Jadąc ostatnio samochodem, miałem okazję usłyszeć w radio zachętę do uczestnictwa w programie publicznych szczepień na HPV. Lektor zapewniał, że szczepionki są bezpieczne, a korzyści ogromne.

Normalnie puściłbym taki komunikat mimo uszu, ale po-kowidowa trauma wyrządziła swoje, od razu pobudzając mnie do skupienia uwagi na tym temacie. Abstrahując od kwestii zasadniczej, tzn. faktycznej skuteczności i bezpieczeństwa tych szczepionek, czego nie mam najmniejszego zamiaru teraz podważać, uderzyła mnie inna myśl.

Jak to się stało, że od licznych zakazów i obostrzeń dotyczących reklamy produktów leczniczych oraz wyrobów medycznych (to nie jest to samo, pierwsze to leki, drugie dodatki do diety jakoby przynoszące ulgę np. w syndromie niespokojnych nóg), przeszliśmy do rzeczywistości, w której za nasze podatki, rząd kieruje do nas w istocie reklamę produktu leczniczego pod płaszczykiem kampanii informacyjnej czy profilaktyki? Nie dość, że za nasze pieniądze już ten produkt kupił, to następnie przejmuje na siebie odpowidzialność, zaręczając nam publicznie, że jest bezpieczny? Czy to nie jest czasem rola producenta? Dlaczego mamy później robić zrzutkę na spłacenie pozwów, jeżeli to zapewnienie okaże się nieprawdziwe? Ponadto reklama prowadzi do zwiększenia popytu, a w efekcie ceny, po której kupuje ten produkt od producenta.

Dzięki intensywnej, opłaconej przez siebie reklamie, rząd może ten sam produkt kupić drożej, zmniejszając koszty i zwiększając zyski koncernów… De facto, strzela we własną bramkę za nasze pieniądze na kilku różnych poziomach jednocześnie. Na osłodę zostaje jedynie dość słabo udokumentowane przypuszczenie, że pozwoli to ograniczyć w przyszłości koszty zinstytualizowanej opieki medycznej.

Wszystko to jest polane sosem wrażliwego i inkluzywnego języka, wyrażającego górnolotnie głęboką troskę o dobrostan pacjenta. Poczucie błogości trochę jednak mąci bolesna świadomość, że to wszystko z moich podatków. Czy to dobrze wydane 1% VAT wprowadzone tymczasowo w 2012r? Nie czuję się z tym lepiej.

Nasilenie tego marketingu wywołuje u mnie reakcję alergiczną. Pewne zwroty momentalnie wywołują czujność zwieńczoną odruchowym przeliczaniem w pamięci stanu rachunku bankowego, co zakrawa już na paranoję. Jeśli ktoś zechciałby teraz zwrócić się do mnie w zupełnie niewinnych, a może i potencjalnie szczytnych intencjach, nie byłbym w stanie odróżnić jego przekazu od nowomowy naciągaczy i zareagował w samoobronie negatywnie.

Mój kredyt zaufania został bezpowrotnie roztrwoniony.

https://www.termedia.pl/mz/Konczy-sie-okres-przejsciowy-dla-reklamy-wyrobow-medycznych-co-dalej-,52110.html

https://www.facebook.com/Szczepienia.info

Autor: Adam Kashyna