– Jak jechałem na uczelnię, to chyba przejechałem studenta. Wyszedł nagle za wiaty przystankowej, nie zdążyłem zahamować – powiedział Kierownikowi Działu emerytowany profesor.
– Duży ten student był? – Zapytał Kierownik.
– Mały, bardzo mały, taki chyba najmniejszy – odrzekł profesor.
– Z jakiego wydziału? – zapytał Kierownik odpalając kiepa, dostarczanego w zamian za przymykanie oka przez garbatego studenta.
– A skąd mam wiedzieć? Ja nawet nie wiem czy to był człowiek, bo było ciemno… – odpowiedział roztrzęsiony profesor.
– Rozjechałeś pan człowieka i nawet nie wiesz z jakiego wydziału. Mam nadzieję, że nie z Wydziału Lekarskiego. Bo wie pan, to jest grubsza sprawa. On już nikogo nie wyleczy! – Podniósł głos Kierownik Działu. – A tak w ogóle to niech pan uważa na drodze. Przejedziesz pan studenta politologii, etnologii i innej –logii bez znaczenia dla przyszłości naszego kraju, to Rektor przymknie oko. Ale jeśli to był wydział lekarski, to choć pana lubię, nie pomogę. – powiedział Kierownik.
– To ja już może umrę i będzie po temacie? – zapytał emerytowany profesor. – Od dłuższego czasu zamierzam umrzeć, ale mi się nie udaje. Niestety mam silne geny po przodkach. One każą mi nie tylko żyć, ale i walczyć, ale jaki ze mnie wojownik? – zapytał profesor.
– Mam tak samo – skisnął Kierownik Działu. Ochronię tym razem pana, ale na przyszłość niech pan uważa. Wszystko zatuszuję, zwłaszcza, że to był student, który i tak miał być skreślony.
– Bardzo panu dziękuję, powiedział emerytowany profesor całując w dłoń Kierownika Działu.
Kierownik Działu lubił jak profesorowie klękali przed nim, a do tego całowali jego dłoń. Choć był słabo wynagradzany, takie chwile budowały jego autorytet. Takie zachowania ze strony profesury dostatecznie rekompensowały mu słabe zarobki.
Kierownik Działu zresztą i tak nie miał czasu na wydawanie pieniędzy. Bonie tylko żył za siebie, ale i za szereg innych ludzi, którzy już żyć mnie chcieli. Prawdziwy anioł.
Zostaw komentarz