To będzie post inny niż wszystkie.
Ostatnio zaskoczyła mnie pacjentka.
Potem zrobiło to jeszcze kilka osób.
Zapytała jak to robię, że zawsze mam dobry humor?
Że zawsze się uśmiecham i podchodzę do wszystkiego i wszystkich, pełen tak pozytywnej energii.
Czy mam jakąś receptę na taką, jak to określiła – radość codziennego życia?
…
Moja Kasia mówi, że szczerzę się że wszystkiego i do wszystkiego zawsze i wszędzie, ale już tak mam.
Kilka osób, też jak ona stałych pacjentów czekających w kolejce odparło, że też chciałoby wiedzieć, bo im często zupełnie nie jest do śmiechu.
Stałem lekko zamurowany.
Qrczę, ale komplement.
Ja wieczny filozof, osobowościowo, Jungowski żółto-żółty do potęgi żółtej, który non-stop nawija cały dzień, bo mu się wydaje, że wie wszystko na każdy temat, mam radzić jak żyć i na serio ktoś prosi mnie o taką radę?
Tego się nie spodziewałem…
I co ja mam powiedzieć?
W jaki sposób, by nie był to tani banał z netu, bo ktoś naprawdę liczy się z twoim zdaniem i prosi o poradę, życiową (dosłownie).
Każdy lubi samochody.
Nawet jak nie lubi, to lubi.
Każdy.
Wiele, wiele lat temu, do Alfy Romeo przyszedł pewien zadziorny i pyskaty młody Włoch.
Powiedział, że ma wiele pomysłów jak uczynić ich samochody lepszymi, fajniejszymi i w ogóle.
Alfa Romeo powiedziała mu by nie zawracał im głowy i jak ma jakieś pomysły to niech je sobie realizuje u siebie w garażu.
Po włosku podrażniona ambicja sprawiła, że tak zrobił.
Nazywał się Enzo Ferrari…
Wiele lat później, pewien włoski konstruktor traktorów, podszedł by porozmawiać z szefem motoryzacyjnej, sportowej potęgi jaką jest firma Ferrari.
Zaproponował wielkiemu Enzo współpracę, miał pomysły jak poprawić skrzynie biegów w samochodach Ferrari, by były jeszcze lepsze, fajniejsze i w ogóle.
Enzo odparł by ten nie zawracał mu głowy i dalej bawił się w robienie traktorów.
I ponownie podrażniona ambicja zmieniła bieg historii.
Ten człowiek nazywał się Ferruccio Lamborghini…
W latach 80-tych, w Lamborghini pracował pewien młody imigrant z Argentyny.
Włoch, którego rodzice tam wyemigrowali.
Wrócił do ojczyzny i nie mając nawet 30 lat został szefem inżynierów w firmie Lamborghini.
Był tak genialny.
To on zaprojektował ikoniczny super samochód Lamborghini Countach Evoluzione.
Był mistrzem kompozytów.
Namawiał Ferrucia by firma masowo stosowała włókno węglowe i zainwestowała w kosztowny autoklaw do jego produkcji.
Sędziwy już Ferrucio odparł, że skoro Ferrari nie stosuje włókna węglowego to on nie widzi sensu by Lamborghini je stosowało.
A jak mu się nie podoba to…
Nie mylicie się.
Ponownie podrażniona, włoska ambicja.
Ten gość od kompozytów nazywał się Horacio Pagani…
W 1999 roku z bramy jego firmy wyjeżdża pierwszy egzemplarz, wywołującego palpitację serca, karbonowego pocisku na czterech kołach.
Pagani Zonda.
Kilkanaście lat temu na spotkanie z Horacio Paganim przyszedł pewien opętany prędkością Amerykanin.
Znany tuner samochodów, zmieniający je w ziejące mocą potwory na kołach.
Chciał wspólnie z Włochem budować silniki o absurdalnych mocach, które pozwoliłyby zbliżyć się samochodom do prędkości dźwięku, bez silników odrzutowych czy rakietowych.
Pagani odparł coś o nierealnych wizjach i tak dalej.
I powiedział, do zadziornego Jankesa by nie zawracał mu głowy.
Tym gościem od prędkości dźwięku był John Hennessey…
W tym roku z hali jego fabryki wyjechał absurdalny w swojej absurdalności hiper-roadster.
Venom 5 Revolution LF.
2.031 koni mechanicznych czystej ekstazy…
Ciekawe czy kiedyś do Johna przyjdzie ktoś młody, zadziorny z pomysłem równie zadziornym jak oni wszyscy w młodości?
Ambicja…
To chyba najlepsza rada na życie, jakiej mogę udzielić.
Młodzieńcza, ale zdrowa ambicja, który nakręca nas do życia.
A czasem do dokonania zmian, gdy wydaje się to niemożliwe.
20 lat pracowałem w Big Farmie.
Uwielbiałem, to i sądziłem, że tak będzie do końca zawodowego życia.
Ale w korpo nie mogłem być sobą.
Zbyt otwarty, zbyt radosny, zbyt szczęśliwy.
Zbyt gadatliwy.
I ludzka zawiść.
Przypomniałem sobie, że jestem farmaceutą.
Mogłem dużo wcześniej.
Wreszcie mogę być w pełni sobą i mogę nawijać do woli.
Miejcie ambicję uśmiechać się i cieszyć z najmniejszych drobiazgów.
Ja potrafię cieszyć się z widoku czaderskiej chmury na niebie, gdy wszyscy patrzą pod nogi.
A teraz „wyświechtany” slogan – niech wasze hobby będzie waszą pracą.
Taaa, jasne.
Ja tak zrobiłem.
Uwielbiam tę robotę, dlatego nigdy nie przepracowałem nawet jednej godziny, mimo, że teraz w trakcie szczepień, jestem w aptece od rana do nocy, to w ogóle tego nie czuję.
Gdy dajesz ludziom radość, nawet gdy im podajesz zwykłą witaminę C, będą to odwzajemniać.
Jak to nakręca do życia.
I nigdy nie planujcie, że jak będziecie na emeryturze do zaczniecie zwiedzać świat.
Nie zaczniecie.
Róbcie to teraz.
Nie trzeba na to dużych pieniędzy.
Spotkania z innymi ludźmi uczą nas radości z otaczającej rzeczywistości.
Uściśnijcie dłoń Hindusowi, który przywiezie wam jedzenie.
On zasuwa cały dzień.
Jego oczy rozpromienią się spod kasku.
I uśmiechnijcie się i zamieńcie słowo z panią, która ogarnia porządek wokół waszego domu/bloku.
Dawajcie radość i szczęście, nawet jeśli nie macie ich w sobie w tym momencie zbyt dużo.
W zamian otrzymacie ludzkie emocje, które dadzą wam paliwo do życia.
Ja tak robię.
Cały czas.
Czy samochodowa historia ma jakiś finał?
Oczywiście.
Nie byłbym sobą :-)
Jeśli ktoś myśli, że dalej, wyżej i mocniej się nie da, to w Azji zawsze znajdzie się ktoś kto pokaże całemu światu, że jednak się da.
BYD.
Tak, ta znana chyba wszystkim firma motoryzacyjna z Shenzhen, wyprodukowała YANGWANG U9 Xtreme.
Napędzany chyba przez jakiś tajny, chiński hipernapęd bolid, osiągnął na niemieckim torze ATP (na tym na którym Bugatti Veyron po raz pierwszy pokonał barierę 400km),
absurdalne 496,22km/h
Najszybszy seryjnie produkowany samochód na świecie.
Chiny.
Film poniżej:
.
Autor: Marcin Andryszczak
Warszawski farmaceuta zafascynowany wielkimi i przełomowymi odkryciami nauki.
Zostaw komentarz