to, aby Polska wypadła z koncertu mocarstw. Z całą pewnością do tego będzie dążyła Moskwa, która z pewnością wykorzysta trudną sytuację w Polsce do swoich własnych planów związanych z wojną na Ukrainie. Korzystnie to także będzie działać dla Niemiec, gdyż potencjalny kryzys polityczny jaki może nadejść po 15 października 2023 r. będzie mógł wpływać niekorzystnie na polską gospodarkę, a zwłaszcza nastroje zagranicznych inwestorów, którzy mogą czuć się niepewni jeśli chodzi o inwestowanie w Polsce. Nie wiemy, jak taki kryzys może przebiegać, ale może jednak warto go uniknąć? O tym także musimy myśleć idąc na wybory. Dlatego właśnie postanowiłem przedstawić moją krótką analizę obecnej kampanii w dużo szerszym spojrzeniu niźli w kontekście sytuacji wewnętrznej panującej w Polsce.