Moje podróże po Wojwodinie za każdym razem były okraszone zapachem dojrzałej kukurydzy i spalonego w słońcu słonecznika. Sypiałem w tychże polach, najczęściej na ich obrzeżach, w pobliżu jakiejś drogi. Czasem udawało się skimać na dworcu kolejowym. Najlepszy ever był dworzec kolejowy w Bačka Topola. Nie dość, że było legowisko pod drzewami, kilka metrów dowody pitnej, do tego do sklepu, w którym serwowano zimnego Jelenia (piwo) niecałe 200 metrów. Raj na ziemi. Nad ranem pekara z burkiem z mięsem i jogurtem lub ajranem (ten drugi był rzadkością bo to muzułmański specyfik, choć lepszy od jogurtu).
Wojwodina ma w sobie zarówno coś prozaicznego jak i coś nieoczywistego. Ta całkowicie, płaska jak stół nizinne przestrzeń o wielkości województwa opolskiego gromadzi w sobie 27 narodowości, a Serbowie stanowią na niej zaledwie 2/3 ludności. I to wszystko trzyma się kupy, a od niedawna z Belgradu do Nowego Sadu (Ujvidek) jedzie się petardą kolejową z prędkością 200 km/h. Niebawem tak samo będzie do nadgranicznej Suboticy.
Ostatni raz jak nocowałem w Suboticy, byłem jedynym Europejczykiem w hostelu. Resztę stanowili Syryjczycy i Turcy. Nie sądzę by przybyli oni do tej nadgranicznej miejscowości by poznawać jej uroki kulturowe. Jeden w rozmowie ze mną zdradził, że jego „opiekunowie” zakazali mu wychodzić z hostelu. Jakieś 5 km od niego zaczynał się słynny węgierski płot graniczny. Zapewne dziurawy w wielu miejscach.
W Wojwodinie znajduje się na w pół opuszczony dworzec autobusowy w Rumie, gdzie można przenocować na pobliskim dworcu kolejowym, byle być cicho, bo jak się głośno rozmawia, przyjeżdża serbska policja i pyta czy jesteśmy imigrantami. Na tymże dworcu autobusowym widnieje rozkład jazdy autobusów z 1990 roku. Są kursy d Sarajewa, Banja Luki i Skopja. Czas został tam zatrzymany, bo sam się przecież nie zatrzymał.
Dojazd do Belgradu kończy przygodę z Wojwodiną, krainą miodem i mlekiem, a raczek kukurydzą i słonecznikiem płynącą. Belgrad po tej wojaży jednych rozczarowuje, innych fascynuje. To wszystko zależy od indywidualnej wrażliwości.
P.S. Moim ulubionym kąpieliskiem rzecznym jest Cisa w Beczeju. Uwielbiam całkowicie zanurzać się tam w tej wielkowęgierskiej rzece.
—
Ti i ja, u istom gradu rođeni
Pod istom zvezdom
Loš znak, opet sam sanjao
Da rušimo to naše gnezdo
Gradom kruže priče da me varaš
Nekog tamo imaš ti
A ja im kažem, na istoj adresi
Živećemo, ljubavi
Nije svejedno
Kad ti ljubav kradu
Kad nekog voliš u dalekom gradu
Ja te još sanjam u Beogradu
Nije svejedno
Pazi koga sanjaš
Sa kim se budiš i sa kime spavaš
Ja ću ti doći kad se ne nadaš
Ti u jednom gradu
Ja u drugom, sam i noći bele
Loš znak, jer pada mrak
A kilometri me od tebe dele
Gradom kruže priče da me varaš
Nekog tamo imaš ti
A ja im kažem, na istoj adresi
Živećemo, ljubavi
Nije svejedno
Kad ti ljubav kradu
Kad nekog voliš u dalekom gradu
Ja te još sanjam u Beogradu
Nije svejedno
Pazi koga sanjaš
Sa kim se budiš i sa kime spavaš
Ja ću ti doći kad se ne nadaš
Ja te još sanjam u Beogradu
Nije svejedno
Pazi koga sanjaš
Sa kim se budiš i sa kime spavaš
Ja ću ti doći kad se ne nadaš
Zostaw komentarz