Problem zagrożenia rosyjskiego dla Polski trzeba widzieć nie tylko w kontekście gospodarczym, politycznym czy wojskowym. Trzeba to widzieć w kontekście relacji polsko-ukraińskich i wzmagającego się wpływu lewactwa na funkcjonowanie Unii Europejskiej i rządy w Polsce.
Zacznijmy od pierwszej kwestii. Ewidentnie widać, że Putin z uporem maniaka – czytaj Stalina, odzyskuje pozycję na Ukrainie. Czynnikami dla niego sprzyjającymi są niewątpliwe kłótnie w łonie ukraińskiego przywództwa, walka w nim o wpływy (tu rzecz charakterystyczna, że coraz większe znaczenie mają zwolennicy dogadania się z Rosją), nepotyzm i łapówkarstwo na Ukrainie. Także coraz mniejsza liczba poborowych i powiększająca się pacyfistycznie nastawiona część społeczeństwa, która zaczyna przyznawać, że pod rosyjsko/sowieckim butem wcale tak źle być nie musi. Zwłaszcza, że wtedy agresja rosyjska zostanie przekierowana na Polskę, a być może na kraje Górnego Karabachu, Gruzję, kraje nadbałtyckie. Przede wszystkim jednak na Polskę.
W tym kierunku sprzyjającą okolicznością dla Rosji, ale też dla Polski niebezpieczną, jest to, że wielu Ukraińców jednak zgadza się z treścią kontrowersyjnej wypowiedzi byłego ambasadora Ukrainy w Berlinie Andrija Melnika broniącego banderowców (w tym Banderę i Szuchewycza) i upowców (UPA) oraz obwiniającego II RP I Polaków o prześladowania Ukraińców na Kresach Wschodnich przed i w czasie II wojny światowej. Tu przypominam też, że odcięcie się formalne Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy od słów Melnyka, dla samego Melnyka niczym złym nie poskutkowało. Po skończeniu misji w Berlinie w listopadzie 2022 roku, został wiceministrem spraw zagranicznych Ukrainy. Nie słyszałem o protestach polskiego rządu.
No i teraz znaczenie ideologii lewactwa dla zwiększającego się zagrożenia rosyjskiego dla Polski. To wiąże się z tym, że lewactwo destabilizuje systemy społeczne, gospodarcze i polityczne Unii Europejskiej i Polski. W sensie społecznym propaguje nawet nie relatywizm wartości, co deprecjację tych, które mogłyby wpływać na postawy patriotyczne. My musimy się bronić, by w Polsce utrzymać na jakimś poziomie edukację szkolną: humanistyczną, ale i tę eksperymentalną. Lewactwo też osłabia potencjał militarny Unii Europejskiej i Polski przez np. propagowanie takich działów gospodarki, które dla potencjału militarnego nie mają żadnego znaczenia. Wszelkie lewackie prądy ekologiczne to nic innego jak sabotaż dla polskiej i unijnej gospodarki, która mogłaby wytworzyć potencjał zbrojeniowy – przemysł ciężki oparty na surowcach kopalnych. Bo przecież doświadczenia wojny na Ukrainie pokazują, że oprócz elektroniki, dronów i innych narzędzi przenoszenia pocisków i rakiet, potrzebny jest sprzęt do utrzymania zajętego terenu. A tu np. czołgi i inne pojazdy opancerzone są niezbędne. Brak tego rodzi też braki w umiejętnościach żołnierzy.
Ale tak jak powiedział Lenin w odniesieniu do krajów zachodnich: oni kręcą na siebie sznur, na którym my ich powiesimy. Tak samo lewactwo kręci na siebie nie tylko bicz, którym Putin i jego sowiecko/rosyjskie matrioszki i sołdactwo ich pogonią, ale też na nim go powieszą. I zrobią to przy pomocy tej części społeczeństwa, która nie jest zainteresowana obroną zachodnioeuropejskich wartości powiązanych z katolicyzmem. Specjalnie piszę, że z katolicyzmem, bo to co jest nazywane w Europie Zachodniej chrześcijaństwem, jest nim już tylko z nazwy.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz