Obalanie przez utrwalanie
W czerwcu 1989 roku w mediach podano informację o obaleniu komuny bez naświetlania jednak faktu, że w istocie doszło do akceptacji komunistów – od lat u władzy – przez zalegendowanych działaczy Solidarności, aby „wespół w zespół, wespół w zespół, moc twórczą móc wzmóc”. I nie był to kabaret, choć starsi już panowie coś takiego tworzyli tak na „górze”, jak i na „dole”, spełniając kabaretowy postulat – „więc ty drugiego sobie dobierz amatora”, eliminując ideowych naiwniaków z rzeczywistego obalania nienawistnego systemu. Obalono przy tym, dla nabrania mocy twórczej, wiele butelek napojów wysokoprocentowych, ale rekwizytów takiego obalenia na darmo szukać w muzeach historii najnowszej. No cóż, lepiej, aby śladów po takim wzmocnieniu swego bytu nie zostawiać. Doszło do zatarcia różnic między obalaczami a utrwalaczami komunizmu. Jakoś to wszystko tak się poprzenikało, że po wyborach „obaleni” komuniści nadal współrządzili państwem razem z utrwalającymi ich standardy obalaczami. Tak się rzeczy mają także w domenie akademickiej, gdzie niestety nie tworzą się, choć powinny się tworzyć „wespół w zespół”, fundamenty zarządzania nowoczesnym, suwerennym państwem. Rozbito zespoły niewygodnych mistrzów i uczniów, którzy mogli zbudować prawdziwie niezależną elitę intelektualną, dobrano sobie amatorów postępu tytularnego, ale moc twórcza się nie wzmogła. Pozostała ciągłość elit „naszych” profesorów, ciągłość naboru „samych swoich”, a styl działania i jego efekty były wciąż jak w PRL-u. Przyzwolono na brak rozliczeń, utrzymanie personalnego status quo, wykluczając tych, którzy do takiego patologicznego systemu się nie nadawali zarówno przed transformacją, jak i po niej. Z dziejów uczelni wymazano komunizm i usuwano wszelkie ślady akceptacji nikczemnego postępowania, czyli utrwalania najważniejszych obowiązków komunistów, aby nie burzyć obrazu rzekomo heroicznej przeszłości, nie bacząc na to, że „kto nie pamięta przeszłości, skazany jest na jej powtórzenie”. I mamy to, co mamy.
Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 3 czerwca 2026 r.
Appendix.
Pod refleksję i reakcje po tzw. obaleniu komunizmu. Szczególnie obalaczy komunizmu !
Dlaczego obalacze nie chcą poznać tego co podobno obalali ?
W tym roku po ćwierć wieku starań o powstanie Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji opracowałem z AI konspekt takiego opracowania; AI wobec Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce https://www.academia.edu/…/AI_wobec_Czarnej_Ksi%C4%99gi... , który jest przemilczany podobnie jak niewygodne aspekty „obalania” komunizmu. AI potwierdza, że taki projekt do tej pory nie został zrealizowany:
Wygląda na to, że od co najmniej początku lat 2000. istnieje postulat stworzenia „Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji”, szczególnie związany z działalnością Józef Wieczorek. Według jego tekstów projekt taki nie został zrealizowany przez środowisko akademickie w postaci pełnego, udokumentowanego opracowania, ale był wielokrotnie proponowany i omawiany. Z przywołanych materiałów wynika nawet mocniejsze twierdzenie: autor uważa, że przez około 25 lat bezskutecznie zabiegał o powstanie takiej księgi, a w 2025 r. opublikował przygotowany przy pomocy AI obszerny konspekt „AI wobec Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce”, liczący ponad 200 stron.
Można więc rozróżnić trzy rzeczy:
„Czarna księga komunizmu” jako istniejąca książka historyczna – to klasyczne dzieło pod redakcją Stéphane Courtois. „Czarna Księga Komunizmu w nauce i edukacji” jako postulat badawczy – obecny od lat w publicystyce Józefa Wieczorka. AI wobec Czarnej Księgi Komunizmu w Nauce – próba stworzenia konspektu lub projektu takiego opracowania, ale nie pełna, zweryfikowana monografia historyczna. Innymi słowy: jeśli pytanie brzmi „czy ktoś już napisał Czarną Księgę Komunizmu w nauce i edukacji?”, to odpowiedź wydaje się być: tak, pojawiły się projekty, szkice i koncepcje takiej księgi, w tym opracowanie AI z 2025 r.; nie, nie ma powszechnie uznanej, wieloautorskiej syntezy historycznej o takim statusie, jaki ma klasyczna „Czarna księga komunizmu”.
Szkoda, że autor tego tekstu nie chce, albo nie potrafi nazwać systemowo tego, co się dzieje.
Od XVIII wieku Rzeczpospolita była państwem półkolonialnym. Podczas tzw. rozbiorów została wewnętrzną kolonią trzech europejskich „spóźnionych” mocarstw, które w wyniku eksploatacji jej ludności i zasobów podjęły próbę rywalizacji z kolonialnymi potęgami światowymi, takimi jak Anglia i Francja. W wyniku tego kolonialnego podboju część elit Rzeczypospolitej z klas wcześniej panujących nad większością społeczeństwa: stanem włościańskim, oraz drobną i średnią szlachtą – w egoistycznym, własnym interesie grupowym poszła na współpracę z kolonialnymi zaborcami i przekształciła się w pasożytnicze środowiska kompradorskich nadzorców nad resztą ludności, wyzyskiwanej podwójnie: przez obcych i swoich.
Po roku 1918 udało się odbudować państwo polskie, ale miało ono strukturę gospodarki postkolonialnej, a społeczeństwo tylko częściowo miało świadomość narodową polską, bo w znacznym stopniu taka dopiero się kształtowała, a mniejszości narodowe od XIX wieku rozwijały własne nacjonalizmy, często stymulowane i manipulowane przez następców rozbiorowych mocarstw kolonialnych: Rosję sowiecką i Niemcy weimarskie. Część elit w Polsce – chociaż częściowo odsunięta od bezpośredniej władzy w państwie – pozostała dzięki swojej pozycji ekonomicznej zainteresowana kontynuacją interesów z dawnymi centralami kolonialnymi, oraz nowymi – francuskimi, brytyjskimi czy amerykańskimi. Świadomość półkolonialna ich nie opuszczała. Wyrosły w zależnościach kolonialnych i tylko tak, poprzez ich kontynuację, potrafiły dbać o swoje interesy środowiskowe.
Obie upadłe w wyniku I wojny światowej potęgi postimperialne: hitlerowskie Niemcy i stalinowska Rosja w 1939 r. podjęły próbę odzyskania korzyści kolonialnych poprzez ponowny rozbiór Rzeczypospolitej. Po okresie pięciu lat totalnej niemieckiej eksploatacji i eksterminacji zdrowych elit polskich w zachodniej, centralnej i częściowo wschodniej części Rzeczypospolitej, od 1945 r. nastąpiła półkolonialna okupacja stalinowskich moskali nad deklaratywnie niepodległą zachodnią i centralną częścią Rzeczypospolitej, ukształtowaną jako PRL w wyniku zdrady teherańsko-jałtańskiej światowych potęg kolonialnych: Wielkiej Brytanii i USA (patrz: https://share.google/aimode/XCsGV76EOOJRETD6b ). Kontrolę nad wyzyskiwanym w interesie Moskwy społeczeństwem polskim centrale kolonialne oddały w ręce przeformatowanych ideologicznie kompradorskich „elit” biurokracji partyjno-państwowo-gospodarczych.
Spotęgowane powszechną edukacją, wielkoprzemysłowymi migracjami ze wsi do miast oraz rozbudową wewnętrznych więzi komunikacyjnych ożywienie polskiej świadomości narodowej doprowadziło do oddolnej próby zrzucenia jarzma półkolonialnego w trakcie kryzysu wewnętrznego poststalinowskich moskali. Ogólnonarodowy, społeczny ruch pierwszej „Solidarności” podjął próbę antykolonialnej rewolucji, która zakończyła się wojną domową kompradorskich „elit” biurokracji partyjno-państwowo-gospodarczej z większością społeczeństwa. Po jego spacyfikowaniu i rozbrojeniu ruchu pierwszej „Solidarności” półkolonialne, kompradorskie „elity” PRL podjęły działania w celu wyselekcjonowania spośród ruchu „Solidarności” środowisk skłonnych do współdziałania w ustanowieniu neokolonialnego podporządkowania Polaków i Polski ponadnarodowym, zachodnim kapitałom. Rezultatem selekcji był „okrągły stół”.
Od tego czasu wyrosło i weszło w życie gospodarcze oraz państwowe całe pokolenie zdegenerowanych następców półkolonialnych, kompradorskich tzw. „elit” PRL powiązanych licznymi interesami z neokolonialno-neoliberalnymi tzw. „elitami” postokrągłostołowymi. Te zdegenerowane, neokolonialne kręgi przeewoluowanych (patrz: https://en.wikipedia.org/wiki/%C3%89volu%C3%A9 )
uzurpują sobie obecnie, w oparciu o dyktat systemu ojro-Unii IV Rzeszy niemieckiej „niezbywalne” prawo (tak jako oni je rozumieją) prywatnych korzyści z nadzoru nad eksploatacją większości społeczeństwa polskiego i zasobów Polski.
Elementem tego neokolonialnego systemu wyzysku ma być wtłoczenie Polski w kleszcze niemiecko-ukraińskiego obszaru gospodarczego Mitteleuropy, który realizują elity kapitału niemieckiego i oligarchów ukraińskich skupionych wokół dyktatury Żełenskiego. Po jego – prędzej czy później – upadku, kapitały niemieckie wrócą do business is usual z moskalami w ramach projektu „nowego jedwabnego pasa i szlaku”, czyli wypychania USA z superkontynentu eurazjatyckiego od Pekinu przez Moskwę i berlińską brukselkę po Paryż.
Neokolonialnie przeewoluowani, czyli patologiczni mutanci ekonomiczno-kulturowi z obecnej większości parlamentarno-rządowej okupacyjnej administracji reżimu 13 grudnia poświęcili w celu utrzymania swoich egoistycznych interesów dążenie większości społeczeństwa polskiego do suwerennego państwa polskiego. Sytuacja na uczelniach jest tylko pochodną tych wielopokoleniowych procesów degenerowania i mutowania tzw. „elit” w Polsce.
I taki stan teraz mamy. Czy znajdzie się zorganizowana większość społeczeństwa, gotowa podjąć antykolonialną walkę pierwszej „Solidarności” i czy uda jej się bezkrwawo odsunąć od władzy neokolonianych degeneratów/mutantów – najbliższe miesiące pokażą.
Tak ja widzę, z perspektywy procesów tzw. długiego trwania, to co się z nami w Polsce dzieje.