Akurat w wigilię tego roku (2023) der Onet opublikował niezwykle ciekawy artykuł o katastrofie samolotu Tu-154. I pewnie większości Internautów on umknął z racji przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia lub zamieszania związanego z przejęciem TVP przez ekipę Tuska.
Jeśli myślicie, że chodzi o samolot prezydencki, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku z Lechem Kaczyńskim na pokładzie, to się grubo mylicie. Owszem chodzi o samolot Tu-154, ale Aerofłotu, który odbywał lot z Soczi do Orenburga 1 marca 1980 r. Na jego pokładzie było 161 osób (9 członków załogi i 152 pasażerów).
To co się stało z tym samolotem warte jest pamiętania w kontekście tego jak bezrefleksyjnie wielka grupa ludzi przyjmuje tezę o rozbiciu się niemal w drobny mak w wyniku zderzenia z brzozą i śmierci wszystkich podróżujących z Lechem Kaczyńskim na pokładzie.
Der Onet podaje, że skala nieprawidłowości i zaniedbań załogi tego lotu z 1980 r. była wręcz niebywała, bowiem:
– załoga Tu-154 leciała trasą, zadysponowaną jej przez dyspozytora lotu, która nie była na liście tras lotniczych;
– załoga zignorowała prognozę pogody panującą w Orenburgu;
– nawigator ustawił błędną wysokość podejścia – zamiast 210 ustawił na 200 m
– załoga niezbyt była zainteresowana lądowaniem i podczas lądowania nie postępowała zgodnie z procedurami
– i najważniejszy błąd załogi – cytat za der Onet: „Po czwartym zakręcie, będąc w odległości 11 km od lotniska, samolot znajdował się 1200 metrów na prawo od linii pasa startowego, oraz 100 m nad ścieżką”;
Więcej błędów w linku: https://podroze.onet.pl/ciekawe/zaloga-tu-154-wszystko-co-mogla-dokladnie-zepsula-historia/dq6jx3l
Doszło do tzw. „nierównego lądowania samolotu z za dużą prędkością. Po przyziemieniu samolot odbija się od ziemi i robi tzw. „Kangura”. Po przeleceniu 635 metrów po pierwszym przyziemieniu samolot dotyka pasa startowego po raz drugi z przeciążeniem prawie 4G, co prowadzi do zniszczenia kadłuba”.
I gdy czytający spodziewają się, że wszyscy podróżni i załoga, albo co najmniej ich większość zginęli, to okazuje się że zaledwie 2 członków załogi i 1 pasażer zostali ranni.
Wszyscy wierzący więc zakrzykną cud, zaś niewierzący, że mieli szczęście. Dlaczego więc takiego szczęścia nie mieli ci, którzy 10 kwietnia 2010 roku lecieli do Smoleńska z polskim prezydentem Lechem Kaczyńskim.
I na koniec zapytam – pewnie nikt nie odpowie, ale jednak zapytam: JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE PRZEZ 8 LAT RZĄDÓW PiS-owi nie udało się choć w minimalnym stopniu wyjaśnić okoliczności katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku???
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz