Od pewnego czasu coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie z każdym poglądem warto dyskutować. Nie dlatego, że brakuje argumentów. Nie dlatego, że prawda przestała mieć znaczenie. Wręcz przeciwnie. Problem polega na tym, że niektóre idee pozostają całkowicie odporne na fakty, logikę i zdrowy rozsądek.
Przez lata uczestniczyłem w niezliczonych dyskusjach. Wiele z nich miało sens. Ktoś czegoś nie wiedział, ktoś się mylił, ktoś spojrzał na sprawę z innej perspektywy. Rozmowa prowadziła do refleksji, a czasem nawet do zmiany zdania. Tak powinno być.
Zdarzają się jednak sytuacje, w których polemika przypomina próbę otwarcia zamkniętych drzwi kluczem, który od początku nie pasuje do zamka. Argumenty padają, fakty są przedstawiane, logika zostaje wyłożona krok po kroku, a mimo to nic się nie zmienia. Nie dlatego, że argumentacja jest słaba. Dlatego, że druga strona nie szuka prawdy, lecz tylko potwierdzenia własnych przekonań.
W takich momentach przypominam sobie słowa piosenki „Epitafium dla Sowizdrzała” Jacka Kaczmarskiego: „Czego się nie da zmienić, z tego trzeba szydzić”.
Nie odbieram tych słów jako zachęty do pogardy. Widzę w nich raczej przypomnienie, że człowiek nie powinien oddawać swojego czasu, spokoju i energii każdemu absurdowi, który pojawi się na jego drodze. Nie wszystko trzeba prostować. Nie każdą głupotę należy traktować poważnie. Bywają sytuacje, w których śmiech okazuje się skuteczniejszy niż najstaranniej skonstruowana argumentacja.
Historia zna wiele przykładów ludzi, których nie pokonała krytyka, ale których rozbroiła satyra. Śmiech ma niezwykłą moc. Odbiera pozory wielkości temu, co w rzeczywistości jest małe. Odbiera powagę temu, co na powagę nie zasługuje. Obnaża pustkę ukrytą za nadętymi słowami i sztucznie budowanym autorytetem.
Oczywiście nie oznacza to, że wszystko należy obracać w żart. Niektóre sprawy wymagają cierpliwej rozmowy, szacunku i rzeczowej argumentacji. Warto poświęcać czas ludziom, którzy naprawdę chcą zrozumieć. Warto rozmawiać tam, gdzie istnieje dobra wola i gotowość do myślenia.
Dlatego gdy widzę człowieka gotowego słuchać, rozmawiam. Gdy dostrzegam otwartość na argumenty, argumentuję. Kiedy jednak spotykam absurd żywiący się wyłącznie uwagą, oburzeniem i nieustanną prowokacją, przypominam sobie wtedy Sowizdrzała i obraz, który
najbardziej do mnie przemawia, czyli : skok „na tyczce drwin” ponad błotem i ponad gnojem. Jest w nim coś niezwykle wyzwalającego. Nie chodzi o ucieczkę od rzeczywistości ani o lekceważenie problemów. Chodzi o odmowę ugrzęźnięcia w tym, co ma nas zatrzymać, wyczerpać i odebrać nam spokój, bo mądrość nie polega na wygrywaniu wszystkich sporów. Polega na umiejętności rozpoznania, które z nich w ogóle warto podejmować. Człowiek nie musi odpowiadać na każdą zaczepkę. Nie ma obowiązku reagować na każdą prowokację. Nie jest też zobowiązany do toczenia niekończących się debat z ludźmi, którzy nie chcą ani słuchać, ani rozumieć.
Czas jest zbyt cenny, by marnować go na jałowe walki.
Zamiast brodzić w cudzym błocie, wolę je przeskoczyć. Tak jak Sowizdrzał. Na tyczce drwin. Z wyznawcami koalicji obywatelskiej i innymi lewakami nie dyskutuje. Ale też coraz trudniej jest rozmawiać z wyznawcami Mentzena. Dlaczego? Samo słowo w nazwisku wywodzi się z języka niemieckiego (prawdopodobnie od średnio-wysoko-niemieckiego słowa „mentzel”, oznaczającego „małego człowieka”,no bo właśnie tacy oni są.
Zostaw komentarz