Czy ostatnia blokada polsko-ukraińskiej granicy, nie jest formą nacisku Konfederacji na większość sejmową, w celu uzyskania stanowiska wicemarszałka dla Krzysztofa Bosaka?

Na konferencji prasowej, zwołanej w Sejmie bezpośrednio przed protestem, przywódcy Konfederacji mówili o antypolskiej polityce rządu w stosunku do polskich przewoźników. Bosak i Mekler oskarżali wprost PiS, o „prowadzenie proukraińskiej polityki, mówiono o stworzeniu w Polsce „bananowej republiki” dla firm ze Wschodu.

Strajk został ogłoszony w czasie spodziewanej zmiany rządu, targów politycznych i prób utworzenia nowej koalicji, w nowym parlamencie. Polityczni mocodawcy blokady granicy, musieli zdawać sobie sprawę z tego, że obecne władze będą miały ograniczone możliwości aby pochylić się nad problemem. Co może obiecać odchodzący minister czy premier?

Drugą rzeczą, która świadczy o tym, że cała akcja ma bardziej wymiar polityczny niż chęć osiągnięcia poprawy sytuacji polskich przewoźników, jest zgłoszenie mało realnych do spełnienia żądań. Najważniejszy postulat „wprowadzenie kwot zezwoleń dla ukraińskich firm transportowych na wjazd do Polski”, nie leży w kompetencji polskich władz a jego adresatem może być jedynie Komisja Europejska. Pozwolenia dla Ukraińców zniosły (zawiesiły) wszystkie państwa UE i Polska nie może wprowadzić ich jednostronnie.

Kolejne żądania protestujących wyglądają równie mało realistycznie. Czy ktoś wyobraża sobie, że Ukraińcy wprowadzą po swojej stronie, specjalne kolejki tylko dla polskich ciężarówek? Po czymś takim, mieliby za chwilę strajki swoich przedsiębiorców oburzonych faktem dyskryminacji rodzimych firm. Zakaz rejestracji w Polsce firm z kapitałem spoza UE? A co z zasadą wzajemności, co z polskimi firmami na Ukrainie?

Jaki jest faktyczny cel protestu, z adresowanymi do odchodzącego rządu, nierealnymi do spełnienia postulatami? Pytanie retoryczne.

Sam strajk, wspierany aktywnie przez Rafała Meklera z lubelskiego Ruchu Narodowego, człowieka bliskiego Bosakowi nie uzyskał, jak zapowiadano szerokiego poparcia wśród przedsiębiorców z branży. W proteście, zamiast zapowiadanych 300, wystawiono coś około 25 ciągników siodłowych. Po kilka na każdym z trzech blokowanych przejść granicznych. Zabrakło też obiecanych rolników. Udział w akcji, biorą głównie transportowcy z Łukowa, zwani „lulkami” od numerów rejestracyjnych LLU. Swojego czasu powiat łukowski szczycił się sporą ilością zarejestrowanych firm transportowych, osiągających duże zyski z przewozów do Rosji i na Białoruś. Po wniesieniu sankcji, interes zakończył swój żywot i biznesmeni byli zmuszeni do przeniesienia się na kierunek ukraiński.

Poparcie strajku, pomimo usilnych starań organizatorów, nie cieszy się poparciem przedsiębiorców mających swe siedziby w powiatach sąsiadujących z Ukrainą. Nie chodzi wyłącznie o postulaty mające małe szanse na realizację, szczególnie w czasie przesilenia rządowego w kraju. Właściciele przygranicznych hurtowni i firm transportowych, dobrze rozumieją, że pozbawiani są zysków w przedświątecznym okresie, który jest czasem największych obrotów w roku, tzw. „żniw handlowych”.

Na blokadzie, stracą z pewnością przedsiębiorcy po obu stronach granicy ale czy cała akcja pomoże Panu Bosakowi w uzyskaniu stanowiska wicemarszałka polskiego Sejmu? Mam spore wątpliwości. Zwiększenia poparcia dla Konfederacji wśród wyborców, też raczej nie należy oczekiwać. Wszyscy wiemy czym skończyło się upublicznienie plotek, na tzw. „taśmach Banasia”, o próbach rzekomego układu Koalicji Obywatelskiej z partią Mentzena i Bosaka.