Ciemna strona Księżyca przez dziesięciolecia była symbolem tajemnicy. Czegoś, czego nie znamy i czego nie widzimy. W literaturze, w filmach, w muzyce. Wystarczy przypomnieć legendarny album The Dark Side of the Moon zespołu Pink Floyd.
Dziś jednak ten mit powoli ustępuje rzeczywistości.
Dzisiaj amerykańska misja Artemis zbliżyła się do Księżyca na około sześć tysięcy kilometrów. To był kolejny krok w powrocie człowieka w okolice naszego naturalnego satelity. Program realizowany przez NASA ma jeden cel: ponownie wysłać ludzi na Księżyc i w przyszłości stworzyć tam stałą bazę.
Co ciekawe, „ciemna strona Księżyca” wcale nie jest ciemna. Otrzymuje tyle samo światła słonecznego co ta część, którą widzimy z Ziemi. Różnica polega tylko na tym, że Księżyc obraca się synchronicznie z naszą planetą i dlatego zawsze pokazuje nam tę samą półkulę.
Druga strona przez tysiące lat była dla ludzi całkowicie niewidoczna. Dopiero w 1959 roku radziecka sonda Luna 3 przesłała pierwsze zdjęcia tej części Księżyca. Okazało się wtedy, że wygląda ona inaczej niż znana nam strona. Jest bardziej surowa, pełna kraterów, jakby kosmiczna historia zapisała się tam mocniej.
Dzisiaj wracamy tam już nie tylko z sondami, ale z planem wysłania ludzi.
To ciekawy moment w historii. Coś, co przez tysiące lat było metaforą tajemnicy, powoli zamienia się w zwykłe miejsce na mapie kosmosu.
Mit powoli ustępuje geografii. Biedni dzisiaj ci wszyscy płaskoziemcy i inni wyznawcy teorii spiskowych.
Zostaw komentarz