Jeden z najlepszych momentów serialu „The Crown” i jego pierwszego sezonu. Winston Churchill, który wchodzi do Opactwa Westminsterskiego w pochodzie triumfalnym.

To oczywiście serial, ale co istotne, ten sam Churchill w 1915 r. był obwiniany o klęskę Wielkiej Brytanii w bitwie pod Gallipoli. Jako kozioł ofiarny niekompetencji brytyjskiej admiralicji został zdymisjonowany z piastowanego wówczas stanowiska Pierwszego Lorda Admiralicji. Wydawać by się mogło, że Churchill jest już skończony politycznie.

Powrócił z wielkim przytupem w 1940 r. przejmując funkcję Premiera Wielkiej Brytanii. Swoją nieustępliwością wobec Hitlera i Państw Osi pokazał prawdziwą charyzmę oraz przede wszystkim polityką zagraniczną realizowaną w czasie wojny doprowadził do zwycięstwa Wielkiej Brytanii i pokonania III Rzeszy Niemieckiej.

Jaka jest więc lekcja dla każdego?

Wyciąganie wniosków z błędów, nieustanny rozwój i przede wszystkim nieustępliwość, determinacja i ciężka praca. Nigdy nie wolno się poddawać. Zwłaszcza w polityce. Porażki są równie potrzebne i przede wszystkim cenne.

Dlaczego?

Ponieważ pozwalają dostrzec to, czego nie widzimy, poznajemy samych siebie i swoje możliwości i przede wszystkim budują odporność. Doznawanie porażek choć jest niewątpliwie niezbyt przyjemnym uczuciem wymaga przyjęcia męskiej postawy.

Porażki trzeba przyjąć, przeanalizować i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Wtedy droga do sukcesów i zwycięstw staje się otwarta. Trudne okresy budują człowieka i bardzo determinują.

W polityce, jak i w życiu nigdy nie można powiedzieć, że coś jest skończone. Jest wprost przeciwnie.