W dniu 12 września 2022 roku zmarł wybitny scenarzysta, autor opracowań plastycznych i reżyser filmów rysunkowych – Wiesław Zięba. Spod jego ręki wychodziły znakomite produkcje Studia Filmów Rysunkowych takie jak „Reksio” czy „Bolek i Lolek” a także reżyserowane przez niego  filmy jak: „Magiczna Gwiazda”, „Tajemnice Wiklinowej Zatoki”, „Pampalini łowca zwierząt”, ,, „Dawid i Sandy”, „2 koty + 1 pies”, „Lis Leon” czy też „Powrót do Wiklinowej Zatoki”.  Był człowiekiem wielu talentów. W szczególności jak to wszędzie podkreślano był zaangażowany w popularyzację polskiego kina młodego widza.

Był moim przyjacielem z którym znałem się ponad 20 lat. Na początku lat 2000-sięcznych bywałem częstym gościem Bożenki i Wiesława w  ich mieszkaniu w Warszawie. (więcej tutaj https://pressmania.pl/wieslaw-zieba-1947-2022/ )

Spotkał mnie kiedyś zaszczyt małej współpracy z tym wielkim reżyserem. Otóż Wiesław kiedyś namówił mnie po rozmowie, (w trakcie  której opowiedziałem mu o moim pomyśle), do napisania scenariusza filmu rysunkowego o dzieciach znajdujących meteoryt na terenie Wolińskiego Parku Narodowego. Tak też powstał w Święta Bożego Narodzenia w 2004 roku mój projekt scenariusza filmu rysunkowego. Projekt ten miał być realizowany przez Studio Miniatur Filmowych w Warszawie. Zacząłem współpracować z p. Eugeniuszem Gordziejukiem wtedy szefem produkcji Studia Miniatur Filmowych. Niestety wtedy rząd obciął dotacje tak, że działalność całego Studia była zagrożona. Wracaliśmy z Wiesławem jeszcze dwa razy do tego projektu, ale różne moje i nie tylko, przeszkody stanęły na mojej drodze życiowej i nie doszło do realizacji tego filmu rysunkowego. 

Robiąc ostatnio porządki w moim archiwum domowym znalazłem szkic projektu tego scenariusza. Pamiętam, że prof. Andrzej Manecki (z AGH, jeden z członków założycieli Polskiego Towarzystwa Meteorytowego – https://pressmania.pl/prof-andrzej-manecki-jeden-z-najwybitniejszych-mineralogow-w-polsce/   ), któremu posłałem szkic tego scenariusza w 2005 roku, trzymał kciuki za realizacją tego projektu, jednocześnie dając mi kilka cennych uwag dot. głównych postaci, które oczywiście uwzględniłem. Dodam też, że w na przełomie XX/XXI wieku przez kilka lat spędzałem z rodziną wakacje właśnie na wyspie Wolin. Tam też pozostawiłem swój „ślad”, jak zwykle to robię w miejscach z którymi jestem jakoś związany emocjonalnie. Otóż w Muzeum Przyrodniczym Wolińskiego Parku Narodowego w Międzyzdrojach znajduje się ofiarowana przez ze mnie  w 2006 roku kolekcja tektytów i meteorytów. (https://pressmania.pl/andrzej-kotowiecki-polskie-towarzystwo-meteorytowe-moje-wspomnienia-dokonania-i-pasja/  )

 Poniżej tekst tego zarysu scenariusza, gdzie w punktach są opisane poszczególne sceny. Może ktoś z kręgu artystów zainteresowałby się tym projektem, który dowolnie można przerobić na ilustrowaną bajkę dla dzieci. 

Szkic (zarys) do filmu animowanego – Meteoryt.

Poszczególne sceny:

  1. 10-cio letni chłopiec o imieniu Konrad wyjeżdża z Warszawy wraz ze swoimi rodzicami i 11-to letnią siostrą Patrycją na wakacje.
  2. Udają się samochodem na Wyspę Wolin.
  3. Ojciec Konrada jest z zawodu geologiem [mineralogiem], pracującym w Polskiej Akademii Nauk.
  4. Rodzina zatrzymuje się na polu campingowym w wynajętym „domku”.
  5. Na tym polu campingowym, będącym w pobliżu małej wioski, jeziora i pola golfowego, jest wiele innych rodzin i do tego z wielu krajów Unii Europejskiej, ale nie tylko. Konrad zorientował się, że są tutaj m.in. :
    • 10-cio letni Hans z Niemiec,
    • 11-to letnia Sara z Anglii,
    •   9-cio letni Olaf ze Szwecji,
    • 12-to letni Dawid z Kanady,

          i wiele, wiele innych dzieci z Polski, Danii, Niemiec, Łotwy, Litwy, Estonii, Norwegii, Austrii, Ukrainy itd., które przyjechały na Wolin na Festiwal Vikingów. Festiwal ten odbywa się co roku, początkiem sierpnia. 

Drugiego dnia cała rodzina przy ognisku piekąc kiełbaski, słucha opowieści ojca o meteorytach, gdyż Patrycja zauważyła lot jednego z nich.

Opowieść ojca:

większość meteorytów pochodzi z pasa planetoid pomiędzy Marsem a Jowiszem, gdzie znajduje się „rumowisko” różnych odłamków planet i planetoid,

meteoryty upadłe na Ziemię łatwo rozpoznać po skorupie obtopieniowej powstałej podczas przelotu przez atmosferę, nadto zawierają żelazo i nikiel dlatego też są przyciągane przez magnez,

na Ziemi można zaobserwować okresowe [tj. co roku w tych samych dniach] spadki meteorytów nazwane Leonidy, Perseidy itp. Nazwane od gwiazdozbiorów z kierunku których przybywają na Ziemię, są one pozostałościami po kometach,

do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku znanych było na Świecie tylko ok. 200 meteorytów, ale przełomem stała się Antarktyda [ojciec Konrada był na Antarktydzie na jednej z takich wypraw i kiedyś już im o tym opowiadał] i Sahara, gdzie obecnie znajduje się duże ilości meteorytów,

 meteoryty są bardzo cenne dla nauki, mówią nam o budowie wszechświata, o nowych minerałach, o budowie gwiazd i planet,

meteoryty są „darmowymi sondami kosmicznymi” lub „sondami dla ubogich”, po prostu wiele państw, w tym i Polskę nie stać na badania kosmosu i wysyłanie sond kosmicznych na Księżyc czy inne planety. Koszty takich ekspedycji wynoszą miliardy dolarów i każdy gram skał przywiezionych np. z Księżyca kosztował setki tysięcy dolarów,

cena meteorytu dla nauki jest ogromna, ale obecnie wielu kolekcjonerów stara się je kupować po cenach komercyjnych na które nie stać instytutów naukowych, dlatego handel meteorytami w wielu krajach jest kontrolowany, są one pod ochroną i traktowane jako „Dobra kultury narodowej” lub jako zabytki, 

w Polsce znaleziono dotychczas ponad 20 różnych meteorytów, w tym 4 meteoryty w postaci wyrobów tj. w okresie halsztackim ponad 2000 lat temu, znalezione meteoryty zostały przekute na wyroby w postaci bransolet i siekierek,

meteoryty mogą również zagrażać Ziemi, szczególnie te duże [średnica niektórych jest ogromna a niektóre planetoidy przelatujące w pobliżu Ziemi dochodzą nawet do kilku kilometrów], przed 65 milionami lat poprzez uderzenie w Ziemię planetoidy o średnicy kilku kilometrów wyginęło na Ziemi życie prawie w 60 % w tym wyginęły dinozaury.

Tej nocy Konrad nie mógł zasnąć. Wyszedł z domku na zewnątrz i obserwował gwiaździste niebo.

Po pewnym czasie Konrad oniemiał z wrażenia, zauważył, że niebo przeszywa duży świecący bolid, leciał z południa w jego kierunku, by po kilku sekundach zgasnąć,

Konrad w dalszym ciągu obserwował niebo, po chwili usłyszał w odległości kilkuset metrów szum i hałas łamanych gałęzi drzew i uderzenie o Ziemię. Wiedział, że niedaleko w ciemnym lesie spadł meteoryt, ten, który przed chwilą obserwował,

Następnego dnia rano, ojciec włączył jako pobudkę radio i cała rodzina usłyszała, że stacje obserwacyjne bolidów i radary zarejestrowały upadek meteorytu na Wolinie. Podano również, że meteoryt ten spadł prawdopodobnie do Morza Bałtyckiego. Konrad zwierza się rodzicom i siostrze, że widział w nocy ten upadek, ale nikt mu nie wierzy.

 W sprawie meteorytu wypowiada się w radiu i TV astronom z Uniwersytetu, który potwierdza wersję upadku meteorytu do Bałtyku,

 Niedaleko Wolina, w Niemczech jeden z handlarzy minerałami i meteorytami, Joe, również widział przelot i upadek tego meteorytu. Obserwował go z pobliskiej Wolina wyspie Uznam w miejscowości Albech, gdzie spędzał urlop połączony z zakupem w Polsce bursztynów dla dalszych celów handlowych,

 Joe zrobił wyliczenia i porównał je z wyliczeniami z pobliskiego obserwatorium astronomicznego. Po dokonaniu wyliczeń, wiedział tak jak Konrad, że meteoryt nie spadł do morza a prawdopodobnie do lasu. Po obliczeniach zakreślił na mapie koło o średnicy ok. 3 km,

 Aby potwierdzić swoje obliczenia w pobliskim porcie rozpytywał rybaków czy nie słyszeli uderzenia w wodę lub też czy nie zauważyli większej fali morskiej tej nocy,

 Z wyliczeń Joe wynikało, że meteoryt podróżował z dużą prędkością i mógł pochodzić z poza naszego Układu Słonecznego, był prawdopodobnie bardzo rzadki i niezwykle cenny. Wiedział, że jak go znajdzie i wywiezie ukradkiem z Polski, to zarobi na tym fortunę,

 Joe  postanowił zorganizować wyprawę poszukiwawczą, jednak mediom w TV i radiu oświadczył, że będzie prowadził poszukiwania w Morzu Bałtyckim,

 Konrad słuchając jego wypowiedzi domyślił się, że Joe kłamie, gdyż od ojca wiedział, że ten handlarz jest podstępny i kiedyś już wywiózł z Australii, gdzie meteoryty są prawnie chronione, bardzo rzadki meteoryt księżycowy, ale policja musiała sprawę umorzyć z braku dowodów,

 Konrad po tym jak zareagowali rodzice na jego opowieść o obserwacji meteorytu [ojciec oświadczył, że może słyszał Żubra, Jelenia lub Dzika], postanowił skontaktować się ze wszystkimi dziećmi będącymi na Campingu. W tej sprawie zwołał naradę wszystkich dzieci do świetlicy pod pozorem zorganizowania wieczorku zapoznawczego i dyskoteki,

 W świetlicy zgromadziło się kilkanaście dziewczynek i chłopców,

 Konrad pokrótce w języku angielskim zreferował o zdarzeniu i zakusach handlarza meteorytów, który chce ten meteoryt wykraść z Polski, a powinien ten „przybysz” z Kosmosu być przekazany pierwsze naukowcom polskim do dalszych badań w Instytutach naukowych w Polsce i ew. innych krajach Unii Europejskiej,

 Dzieci z aplauzem przyjęły plan Konrada mający na celu zorganizowanie ekspedycji poszukiwawczo-ratunkowej celem odnalezienia i uratowania meteorytu dla NAUKI,

 Do campingu bardzo często przyjeżdżał na rozmowy z właścicielem tego ośrodka Pan Józef – pracownik Wolińskiego Parku Narodowego, był to starszy człowiek, skromny, o łagodnym usposobieniu i bardzo przyjacielski. Pan Józef zawsze chętnie opowiadał dzieciom różne historie o zwierzętach żyjących w Parku. Pana Józefa znał również Konrad z wcześniejszych przyjazdów na Wolin. Konrad miał zaufanie do tego człowieka, dlatego też opowiedział mu cała historię i plan poszukiwań, prosząc o zachowanie tajemnicy.

 Pan Józef obiecał wszelką pomoc. Na budynku świetlicy pojawiło się ogłoszenie o mającej się odbyć następnego dnia wycieczce przyrodniczej dla dzieci do pobliskiego lasu, opiekunem grupy miał być Pan Józef.

Wtajemniczone w cały plan dzieci natychmiast zgłosiły swój udział w wyprawie, rodzice wszystkich wyrazili zgodę.

 Następnego dnia Joe „uzbrojony” w najnowocześniejszy na świecie sprzęt do wykrywania metalu [gdyż prawie każdy meteoryt zawiera żelazo i nikiel], ukradkiem przyjechał do Polski do Parku Narodowego na Wolinie na teren upadku meteorytu.

 Z drugiej strony do tego samego lasu wkroczyła grupa prowadzona przez Konrada i ich opiekuna Pana Józefa,

 Po kilku godzinach poszukiwań, gdy dzieci były już bardzo zmęczone, cała grupa wyszła na polanę.

 W środku polany dzieci zauważyły pasące się stado Żubrów. Zwierzęta wyglądały bardzo dostojnie i pięknie, ale co to…., w samym środku otoczony stadem Żubrów leżał czarny kamień. 

 Dzieci prowadzone przez Konrada wyszły na polanę. Konrad wszedł pomiędzy Żubry na środek, po czym zbliżył się do leżącego meteorytu i podniósł go. Dzieci wydały okrzyk zachwytu i radości. 

 Joe pojawił się wkrótce, chciał zbliżyć się do dzieci, aby odebrać Konradowi meteoryt, ale został otoczony stadem Żubrów, dzieci spokojnie oddaliły się ścieżką do lasu a Joe stał dalej wystraszony i zdziwiony.

 Konrad wiedział z opowieści Pana Józefa, że to stado Żubrów było oswojone, zresztą z Panem Józefem odwiedzał te Żubry poprzedniego lata.

 Następnego dnia w siedzibie Wolińskiego Parku Narodowego odbyła się uroczystość przekazania Polskiej Akademii Nauk meteorytu „Wolińskiego” do dalszych badań w Instytutach Badawczych w Polsce. Konrad został wyróżniony specjalnym dyplomem i złotą odznaką Wolińskiego Parku Narodowego, przedstawiającego symbol Parku „Orła Bielika”.  Rodzice Konrada i siostra Patrycja byli z niego bardzo dumni. Na uroczystości były oczywiście wszystkie dzieci z rodzicami, gratulacjom nie było końca.

CIESZYN 2004-12-25