Donald Tusk zapowiedział budowę pomnika Tadeusza Mazowieckiego przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Zwrócił się nawet do politycznych przeciwników z propozycją udziału w honorowym komitecie budowy. Można odnieść wrażenie, że premier zakłada powszechną zgodę wokół tej postaci. Problem w tym, że taka zgoda w Polsce nigdy nie istniała.
Dla jednych Mazowiecki jest symbolem pokojowej transformacji ustrojowej i pierwszym premierem po upadku PRL. Dla innych pozostaje symbolem polityki grubej kreski i niewykorzystanej szansy na pełne rozliczenie systemu komunistycznego. To właśnie ten drugi punkt widzenia sprawia, że pomysł budowy pomnika budzi sprzeciw wielu ludzi związanych z dawną opozycją antykomunistyczną.
Jego życie nie zaczęło się w roku 1989.W latach stalinowskich Mazowiecki był związany ze stowarzyszeniem PAX Bolesława Piaseckiego, organizacją współpracującą z władzami komunistycznymi. W 1953 roku opublikował artykuł dotyczący procesu biskupa Czesława Kaczmarka. Dziś wiadomo, że był to pokazowy proces polityczny oparty na wymuszonych zeznaniach, a sam biskup był ofiarą represji. Tymczasem młody Mazowiecki powielał wówczas narrację władz PRL, oskarżając Kaczmarka, w sposób haniebny, o działania przeciw państwu. Ten tekst do dziś jest uznawany za najbardziej kompromitujący epizod w jego biografii.
Kolejnym zarzutem jest polityka po 1989 roku. Hasło „grubej kreski”, niezależnie od późniejszych interpretacji, dla wielu Polaków stało się symbolem zbyt łagodnego potraktowania ludzi dawnego systemu. W III RP nie przeprowadzono dekomunizacji, wielu funkcjonariuszy i działaczy PRL zachowało wpływy, majątki oraz pozycję społeczną. To Mazowiecki ponosi za ten kierunek politycznej transformacji odpowiedzialność.
Dlatego budowa pomnika nie będzie jedynie upamiętnieniem byłego premiera. Będzie również próbą narzucenia określonej interpretacji historii. A na to zgody wielu Polaków nie ma. Zwłaszcza tych, którzy ryzykowali karierę, wolność, a czasem życie w walce z komunizmem.
Jeżeli obecna władza chce stawiać pomniki politykom kojarzonym z polityką ugody wobec postkomunistycznych elit, trudno nie odnieść wrażenia, że jest to kolejny etap budowania własnej wersji historii. Po wyborze byłego działacza PZPR na marszałka Sejmu, pomnik Mazowieckiego wydaje się logiczną konsekwencją tego kierunku. Kto wie, może kiedyś ktoś wpadnie jeszcze na pomysł, by równie gorliwie upamiętniać innych bohaterów Polski Ludowej. W końcu granice politycznej pamięci przesuwają się dziś zaskakująco szybko a ekipa Tuska to sama postkomuna.
Zostaw komentarz