Urodziłem się w 1974 roku. To było bardzo dawno temu, ale nie aż tak dawno, żeby nie pamiętać czym było zniewolenie. Jak funkcjonowało państwo z ograniczoną (przez ZSRR) suwerennością. Pamiętam, jak jako jeszcze gówniarz w szkole podstawowej, zostałem wyrzucony z lekcji za to, że miałem wpięty do mundurka znaczek „Solidarność”. Wtedy jeszcze nie pojmowałem dostatecznie dobrze o co chodzi w polityce, bazowałem na intuicji. I na antykomunistycznych tradycjach rodzinnych.

Są dwie złe wiadomości dla Europy.

Po pierwsze komunizm nie upadł w 1989 roku, jak zadeklarowała niezbyt inteligentna polska aktorka. Komunizm przepoczwarzył się. Nadal zjada duszę Europy, bo jako pasożyt nie ma niczego pozytywnego do zaoferowania. Potrafi jedynie niszczyć. Wcielając się w rozmaite ruchy anty-, których nazwy inteligentny odbiorca tego posta sobie dopowie.

Po drugie, wojna na Ukrainie jest już przegrana. Najpóźniej na wiosnę mocarstwa zachodnie zaprowadzą Ukrainę do stołu rokowań z Moskwą i każą się pogodzić z kolejnymi stratami terytorialnymi. Ale najgroźniejsze jest to, że za naszą wschodnia granicą może pojawić się państwo-upiór, państwo tylko z nazwy, w fazie rozkładu. Tymczasem Rosja w ciągu dwóch lat odbuduje swój potencjał militarny. Uderzy w Łotwę, a wówczas NATO pozostanie podzielone. Niemcy i Francja nie zechcą umierać za ponad półmilionową Rygę.

Żaden enigmatyczny „projekt europejski”, tylko własna siła i zasoby militarne, są nadzieją na obronę suwerenności. Historia lubi się powtarzać. Myślę, że Polska po raz kolejny zatrzyma Rosję na drodze do Atlantyku. Tym razem z takim skutkiem, że Rosji już po tym wszystkim nie będzie. Choć kosztować nas będzie to wiele.

Współczesna Rosja buduje swoja tożsamość na antypolskości, pośrednio paradoksalnie upodmiatawiając Polskę. Współczesna Polska nie buduje swojej tożsamości na antyrosyjskości. Jest dumna z siebie, z tego, że należy do czołówki państw, które po 1989 roku dokonały największego postępu gospodarczego. Polska przez ten czas ponad dziesięciokrotnie zwiększyła swoje PKB.

Jest dużo powodów do dumy, ale równie dużo do tego, by przygotowywać się na najgorsze. Bo wielu nasze sukcesy się nie podobają. I to co gorsza, zarówno ze wschodu, jak i z zachodu. Nihil novi.