Sytuacja w Gruzji jest bardziej poważna, niż nam się wydaje na pierwszy rzut oka. Pomimo iż jest ona często porównywana z kryzysem politycznym na Ukrainie na przełomie lat 2013/2014, w rzeczywistości gruziński kryzys jest głębszy i w radykalny sposób wpłynie na życie polityczne tego kraju w przyszłości. Wcale nie mam tutaj na myśli zmianę kursu z prozachodniego na prorosyjski. Chodzi mi natomiast o to, że parlamentarne wybory 2024 roku mogą stać się ostatnimi wyborami w tym kraju, gdzie istnieje jakakolwiek konkurencja i realna opozycja. W tej chwili sytuacja w Gruzji podąża w takim kierunku, że następne wybory mogą bardziej już przypominać te białoruskie.
Co się w zasadzie wydarzyło w Gruzji? W październiku tego roku w Gruzji odbyły się wybory parlamentarne. Według oficjalnych danych wybory zostały wygrane przez partię rządzącą z wynikiem prawie 54%. Jednopartyjna większość. Opozycja, która dostała się do parlamentu, nie jest jednością. To są 4 ugrupowania, które mocno się różnią od siebie i w normalnych warunkach niezbyt się lubią. Natomiast w tej sytuacji wszystkie opozycyjne ugrupowania nie uznały te wybory za uczciwe i odmówiły wejścia do nowego parlamentu z tego powodu, wskazując na szereg fałszerstw, część z których została potwierdzona odpowiednimi dowodami. Wybory nie zostały również uznane przez prezydenta Gruzji, Pani Salome Zurabiszwili, która niegdyś sama została wybrana przy wsparciu obecnej partii rządzącej, ale z czasem zdystansowała się od prowadzonej przez nią polityki. Tak samo wybory zostały uznane za nieuczciwe przez USA i Unię Europejską. Prezydent Gruzji wezwała do przeprowadzenia śledztwa w sprawie fałszerstw podczas wyborów z zaangażowaniem organizacji międzynarodowych w ten proces. Trzeba zauważyć, że sondaże przed wyborami w zależności od tego, komu sympatyzowała dana organizacja, która je przeprowadziła, wskazywały na zupełnie dwa odmienne opcje. Kontrolowane przez władze kanały telewizyjne wskazywały jawne zwycięstwo partii rządzącej, a pozostałe dawały jej pierwsze miejsce przy łącznej jednak przewadze opozycji.
Tak czy inaczej formalnie zgodnie konstytucji Gruzji, żeby parlament był w stanie rozpocząć pracę, ma na sali być obecnych co najmniej 100 deputowanych. To nie było możliwe biorąc pod uwagę bojkot ze strony opozycji. Mimo to partia rządząca, mając do dyspozycji wyłącznie swoich przedstawicieli, zwykłą większością zagłosowała za uznaniem takiego składu parlamentu za zgodny z prawem. Później w ekspresowym tempie zatwierdziła skład komisji parlamentarnych i nowego rządu. Oczywiście partie opozycyjne i prezydent nie uznają tego jednopartyjnego parlamentu i stworzonego przez niego rządu. Ale 14 grudnia sytuacja wyszła na jeszcze większy poziom eskalacji, ponieważ zgodnie z wcześniejszymi zmianami wprowadzonymi do gruzińskiej konstytucji, zlikwidowane zostały powszechne wybory prezydenckie. Zamiast tego nowy prezydent miał zostać wybrany przez deputowanych parlamentu i przedstawicieli miejscowych regionalnych parlamentów. Oczywiście w tej sytuacji te wybory prawie na 100% zostały zdominowane przez partię rządzącą. Nie próbowano nawet imitować żadnej konkurencyjności w tych wyborach. Kandydat był tylko jeden i został od przedwczoraj mianowany jednogłośnie na nowego prezydenta kraju. Stał się nim Micheil Kawelaszwili, były piłkarz, który niegdyś był członkiem rządzącej partii ale odszedł z niej z powodu braku poparcia dla jej rzekomo zbyt proeuropejskiej polityki.
W tej sytuacji nieważne w zasadzie jest, czy uznaje się te wybory za uczciwe czy nie. Tak czy inaczej nawet według oficjalnych wyników głosy podzieliły się prawie pół na pół. Opozycja mimo sporych różnic w poglądach ma tutaj jednoznaczną pozycję i tak czy inaczej prezentuje co najmniej połowę wyborców. Władze w tej sytuacji nie zamierzają prowadzić żaden dialog, żeby doprowadzić do jakiegoś porozumienia. Co niewątpliwie byłoby możliwe przy odrobinie chęci. Nawet udając pewien kompromis można byłoby wyrwać z szeregów opozycji chociażby część deputowanych po to, by legitymizować obecny parlament. Zamiast tego władze wybierają wyraźnie najostrzejszy scenariusz. Celowo podnoszą poziom eskalacji maksymalnie wysoko wiedząc, że to wywoła protesty. To trzeba podkreślić. Nie istnieje żaden realny powód dlaczego partia rządząca nie miała by dalej grać w normalną politykę. Kryzysem dałoby się zarządzać. Nie było też żadnego powodu, by ogłaszać zatrzymanie integrację z Unią Europejską. Można byłoby ciągnąć czas prowadząc negocjacje, rozmowy, zapraszając do siebie zachodnich biurokratów, udając chęć znalezienia kompromisu. Biorąc pod uwagę jak ciężko podejmuje się w Unii decyzję, w tą grę można byłoby grać przez kolejne lata, chłodząc nastroje wewnątrz kraju i jednocześnie utrzymując władzę. Ale wybrano wyraźnie inną drogę. W momencie, kiedy partia rządząca przyjmowała kolejne budzące kontrowersję ustawy, takie jak Ustawa o agentach obcego wpływu, to nie wywołało protestów na wielką skalę. Wynik wyborów i uparcie się władz, że nie będzie żadnych negocjacji z opozycją, już wywołały większe protesty. Natomiast realne protesty zaczeły się dopiero w momencie ogłoszenia zatrzymania integracji z zachodem. To był oficjalny kurs Gruzji w jej polityce zewnętrznej od 20 prawie lat wpisany do jej konstytucji.
W chwili obecnej nie ma już drogi powrotnej. Sytuacja już nie wróci do tego co było przed 2024 rokiem w Gruzji. Jeżeli w jakiś sposób wygrają protestujący i opozycja, to zapewne przedstawiciele obecnych władz zostaną postawieni przed sądem lub uciekną do Rosji. Ale proces polityczny wróci do umownej normy, bo jak wspomniałem opozycyjne ugrupowania nie są jednością i konkurują ze sobą. Natomiast jeżeli protest przegra, to sytuacja nie wróci do tego, co było przed. Obecne władze Gruzji idą na całość i jeżeli wygrają w wyniku tego kryzysu, będziemy mieli jedno partyjną dyktaturę w tym kraju. W tym parlamencie żadnej opozycji już nie będzie. Władze będą zmuszeni w całości wyniszczyć opozycję chociażby po to, by chronić samych siebie przed odpowiedzialnością za swoje działania. To dotyczy również Pani prezydent Zurabiszwili, ponieważ w chwili obecnej w Gruzji są dwa prezydenty, którzy nie uznają się nawzajem. Jeden wybrany w wyborach powszechnych i drugi wybrany przez partię rządzącą w pojedynkę w parlamencie. Delikatnie rzecz ujmując, to jest sytuacja konfliktowa, i jest jasne, że władze będą musiały teraz zlikwidować Pani Zurabiszwili w ten czy inny sposób. Już oskarżają ją o zdradę stanu. Partia Gruzińskie Marzenie w tej chwili idzie po całość władzy bez żadnych alternatyw dla niej. I pod tym względem to nie jest sytuacja Ukrainy za czasów Janukowycza. To jest sytuacja bliższa obecnej Białorusi.
______________________________________________________________
Zachecam do wspierania mojej niezależnej publicystyki :
Patronite. pl : https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee : https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon : https://www.patreon.com/frontiersmannews
Zostaw komentarz