Wszystkie cywilizacje upadają. Gorzej, że niektóre nie dożywają nawet rozkwitu, ale tymi nie warto się zajmować – giną we mgle historii.

Skupmy się więc na tych wielkich. Upadek wielkich cywilizacji przebiega przez dłuższy czas w sposób niezauważalny, prawie aż do samego końca. Mylące jest bowiem to, że pozostają one wielkie nawet w dobie najgłębszego kryzysu i ich upadek trzeba zobaczyć na podstawie innych przesłanek niż rozmiar.

Dla nas dzisiaj mylące jest natomiast to, że my mamy podawane przez badaczy historycznych dowody rozkładu upadających mocarstw na tacy, w sposób przejaskrawiony, jakby były oczywiste i widoczne dla wszystkich. Tworzymy więc sobie iluzję, że mieszkańcy umierających cywilizacji mają pełną świadomość, że nadchodzi zagłada, jakby żyli na krawędzi wulkanu i zaglądali w jego gardziel obserwując z lękiem wrzącą lawę w oczekiwaniu na erupcję. To nas uspokaja, gdyż my żyjemy w cieniu wulkanu, ale nie mamy jeszcze poczucia, że nadciąga kataklizm.

Porównanie do życia pod wulkanem jest uzasadnione, ale nie tak, jak się wydaje. Mieszkańcy Pompei dostrzegali zapewne znaki zapowiadające erupcję Wezuwiusza, lecz nie postrzegali ich katastroficznie. Uważali, że tak było zawsze: trochę dymu, trochę smrodu – i znowu będzie jak dawniej.

Tak samo czują się ludzie żyjący na krawędzi upadku cywilizacji. Tak zapewne myśleli Chińczycy przed inwazją europejskich grabieżców w XIX wieku. Już przecież nieraz barbarzyńcy podbijali Państwo Środka i cywilizacja chińska wychodziła z tego zwycięsko. Ale nie tym razem – starożytna cywilizacja nie przetrwała zderzenia z europejskim barbarzyńcami.

Podobnie było w dobie upadku Rzymu. Dla nas inwazja germańska była zapowiedzią kataklizmu – dla Rzymian tylko epizodem jak wiele innych z przeszłości.

Czy więc istnieje możliwość rozpoznania, że nadchodzi koniec? I czy ta wiedza jest nam w ogóle potrzebna? Może dla Chińczyków, Rzymian czy Inków lepsza była niewiedza i przekonanie, że nic się nie dzieje. Ale mieszkańcy Pompei, gdyby wiedzieli, mieliby szansę na uratowanie życia.

Dlatego spróbujmy wskazać punkt, po którym można odróżnić zwyczajny kryzys od zapowiedzi zagłady. Przesłanką wcale nie jest najazd barbarzyńców. Takie zdarzenia jedynie pieczętują los upadłej cywilizacji. Prawie zawsze upadek następuje wcześniej, przed najazdem. Natomiast prawdziwą przesłanką zapowiadającą zagładę jest brak rozwoju.

Świadectwem życia cywilizacji jest rozwój, przejawem śmierci – jego brak. Rozwój może mieć różne oblicza: ekspansję terytorialną, rozkwit gospodarczy czy rewolucja myśli. W każdym razie oznacza, że idziemy do przodu, że tworzymy coś nowego, a brak rozwoju zaczyna się od pasożytowanie na własnych osiągnięciach. Dlatego trudno uchwycić moment zatrzymania się, gdyż wielkie cywilizacje przestają się rozwijać na bardzo wysokim poziomie i trudno wtedy zaakceptować, że znalazły się w kryzysie. A jednak nie ma stanów pośrednich – jest rozwój lub upadek. Zatrzymanie rozwoju cywilizacji to jej początek drogi ku śmierci.

Umierające cywilizacje wciąż coś produkują, przetwarzają dawne wytwory i konsumują dawne zdobycze. Nie można więc od razu zauważyć, że ich rozwój się skończył. Można to jednak ocenić na podstawie dowodów pośrednich. Jak z boreliozą – nie można zobaczyć chorobotwórczych bakterii, ale można wykryć antyciała produkowane przez organizm do zwalczania choroby.

Takim antyciałem wytwarzanym przez umierające cywilizacje, aby pozorować swój rozwój jest autoagresja wobec samej siebie. Jeżeli nie możemy iść do przodu – zaczynamy iść do tyłu, udając, że to dalej jest rozwój. Cywilizacja zdobywców pozoruje ekspansję walką o podział dawnych zdobyczy. Cywilizacja twórców – niszczeniem tego, co sama stworzyła. Upadające społeczeństwa zaczynają nazywać postępem agresję wobec własnej religii, moralności, obyczajów. Pozorowanie rozwoju poprzez marsz tą samą drogą, ale w drugą stronę, poprzez niszczenie swoich własnych osiągnieć cywilizacyjnych – jest najbardziej charakterystyczną przesłanką poprzedzającą upadek.

Takie znaki zapowiadały koniec cywilizacji chińskiej, rzymskiej, mongolskiej, perskiej i każdej innej. Jeśli chcemy dziś rozpoznać, czy to tylko chwilowy kryzys czy nadchodzi kres naszej cywilizacji, musimy ocenić, czy naprawdę się rozwija, czy tylko pozoruje swój rozwój, pożerając samą siebie.

Ale wciąż mam wątpliwości: czy warto zaglądać w gardziel wulkanu?