– Kochanie, sprzedałam dom!
Takim okrzykiem zaczyna się nowa książka Manueli Gretkowskiej. Dzieło nosi tytuł „Przeprawa” i ma formę dziennika. Kupiłem „Przeprawę” w ursynowskim Empiku zaraz po wakacjach, bo chciałem zaspokoić czytelniczy głód nowości. 52 zł. – nie w kij dmuchał, ale w kieszeni zostało mi trochu luźnego grosza, zarobionego nad morzem, więc płaciłem bez bólu. Niemniej sprawy związane z rozpoczęciem nowego roku szkolnego pochłonęły mnie tak bardzo, że książkę zacząłem czytać dopiero teraz.
Czytałem i chorowałem. Sam się o to prosiłeś głupi Grzesiu – myślałem, przecież znałem polityczne i antykatolickie fobie Gretkowskiej, więc mogłem się spodziewać, że w książce pisarka da upust emocjom. Dała!
„Przeprawa”rozpoczyna się zapisem wrażeń z kampanii prezydenckiej 2020 roku, w którym autorka niezadowolona z wyników wyborów, postanawia sprzedać swój podwarszawski dom i wyjechać na Kretę.
W lipcu sprzedała swój, jak napisała – „pseudodworek, ozdobiony od frontu kolumnami imitującymi grecko-szlachecki design, przypominającymi rury kanalizacyjne, odprowadzające do gruntu ścieki ambicji klasy średniej”, a w maju następnego roku kupiła przez internet dom na Krecie. W zakupie pomogła jej przyjaciółka Paulina, która mieszkała i pracowała na wyspie, jako instruktorka jogi.
Podwarszawski dworek Manuela sprzedała, bo po wyborach nie czuła się w nim już bezpiecznie. Przeraził ją zwycięski elektorat Dudy, słuchający disco-polo, palący plastikiem i zaśmiecający okolice butelkami po wódce. Te butelki rozzuchwalony suweren wrzucał także do ogródka Manueli. Pisarka odgrodziła się od motłochu dwumetrowym płotem, ale to nie pomogło – musiała emigrować.
Czytając wynurzenia diarystki dotyczące architektonicznych konotacji związanych z jej byłą siedzibą, nie rozumiałem dlaczego przez te kilkanaście lat, podczas których mieszkała w dworku potworku, nie przeszkadzał jej jego pretensjonalny design? I dlaczego kolumienki nie śmierdziały jej ambicjami klasy średniej, a okoliczna ludność nie piła wódki? Czy ludzie zaczęli pić i śmierdzieć po przegranych przez Trzaskowskiego wyborach? Czy też autorka urosła tak wysoko, że się uniosła i odleciała w wyższe sfery? Byłem zdziwiony, ale wiedziałem, że artyści, to ludzie obdarzeni ponadprzeciętną wrażliwością i nie takie lewitacje już naszym skarbom narodowym się zdarzały.
Przyznaje też, że krytyka architektury dworkowej dotknęła mnie osobiście, bo zawsze marzyłem o domku z gankiem wspartym na kolumienkach. Miałem ambicję budowlane typowe dla klasy średniej. Moje gusta były mieszczańsko-szlacheckie, pretensjonalne, narodowe i niezdrowe. I w zasadzie nic się w tej materii nie zmieniło, tyle tylko, że dom, który obecnie stawiam na Pojezierzu Brodnickim nie będzie miał ganków ani kolumienek, bo syn wybił mi szlacheckie fanaberie z głowy – tłumacząc że – teraz tak się nie buduje, teraz obowiązuje ornamentacyjny minimalizm i okienny maksymalizm.
Więc – Kochani buduję dom minimalno-maksymalny!
Ale zostawmy osobiste dygresje na boku i wróćmy do „Przeprawy”. W trakcie lektury dowiedziałem się, że Manuela jednak nie porzuciła Polski na stałe. Kupiła w kraju inną chatę w lepszej okolicy, a w kreteńskiej posiadłości jeno bywała. Aby zaś zmniejszyć koszty utrzymania dwóch domów, zdecydowała się za radą przyjaciółki, wynajmować willę na Krecie Polakom, którzy chcieliby spędzić wakacje na greckiej wyspie. Tu zacytuje fragment dialogu charakteryzujący postawę pisarki i jej środowiska wobec tzw. „ludzi”:
– „Po co dom w wakacje ma stać pusty? Trzeba go wynająć, niech zarabia!” – zaproponowała Przyjaciółka.
– „Ale ludzie z Polski zostawią po sobie syf ?” – wahała się pisarka.
– „Do ciebie nie przyjadą zwykli ludzie, takie wyjątkowe miejsce przyciągnie wyjątkowych ludzi”- odpowiedziała Przyjaciółka, rozwiewając wątpliwości pisarki.
Uspokojona Manuela wymyśliła atrakcyjną nazwę dla domu i wystawiła „Keramoti Haus” na Airbnb.
Kto ciekaw co było dalej, niech sam doczyta, bo ja w tym miejscu, cisnąłem książkę w kąt.
A gdyby ktoś z Państwa zapałał chęcią wynajęcia „Keramoti Haus”, to niech się zastanowi czy jest dostatecznie „wyjątkowy”. Bo jeśli nie, to na przyszłe wakacje zapraszam na Pojezierze Brodnickie!
Kochani będę miał dom!
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz