Policjanci w kominiarkach. Drony nad klasztorem. Przeszukanie budynków klasztornych ojców Dominikanów w Lublinie, gdzie rzekomo miał się ukrywać zbiegły na Węgry poseł Romanowski. Tego nie było nawet w stanie wojennym. W PRL. Nic nie usprawiedliwia takich działań aparatu ścigania.

W początkach stanu wojennego byłem nowicjuszem jezuickim w klasztorze w Kaliszu. Znajdywali w nim schronienie byli działacze ówczesnej „Solidarności”. Docierały z Zachodu samochody, nie tylko z pomocą humanitarną dla internowanych. Była też „bibuła” itd. Ale nigdy nie zdarzyło się by MO lub SB weszło do budynków klasztornych, do naszych cel, jak to miało miejsce w Lublinie. Jaruzelski rozumiał bowiem, że to byłoby rozpoczęcie wojny z Kościołem Katolickim i uderzenie w katolików.

On rozumiał, ale jak widać Prokuratura Krajowa nie odrobiła tej lekcji. Nalotu dokonano wtedy, gdy już było wiadomo, że Romanowski zwiał na Węgry. To jedno.

Drugie.

Użyto takich środków jakby w klasztorze miał się ukrywać jakiś mafioso, szef kartelu narkotykowego. Policjanci w kominiarkach. Drony latające nad zabudowaniami klasztornymi. Wszystko jak w najlepszym filmie gangsterskim.

Po co?
Co chciano zademonstrować?

Że państwo i jego instytucje sprawnie działają?
Choć jak się okazało dały plamę, bo Romanowski i tak uciekł mimo zapewnień prokuratury, że wie gdzie się ukrywa.

Żenada i kompromitacja.
Nie tędy droga.

Nie tak dawno, Radosław Sikorski, mówił coś o „państwie z dykty”. „Istniejącym tylko teoretycznie”. Oczywiście odnosił to określenie do rządów Zjednoczonej Prawicy.

Nie idźcie panowie tą drogą.
Bo sami zasłużycie na ten wątpliwy komplement.

Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl